sobota, 5 października 2013

rozdział dziewiętnasty.

Promienie słoneczne przebijały się przez zasłony w oknach naszej sypialni, leżeliśmy wtuleni w siebie, tak jakbyśmy bali się, że zaraz się ktoś pojawi i nas rozdzieli. Nie, nic takiego się nie zdarzy...
Powoli otwieram oczy, patrzę na zegarek. Jest już 10 rano, a ja nawet nie pamiętam jak znalazłam się w łóżku. Delikatnie starałam się wstać z łóżka, co wcale nie było takie proste, z powodu Jerzego, który mnie w dalszym ciągu obejmował. Podniosłam jego rękę i w tym czasie on otworzył swoje oczy, a nasze spojrzenia się spotkały. Zbliżyłam swoją twarz do jego i nic nie mówiąc, złożył na moich ustach pocałunek.
-Jak w nocy się obudziłem, nie było Cię...- zawahał się- ale zobaczyłem, że drzwi na balkon są otwarte, więc poszedłem po Ciebie. Wyszedłem, Ciebie tam też nie było. Zszedłem na dół, a Ty siedziałaś razem z moją mamą na kanapie przy kubkach z mlekiem, a dokładniej to jedna zasnęła obok drugiej.
Na samą myśl, uśmiech pojawił mi się na twarzy. To musiało słodko wyglądać.
-Zrobiłem wam nawet zdjęcie, ale niestety nic na nim nie widać. Przyniosłem Cię do łóżka, a potem wróciłem i przykryłem mamę...- nie zdążył dokończyć, bo... Tak bardzo pragnęłam poczuć ciepło jego ust że nie wytrzymałam do końca tego co powie... Moje wieczorne, a dokładniej nocne przemyślenia, przestały mieć znaczenie.
[...]

Znów w samochodzie, znów pędzimy kilkaset kilometrów do kolejnego miasta. Tym razem do Katowic. Poznam nowych znajomych, wkroczę powoli w życie studentki. Na pewno będzie ciekawie.
Dzisiaj już nie spałam w samochodzie, cały czas rozmawiałam z Jerzym, w między czasie zadzwoniłam do mamy. Podała mi nawet adres, gdzie mam mieć wynajęte mieszkanie, szybko to załatwiła.

Gdy wjechaliśmy do Katowic, od razu zaczęliśmy szukać naszego hotelu, gdzie Jerzy zarezerwował nam pokój. Po kilku minutach już staliśmy w hotelowej recepcji. Ludzie w holu szemrali coś, gdy tylko zobaczyli Jerzego, ale o dziwo nikt nie prosił go o autograf. Tak więc, po zameldowaniu się i otrzymaniu klucza, właściwie karty do pokoju, udaliśmy się do windy.

Jurek otworzył drzwi do naszego wspólnego pokoju. Był ogromny! W oknach wisiały piękne kremowe firanki, które zwisały aż do podłogi. Łóżko, właśnie łóżko, łóżka nie było... Stał mały stolik z dwoma krzesełkami, było wyjście na taras, na którym stały dwa leżaki. Byłam zachwycona. Łazienka również niczego sobie, przy okazji znalazłam nawet saunę.
-Kochanie, mógłbyś mi powiedzieć, gdzie jest łóżko?- zapytałam.
-Teraz patrz- i wskazał, na ścianę. Popatrzyłam na niego jak na idiotę, lecz po chwili, zobaczyłam jak naciska klamkę, której wcześniej nie zauważyłam. Była ona pomalowana na taki sam kolor, jak kolor ścian. Idealnie lekko żółta. Drzwi również nie odznaczały się w zupełności od reszty. Gdy Jurek otworzył to tajemne przejście, moim oczom pokazało się ogromne łóżko i przytulna sypialnia. Od razu rzuciłam się na łoże. Obok mnie pojawił się Jerzy. Jak miło.
[...]
Impreza miała zacząć się punktualnie o 20. Moje przygotowania ruszyły o 18. Umyłam głowę, zrobiłam makijaż. Nałożyłam podkład, puder, róż, cienie na powieki. Połączyłam jasny, rozświetlający cień z szarym, a na końcu zrobiłam kreskę czarnym eyelinerem. Usta podkreśliłam pastelowo różową szminką. Efekt był piorunujący. Następnie wysuszyłam i wyprostowałam włosy. Zrobiłam przedziałek i po prawej stronie od góry głowy zrobiłam sobie dobierańca.

