piątek, 2 sierpnia 2013

uwaga

muszę Was przeprosić, bo nie mam jak na razie żadnego pomysłu, więc na razie na żadnym z blogów nie będą pojawiać się kolejne party, pochłonęła mnie praca w redakcji oraz odpoczynek wakacyjny, dlatego, do napisania za jakieś 2 tygodnie, gdy będę na urlopie :D


ściskam i pozdrawiam :*

piątek, 26 lipca 2013

WYWIAD!

Serdecznie Was wszystkich zapraszam do przeczytania mojego pierwszego wywiadu pod egidą redakcji SKOKInews.com

WYWIAD Z MICHAŁEM


Czytajcie podawajcie dalej, komentujcie :)

czwartek, 18 lipca 2013

zaproszenie :D

zapraszam Was serdecznie na mojego nowego bloga, również w tematyce sportów zimowych. Prolog powinien pojawić się jutro  :D

http://biegiem-przez-swiat.blogspot.com/

pozdrawiam ;*

wtorek, 16 lipca 2013

rozdział osiemnasty, zwany przemyśleniami.


Ten rozdział jest inny. Różni się od tych poprzednich. Nie znajdziecie w nim dialogów, ani niczego takiego.
Dedykuję go Paulinie, za te jej wieczorne przemyślenia. ;)
Miłego czytania ;*

_______________________________________________
Przez cały wieczór oglądaliśmy filmy, leżeliśmy. Tak, byliśmy szczęśliwi. Nadal nie byłam świadoma, co się dzieje, jakiego miałam farta, że go spotkałam, że był tak blisko, przecież miałam go na wyciągniecie ręki. Nie był dla mnie gwiazdą światowych kortów, był jedną z najważniejszych, a może nawet najważniejszą osobą w moim życiu. On był dla mnie zwyczajnie niezwyczajny. Chciałam z nim żyć... Ale czy dalibyśmy radę? On ciągle na walizkach, w podróży, grający w różnych turniejach, raz tu, raz tu. Ja? Ja studiująca w Katowicach, młoda dziewczyna, która też chciałaby poszaleć, ale nie była by tak wolna jak kiedyś, bo w głowie słyszałaby głos, który mówił by jej, że tam gdzieś daleko jest on, przed nim nic nie ukryje... Jeżeli pójdzie w tango, zabawi się z kimś, choć nie jest taka, wszystko może runąć. Sezon jest długi, byłam tego świadoma, nie oszukiwałam się. Od zawsze wierzyłam w miłość na odległość, dowodem tego było życie z Pawłem, choć on był zawsze tak blisko, co to jest 80 km, a na przykład drugi koniec świata?
Nie wiedziałam ciągle jaką decyzję podjąć, zachowujemy się jak nastolatkowie. Nie potrafię dzisiaj powiedzieć, czy spędzę z nim resztę mojego życia, czy on zostanie przy mnie, ja przy nim. Czy weźmiemy ślub, czy będziemy mieli dzieci, na tą chwilę nie potrafię, nie jestem w stanie nic logicznego wymyślić. Takie życie może być totalnie na wyrost lub... No właśnie, jakie? Usłane różami, pełne miłych niespodzianek? A może jednak nie? Pełne nagłych, zaskakujących zwrotów akcji...
Właśnie słyszałam bicie jego serca, takie spokojne, równomierne... Bicie tego serca, które mnie kocha, taką jaka jestem. To serce wiedziało, kim jestem, co chcę ukryć przed światem, co chcę pokazać tylko jemu. Przez Pawła boję się komukolwiek zaufać, to jemu pokazałam całą siebie, jemu opowiadałam co czuję, w każdym momencie, był moim nieodzownym elementem, bez którego nie potrafiłabym normalnie funkcjonować. A on? Zranił mnie, zdradził, teraz za każdym razem, gdy będę przechodzić tym korytarzem, przypomnę sobie Kornelię i Pawła, który zarzeka się, że kocha tylko ją. Nadal nie rozumiem, dlaczego? Poczułam jak pierwsza łza spływa mi po policzku. Nie mogłam tego opanować, podniosłam głowę z klatki piersiowej tenisisty. Zerknęłam na zegarek, była już pierwsza w nocy. Przykryłam go kocem i wyszłam na balkon. Wszyscy domownicy już spali, tak samo jak cała Łódź. Ubrałam polar i usiadłam na krzesełku. Ponownie się zamyśliłam...
Czy ja go kocham? Być może to zwykłe zauroczenie, bo czuję się samotna, a on się mną zaopiekował. Otarłam mokre policzki, które jak zwykle, gdy płaczę robią się bardziej rumiane.