Założyłam sukienkę, która idealnie pasowała do mojego opalonego ciała. Wyszłam z łazienki.
-Wow, pięknie wyglądasz!- powiedział zaskoczony Jerzy.- Jestem pod wrażeniem.- stał ubrany w czarny podkoszulek i granatowe spodnie. Podeszłam do niego i pocałowałam go.
-Która godzina?
-Już 19:15, musimy się zbierać.
-No okej, jestem gotowa, muszę tylko założyć buty.
-Leć- uśmiechnął się.
W walizce znalazłam moje szpilki. Były w kolorze podobnym do mojej szminki- pastelowy róż, komponowały się z czarną sukienką  z Zary.
-Jestem gotowa, możemy iść?- zapytałam.
Popryskałam się jeszcze perfumami i wyszłam z pokoju. Wyszliśmy przed hotel i wsiedliśmy do taksówki, którą zamówiła dla nas recepcjonistka...


_______________________________________________________________________________
Wróciłam, na reszcie! :)
Jak minęły wakacje? Jak tam w szkole? Opowiadajcie! :D
Nie wiem jak często będę pisać rozdziały, ponieważ nauka w liceum mnie strasznie pochłania niestety...
Liczę, że rozdział się Wam spodoba :))

Krytyka, wasze opinie zawsze mile widziane :)

piątek, 2 sierpnia 2013

uwaga

muszę Was przeprosić, bo nie mam jak na razie żadnego pomysłu, więc na razie na żadnym z blogów nie będą pojawiać się kolejne party, pochłonęła mnie praca w redakcji oraz odpoczynek wakacyjny, dlatego, do napisania za jakieś 2 tygodnie, gdy będę na urlopie :D


ściskam i pozdrawiam :*

piątek, 26 lipca 2013

WYWIAD!

Serdecznie Was wszystkich zapraszam do przeczytania mojego pierwszego wywiadu pod egidą redakcji SKOKInews.com

WYWIAD Z MICHAŁEM


Czytajcie podawajcie dalej, komentujcie :)

czwartek, 18 lipca 2013

zaproszenie :D

zapraszam Was serdecznie na mojego nowego bloga, również w tematyce sportów zimowych. Prolog powinien pojawić się jutro  :D

http://biegiem-przez-swiat.blogspot.com/

pozdrawiam ;*

wtorek, 16 lipca 2013

rozdział osiemnasty, zwany przemyśleniami.


Ten rozdział jest inny. Różni się od tych poprzednich. Nie znajdziecie w nim dialogów, ani niczego takiego.
Dedykuję go Paulinie, za te jej wieczorne przemyślenia. ;)
Miłego czytania ;*