Wiem, że nigdy nie wrócę do Pawła, to jest pewne. Nie po tym co zrobił, jeżeli raz odważył się, pójść tak daleko, nie będzie miał zahamowań, aby zrobić to podobnie. Muszę poznać znajomych Jerzyka.To nie jest tak, że się waham i zastanawiam, ponieważ go nie kocham, nie, nie i jeszcze raz nie. Nie chcę go zwyczajnie skrzywdzić. Od zawsze słyszę, że jestem rozważna, chyba po raz pierwszy sama to dostrzegam...
Jestem z nim przecież szczęśliwa, uśmiechnięta czego więcej chcieć? Sama nie wiem, jestem zmęczona.

Przyglądałam się pogrążonej we śnie Łodzi. Było tak cicho i spokojnie. Posiedziałam na powietrzu jakieś pół godziny. Za chciało mi się pić, w naszym pokoju nic nie było, więc po ciuchu zeszłam do kuchni. Ku mojemu zdziwieniu paliło się światło.Szybkim ruchem otarłam moje wilgotne oczy i wyszłam z cienia. W kuchni zobaczyłam Ankę. Siedziała z kubkiem w ręce i była chyba bardziej zamyślona niż ja. Obróciła głowę, nic nie mówiąc, wstała nalała do drugiego kubka ciepłego mleka i podała mi. Pokazała mi żebym usiadła. I tak  oto milczałyśmy razem....

________________________________________________________________
Podobał Wam się? Chcecie takich więcej czy może lepiej ich nie pisać? Czekam na wasze opinie, każda jest dla mnie ważna :D

niedziela, 14 lipca 2013

rozdział siedemnasty.


 Witajcie na moim nowym blogu :)  Ten rozdział dedykuję Agnieszce <3
Zapraszam na mojego twittera, gdzie będziecie na bieżąco @carollaxcountry !