_______________________________________________
Przez cały wieczór oglądaliśmy filmy, leżeliśmy. Tak, byliśmy szczęśliwi. Nadal nie byłam świadoma, co się dzieje, jakiego miałam farta, że go spotkałam, że był tak blisko, przecież miałam go na wyciągniecie ręki. Nie był dla mnie gwiazdą światowych kortów, był jedną z najważniejszych, a może nawet najważniejszą osobą w moim życiu. On był dla mnie zwyczajnie niezwyczajny. Chciałam z nim żyć... Ale czy dalibyśmy radę? On ciągle na walizkach, w podróży, grający w różnych turniejach, raz tu, raz tu. Ja? Ja studiująca w Katowicach, młoda dziewczyna, która też chciałaby poszaleć, ale nie była by tak wolna jak kiedyś, bo w głowie słyszałaby głos, który mówił by jej, że tam gdzieś daleko jest on, przed nim nic nie ukryje... Jeżeli pójdzie w tango, zabawi się z kimś, choć nie jest taka, wszystko może runąć. Sezon jest długi, byłam tego świadoma, nie oszukiwałam się. Od zawsze wierzyłam w miłość na odległość, dowodem tego było życie z Pawłem, choć on był zawsze tak blisko, co to jest 80 km, a na przykład drugi koniec świata?
Nie wiedziałam ciągle jaką decyzję podjąć, zachowujemy się jak nastolatkowie. Nie potrafię dzisiaj powiedzieć, czy spędzę z nim resztę mojego życia, czy on zostanie przy mnie, ja przy nim. Czy weźmiemy ślub, czy będziemy mieli dzieci, na tą chwilę nie potrafię, nie jestem w stanie nic logicznego wymyślić. Takie życie może być totalnie na wyrost lub... No właśnie, jakie? Usłane różami, pełne miłych niespodzianek? A może jednak nie? Pełne nagłych, zaskakujących zwrotów akcji...
Właśnie słyszałam bicie jego serca, takie spokojne, równomierne... Bicie tego serca, które mnie kocha, taką jaka jestem. To serce wiedziało, kim jestem, co chcę ukryć przed światem, co chcę pokazać tylko jemu. Przez Pawła boję się komukolwiek zaufać, to jemu pokazałam całą siebie, jemu opowiadałam co czuję, w każdym momencie, był moim nieodzownym elementem, bez którego nie potrafiłabym normalnie funkcjonować. A on? Zranił mnie, zdradził, teraz za każdym razem, gdy będę przechodzić tym korytarzem, przypomnę sobie Kornelię i Pawła, który zarzeka się, że kocha tylko ją. Nadal nie rozumiem, dlaczego? Poczułam jak pierwsza łza spływa mi po policzku. Nie mogłam tego opanować, podniosłam głowę z klatki piersiowej tenisisty. Zerknęłam na zegarek, była już pierwsza w nocy. Przykryłam go kocem i wyszłam na balkon. Wszyscy domownicy już spali, tak samo jak cała Łódź. Ubrałam polar i usiadłam na krzesełku. Ponownie się zamyśliłam...
Czy ja go kocham? Być może to zwykłe zauroczenie, bo czuję się samotna, a on się mną zaopiekował. Otarłam mokre policzki, które jak zwykle, gdy płaczę robią się bardziej rumiane.

Wiem, że nigdy nie wrócę do Pawła, to jest pewne. Nie po tym co zrobił, jeżeli raz odważył się, pójść tak daleko, nie będzie miał zahamowań, aby zrobić to podobnie. Muszę poznać znajomych Jerzyka.To nie jest tak, że się waham i zastanawiam, ponieważ go nie kocham, nie, nie i jeszcze raz nie. Nie chcę go zwyczajnie skrzywdzić. Od zawsze słyszę, że jestem rozważna, chyba po raz pierwszy sama to dostrzegam...
Jestem z nim przecież szczęśliwa, uśmiechnięta czego więcej chcieć? Sama nie wiem, jestem zmęczona.

Przyglądałam się pogrążonej we śnie Łodzi. Było tak cicho i spokojnie. Posiedziałam na powietrzu jakieś pół godziny. Za chciało mi się pić, w naszym pokoju nic nie było, więc po ciuchu zeszłam do kuchni. Ku mojemu zdziwieniu paliło się światło.Szybkim ruchem otarłam moje wilgotne oczy i wyszłam z cienia. W kuchni zobaczyłam Ankę. Siedziała z kubkiem w ręce i była chyba bardziej zamyślona niż ja. Obróciła głowę, nic nie mówiąc, wstała nalała do drugiego kubka ciepłego mleka i podała mi. Pokazała mi żebym usiadła. I tak  oto milczałyśmy razem....