____________________________________________________________________
Weszliśmy do łódzkiej Manufaktury. Na całe szczęście było mało ludzi, bo obawiałam się, że zaraz go ktoś rozpozna, a później zleci się chmara ludzi... Rozumiałam, że jest sławny i rozpoznawalny, niby mi to nie przeszkadzało, ale czasami chciałam mieć go tylko dla siebie.
-No to co? Szukamy sukienki ?- zapytał.
-Tak, jasne, po to tu przyszliśmy.- rozglądnęłam się w poszukiwaniu jakiegoś sklepu z eleganckimi rzeczami. Dostrzegłam Zarę, ale to zbyt drogi jak dla mnie sklep. Jedynie kiedyś, na wycieczce wakacyjnej, kupiłam sobie sweterek.
-Idziemy tam?- wskazał głową w tym samym kierunku co wcześniej patrzałam.
-Nie, to za drogi dla mnie sklep, nie na moje finanse.- uśmiechnęłam się słabo. Szkoda, że nie pomyślałam o tym wcześniej, jeszcze w Szczecinie. Poszłabym sobie wtedy do mojego ulubionego, w miarę taniego sklepu z dobrą odzieżą. Zaczęliśmy się przechadzać po centrum. Mijaliśmy kolejne sklepy, lecz ciągle nie potrafiłam nic dla siebie znaleźć. Po pewnym czasie usiedliśmy w kawiarence na przeciwko Zary. Gdy tenisista poszedł złożyć zamówienie, ja dostrzegłam na wystawie piękną sukienkę, tak zwaną małą czarną.
- Proszę, to twoja mocha- postawił przede mną kubek parującej kawy, podanej z bitą śmietaną. Sam usiadł na przeciwko przy okazji zasłaniając mi wystawę. Popatrzyłam się w jego oczy. Zastanawiałam się, dlaczego one mnie tak hipnotyzują, dlaczego jest w nich tyle tajemniczości...
- Dlaczego ciągle patrzysz w tamtą stronę?- zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Obróć się, widzisz tą czarną sukienkę w Zarze?- pokiwał głową- jest piękna, jest boska...
-Wypij kawę, to pójdziemy i sobie przymierzysz. Chociaż, wiem, że będzie na Ciebie idealna.- pocałował mnie w czoło. Uwielbiałam, gdy robił to znienacka. Upiłam łyka kawy, a na moich ustach zostało troszkę bitej śmietany.
-Pokaż mi się tutaj.- obróciłam twarz w jego stronę, a on pocałował mnie pod pretekstem usunięcia słodkości z moich ust... Zastanawiałam się, dlaczego Pawła nie było stać na takie czułe gesty, może nie był zbyt dojrzały? Tego już się chyba nie dowiem, nie chcę do tego wracać, teraz jest Jerzy.
Wyjadłam łyżeczką pozostałości bardzo kalorycznego produktu i powoli wypijałam moją kawę. Rozmawialiśmy, śmialiśmy, było tak fajnie...
-Choć już, bo nam ten twój sklep zamkną- złapał mnie za rękę.
-Ale mi tak dobrzeee- wyciągnęłam się na krześle.
-Bo zaraz będę zmuszony zanieść Cię do tego sklepu...
-Grozisz czy obiecujesz?- zapytałam prowokująco. On nie zwracając uwagi na innych ludzi, podniósł mnie z krzesła i ruszył w stronę sklepu.
-Puść mnie wariacie!
-Nieee, chciałaś to masz, sama się o to prosiłaś- uśmiechnął się.
-Ludzie na nas patrzą- już wiedziałam, że teraz na pewno ktoś go rozpozna.
-No to co, niech zobaczą, że nam ze sobą jest dobrze.
Doszliśmy do Zary, dopiero wtedy mnie puścił. Znalazłam na wieszaku tą czarną sukienkę i ruszyłam do przymierzalni. Ubrałam sukienkę i wyszłam.
-I jak, Jurek? Podoba Ci się?
-Nie ważne jaka sukienka, ważne kto ją ma na sobie.- puścił do mnie oczko, wstał i poszedł do jednej z półek.
-Możesz przymierzyć ?
-Mogę, zaraz będę.- weszłam z powrotem, oglądnęłam sukienkę. Wow, jego gust mnie zaskoczył. Założyłam. Pasowała idealnie...
-No, no, jestem pod wrażeniem, że pasuje! Bierzesz ją i to bez gadania.
-Okej, ale chcę jeszcze sobie pooglądać.- chodziłam i oglądałam ciuchy. Niektóre były po prostu boskie. Nagle natknęłam się na kolejną sukienkę.Wzięłam, nie musiałam przymierzać, widziałam, że jest na pewno dobra.
-Idziemy do kasy.- zabrałam z rąk Jerzyka czarną sukienkę.
Podeszłam do ekspedientki i podałam dwie rzeczy.
-Razem będzie 298 złotych.
Sięgnęłam do torebki po portfel... Nim go wyciągnęłam, Jurek podał pani swoją kartę.
-Co Ty robisz?- zapytałam, lekko zdenerwowana.
-Płacę, jak widać.- kasjerka podała mu kartę i torbę z zakupami.
-Dlaczego to zrobiłeś?
-Bo Cię kocham? Chodź idziemy do domu.
-Jak ja mam Ci się za to odwdzięczyć?
-Przyjdzie i na to pora- pokazał mi język.
Wolnym krokiem wyszliśmy na powietrze. Było przyjemnie ciepło. Chciałam tą pogodę zatrzymać na zawsze. Tą chwilę również. Złapałam go za rękę i powolnym krokiem ruszyliśmy do domu...
_________________________________________________________________
jak wam się podoba nowy, pozytywny rozdział ?  proszę o komentarze :)

piątek, 12 lipca 2013

rozdział szesnasty.

Większość jazdy przespałam, nie pomogła nawet przerwa na kawę. Wypiłam ją i po godzinie znów spałam, Jerzy nawet nie miał serca mnie budzić. Otworzyłam oczy dopiero w Łodzi, czyli spałam jakieś 3 prawie 4 godziny. Teraz czekała mnie chyba najbardziej stresująca część całego dnia. Miałam się spotkać z rodzicami Jerzyka. Czułam ten niewiarygodny ścisk w żołądku. Zawsze tak miałam jak się stresowałam. Jerzy wysiadł z samochodu i zaczął wyjmować nasze walizki z bagażnika. Wyjęłam z torebki okulary przeciwsłoneczne i założyłam je na nos.
W Łodzi pogoda była piękna, świeciło słońce, wiał lekki, delikatny wiaterek. Staliśmy na podjeździe przed garażem. Jego dom był oszałamiający. Mały, skromny, ale miał w sobie coś takiego, że nie mogłam oderwać od niego wzroku. Podeszłam do Jerzego i zajęłam się wyciąganiem swoich bagaży.
-Ej, co Ty robisz? Zostaw, ja zabiorę- złapał mnie w pasie.
-Przecież dam radę- popatrzyłam na niego.
-Wiem, że dasz, ale nie musisz mi udowadniać. Boisz się spotkania, prawda?- zapytał, czuł to.
-Troszeczkę- uśmiechnęłam się słabo.- Dobra miejmy to już za sobą- złapałam go za rękę.- To co idziemy?
-Jeżeli chcesz
-Tak…- w tym momencie, wstrzymałam głos. Z domu wyszła energiczna brunetka. Jedyne co zdążyłam pomyśleć- pewnie to jego mama, pani Ania.
-No chodźcie już, obiad wam stygnie!- pogoniła nas.
-Mamo to jest Karola, Karola to moja mama- przedstawił mnie Jerzy.
-Bardzo mi miło panią poznać- powiedziałam na początek.
-Mi również, słyszałam o Tobie trochę. Proszę, nie jestem Pani- Ania- podałyśmy sobie dłonie.
-Mam nadzieję, że same dobre rzeczy
-Nic innego- zaśmiał się Jurek.
-Już szybko, do domu, ojciec czeka- powiedziała i ruszyła przed nami. Szliśmy parę kroków za nią. Mogliśmy zamienić słówko przed wejściem.
-I jak?- zapytał.
-Fajnie, pozytywną masz mamę- uśmiechnęłam się.
-Poczekaj aż poznasz tatę.
-Nie mogę się doczekać- lekko uniosłam kąciki ust.
Weszliśmy do przedpokoju, Jerzy postawił nasze walizki i pokazał mi łazienkę, gdy ja poszłam się lekko ogarnąć, tenisista przywitał się ze swoim ojcem. Stęsknili się za sobą.
Wyciągnęłam cień z kosmetyczki i tusz grafitowy, szybko nałożyłam cień na powieki, potem wytuszowałam rzęsy. Teraz pomimo zmęczenia wyglądałam jak człowiek.Puściłam oczko do swojego odbicia w lustrze, umyłam ręce i poczułam jak burczy mi w brzuchu. Mam nadzieję, że będzie coś na obiad, pomyślałam.
Wyszłam z łazienki i od razu natknęłam się na Jurka.
-Idziemy? Obiad stygnie- złapał mnie za rękę.
-Tak, powiem Ci coś w tajemnicy- popatrzył na mnie poważnie- jestem strasznie głodna- zaczęłam się śmiać.
-Ale mnie nastraszyłaś- sam już się śmiał.
Weszliśmy do salonu połączonego z jadalnią, na stole stała zastawa. W tym momencie podszedł do mnie tata Jerzego.
-Witam u nas. Jerzy Senior- podał mi rękę.
-Karolina Kroska- nie czułam żadnego skrępowania.
-Zapraszam do stołu- zawołała Ania.
-Idziemy- powiedział Senior- chodźcie, bo Anka się zdenerwuje.
Usiedliśmy wszyscy przy stole. Jedliśmy, rozmawiając o sporcie. Tata Jerzego na zmianę z mamą opowiadali mi o ich czasach w siatkówce. Oczywiście Jurek myślał, że oni mnie zanudzają, ale ja bardzo chciałam tego wszystkiego posłuchać. To było bardzo interesujące, od zawsze chciałam poznać jak to wygląda od wewnątrz.
Później pomogłam Ani posprzątać po jedzeniu. Jeszcze w kuchni usłyszałam kilka ciekawych anegdot z życia siatkarek. Polubiłyśmy się.
Potem Jerzy zabrał mnie do swojego pokoju. Poleżeliśmy jakąś godzinkę, a następnie tenisista chciał zabrać mnie na spacer. Ja jednak zaproponowałam, żeby pokazał mi trochę miasta.
Ubraliśmy buty, wyszliśmy na dwór. Słonko nadal mocno grzało, a my szczęśliwi szliśmy wzdłuż drogi. Rozmawialiśmy o najbliższym turnieju, o moich studiach, o nas.
-Jejku, Jerzy! Przecież ja nie mam się w co ubrać na tą imprezę w Katowicach.
-O no to mam pomysł!
-Dawaj.
-Wejdziemy tutaj, do centrum i może coś znajdziesz, co Ty na to?
_____________________________________________________________________________
bardzo liczę na wasze komentarze, najbliższy rozdział planuję dodać jutro wieczorkiem :)

rozdział piętnasty.