________________________________________________________________
Podobał Wam się? Chcecie takich więcej czy może lepiej ich nie pisać? Czekam na wasze opinie, każda jest dla mnie ważna :D

niedziela, 14 lipca 2013

rozdział siedemnasty.


 Witajcie na moim nowym blogu :)  Ten rozdział dedykuję Agnieszce <3
Zapraszam na mojego twittera, gdzie będziecie na bieżąco @carollaxcountry !

____________________________________________________________________
Weszliśmy do łódzkiej Manufaktury. Na całe szczęście było mało ludzi, bo obawiałam się, że zaraz go ktoś rozpozna, a później zleci się chmara ludzi... Rozumiałam, że jest sławny i rozpoznawalny, niby mi to nie przeszkadzało, ale czasami chciałam mieć go tylko dla siebie.
-No to co? Szukamy sukienki ?- zapytał.
-Tak, jasne, po to tu przyszliśmy.- rozglądnęłam się w poszukiwaniu jakiegoś sklepu z eleganckimi rzeczami. Dostrzegłam Zarę, ale to zbyt drogi jak dla mnie sklep. Jedynie kiedyś, na wycieczce wakacyjnej, kupiłam sobie sweterek.
-Idziemy tam?- wskazał głową w tym samym kierunku co wcześniej patrzałam.
-Nie, to za drogi dla mnie sklep, nie na moje finanse.- uśmiechnęłam się słabo. Szkoda, że nie pomyślałam o tym wcześniej, jeszcze w Szczecinie. Poszłabym sobie wtedy do mojego ulubionego, w miarę taniego sklepu z dobrą odzieżą. Zaczęliśmy się przechadzać po centrum. Mijaliśmy kolejne sklepy, lecz ciągle nie potrafiłam nic dla siebie znaleźć. Po pewnym czasie usiedliśmy w kawiarence na przeciwko Zary. Gdy tenisista poszedł złożyć zamówienie, ja dostrzegłam na wystawie piękną sukienkę, tak zwaną małą czarną.
- Proszę, to twoja mocha- postawił przede mną kubek parującej kawy, podanej z bitą śmietaną. Sam usiadł na przeciwko przy okazji zasłaniając mi wystawę. Popatrzyłam się w jego oczy. Zastanawiałam się, dlaczego one mnie tak hipnotyzują, dlaczego jest w nich tyle tajemniczości...
- Dlaczego ciągle patrzysz w tamtą stronę?- zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Obróć się, widzisz tą czarną sukienkę w Zarze?- pokiwał głową- jest piękna, jest boska...
-Wypij kawę, to pójdziemy i sobie przymierzysz. Chociaż, wiem, że będzie na Ciebie idealna.- pocałował mnie w czoło. Uwielbiałam, gdy robił to znienacka. Upiłam łyka kawy, a na moich ustach zostało troszkę bitej śmietany.
-Pokaż mi się tutaj.- obróciłam twarz w jego stronę, a on pocałował mnie pod pretekstem usunięcia słodkości z moich ust... Zastanawiałam się, dlaczego Pawła nie było stać na takie czułe gesty, może nie był zbyt dojrzały? Tego już się chyba nie dowiem, nie chcę do tego wracać, teraz jest Jerzy.
Wyjadłam łyżeczką pozostałości bardzo kalorycznego produktu i powoli wypijałam moją kawę. Rozmawialiśmy, śmialiśmy, było tak fajnie...
-Choć już, bo nam ten twój sklep zamkną- złapał mnie za rękę.
-Ale mi tak dobrzeee- wyciągnęłam się na krześle.
-Bo zaraz będę zmuszony zanieść Cię do tego sklepu...
-Grozisz czy obiecujesz?- zapytałam prowokująco. On nie zwracając uwagi na innych ludzi, podniósł mnie z krzesła i ruszył w stronę sklepu.
-Puść mnie wariacie!
-Nieee, chciałaś to masz, sama się o to prosiłaś- uśmiechnął się.
-Ludzie na nas patrzą- już wiedziałam, że teraz na pewno ktoś go rozpozna.
-No to co, niech zobaczą, że nam ze sobą jest dobrze.
Doszliśmy do Zary, dopiero wtedy mnie puścił. Znalazłam na wieszaku tą czarną sukienkę i ruszyłam do przymierzalni. Ubrałam sukienkę i wyszłam.
-I jak, Jurek? Podoba Ci się?
-Nie ważne jaka sukienka, ważne kto ją ma na sobie.- puścił do mnie oczko, wstał i poszedł do jednej z półek.
-Możesz przymierzyć ?
-Mogę, zaraz będę.- weszłam z powrotem, oglądnęłam sukienkę. Wow, jego gust mnie zaskoczył. Założyłam. Pasowała idealnie...
-No, no, jestem pod wrażeniem, że pasuje! Bierzesz ją i to bez gadania.
-Okej, ale chcę jeszcze sobie pooglądać.- chodziłam i oglądałam ciuchy. Niektóre były po prostu boskie. Nagle natknęłam się na kolejną sukienkę.Wzięłam, nie musiałam przymierzać, widziałam, że jest na pewno dobra.
-Idziemy do kasy.- zabrałam z rąk Jerzyka czarną sukienkę.
Podeszłam do ekspedientki i podałam dwie rzeczy.
-Razem będzie 298 złotych.
Sięgnęłam do torebki po portfel... Nim go wyciągnęłam, Jurek podał pani swoją kartę.
-Co Ty robisz?- zapytałam, lekko zdenerwowana.
-Płacę, jak widać.- kasjerka podała mu kartę i torbę z zakupami.
-Dlaczego to zrobiłeś?
-Bo Cię kocham? Chodź idziemy do domu.
-Jak ja mam Ci się za to odwdzięczyć?
-Przyjdzie i na to pora- pokazał mi język.
Wolnym krokiem wyszliśmy na powietrze. Było przyjemnie ciepło. Chciałam tą pogodę zatrzymać na zawsze. Tą chwilę również. Złapałam go za rękę i powolnym krokiem ruszyliśmy do domu...
_________________________________________________________________
jak wam się podoba nowy, pozytywny rozdział ?  proszę o komentarze :)