-Nie wiem, czy masz za co przepraszać, powiedziałaś przecież samą prawdę.
-Dobra, nie wygłupiaj się. Powiedziałam coś czego nie chciałam, jesteś moją przyjaciółką, znamy się już tyle lat, a ja Ci wyskakuję z takim tekstem.
-Ale Paweł to też Twój przyjaciel. Chciałaś go obronić.- uśmiechnęłam się łagodnie.
-Zgoda ? Nie mogłam wytrzymać w domu, musiałam przyjechać, szczególnie skoro wyjeżdżasz.
-Jasne, że zgoda. Będę za Tobą strasznie tęsknić. Pogadamy sobie chociaż trochę przez Skypa.
-Tak, a teraz opowiadaj, bo mnie zżera ciekawość. Z kim Ty się teraz spotykasz?- zapytała, a ja tylko na to czekałam.
-Okey, spotykam się z tenisistą, jest kochany, miły, ambitny i w ogóle. Jadę z nim dzisiaj do Łodzi, bo tam mieszka, potem jedziemy razem do Katowic, tam będą testy sprawnościowe, impreza i następnego dnia wyjazd do pięknej Hiszpanii.- rozmarzyłam się.
-O ja ! Jak Ci zazdroszczę, wyślij mi chociaż pocztówkę, na moją ścianę- puściła do mnie oczko.
-Dla Ciebie, z pewnością.- popatrzyłam na drzwi wejściowe i dostrzegłam w nich Jerzego. Od razu mnie zauważył. Podszedł do naszego stolika.
Jerzy:
Zobaczyłem Karolinę z jakąś dziewczyną. Ciekawe kto to. Poszedłem do stolika.
-Hej- pocałowałem Karolę.
-Cześć, to jest Ola, moja przyjaciółka- powiedziała, od razu się domyśliłem, że to jest ta dziewczyna, z którą ostatnio Karolina rozmawiała przez telefon.
-Ola- wyciągnęłam rękę w moją stronę.
-Jerzy- pocałowałem ją w dłoń. Uśmiechnęła się.- Jadłaś coś?- zapytałem Karoli. Pokiwała głową.- W takim razie ja pójdę sobie coś zamówić.
Wstałem i poszedłem do baru wybrać jakiś zestaw. Byłem strasznie głodny po porannym biegu. Zerknąłem na zegar. Za godzinę musimy wyjeżdżać.
Karola:
-No i jak? Co o nim powiesz?- musiałam się jej o to zapytać.
-Hmm, strasznie wysoki- zaczęła się śmiać- wydaje się być dobrym facetem. Sorry, że spytam, ale spaliście już ze sobą?- znacząco ruszyła brwiami. Tym razem ja nie wytrzymałam i zaczęłam się strasznie śmiać.
-Mhm- pokazałam jej język.
-No, no, no. Moja kochana, nie pochwaliłaś mi się? Jak tak mogłaś?!
-Czasu nie było- puściłam oczko, bo zbliżał się do nas Jerzyk.
-Dobra, to ja już pójdę- Ola wstała.
-Poczekaj odprowadzę Cię, zaraz wracam kochanie.
Poszłyśmy razem do drzwi, wyszłyśmy na dwór. Olcia zadzwoniła po taksówkę, bo musiała jeszcze pojechać do centrum na jakieś spotkanie. Przytuliłyśmy się. Nie chciałam jej wypuszczać z uścisku, bo wiedziałam, że spotkamy się może dopiero za miesiąc albo i nawet później. Myślę, że czuła to samo.
-Będę za Tobą tęsknić- szepnęła mi do ucha. Poczułam jak łza spływa mi po policzku.
-Ja też , nawet nie wiesz jak bardzo.
Płakałyśmy teraz obie.
-Będziemy w kontakcie, obiecuję Ci.- powiedziała- mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa z Jerzym, ale jeżeli on Cię skrzywdzi to będzie miał ze mną do czynienia- uśmiechnęłyśmy się na te słowa, bo byłyśmy pewne, że każda z nas wskoczy za drugą w ogień. Ta przyjaźń jest, była i będzie prawdziwa oraz wieczna.
W tym momencie podjechała taksówka. Padłyśmy sobie po raz ostatni w ramiona i cmoknęłyśmy przyjacielsko w policzek. Wsiadła do samochodu, pomachałam jej jeszcze i poczekałam jak odjedzie. Wróciłam do restauracji i usiadałam obok Jurka, który właśnie skończył swój posiłek. Widział, że płakałam, ale nic nie powiedział. Złapał mnie za rękę, poszliśmy zapłacić i wróciliśmy do pokoju. Zebraliśmy rzeczy, dopakowałam to co wyrzuciłam rano z torby i byliśmy gotowi. Teraz przed nami tylko kilkanaście godzin w podróży.