piątek, 12 lipca 2013

rozdział szesnasty.

Większość jazdy przespałam, nie pomogła nawet przerwa na kawę. Wypiłam ją i po godzinie znów spałam, Jerzy nawet nie miał serca mnie budzić. Otworzyłam oczy dopiero w Łodzi, czyli spałam jakieś 3 prawie 4 godziny. Teraz czekała mnie chyba najbardziej stresująca część całego dnia. Miałam się spotkać z rodzicami Jerzyka. Czułam ten niewiarygodny ścisk w żołądku. Zawsze tak miałam jak się stresowałam. Jerzy wysiadł z samochodu i zaczął wyjmować nasze walizki z bagażnika. Wyjęłam z torebki okulary przeciwsłoneczne i założyłam je na nos.
W Łodzi pogoda była piękna, świeciło słońce, wiał lekki, delikatny wiaterek. Staliśmy na podjeździe przed garażem. Jego dom był oszałamiający. Mały, skromny, ale miał w sobie coś takiego, że nie mogłam oderwać od niego wzroku. Podeszłam do Jerzego i zajęłam się wyciąganiem swoich bagaży.
-Ej, co Ty robisz? Zostaw, ja zabiorę- złapał mnie w pasie.
-Przecież dam radę- popatrzyłam na niego.
-Wiem, że dasz, ale nie musisz mi udowadniać. Boisz się spotkania, prawda?- zapytał, czuł to.
-Troszeczkę- uśmiechnęłam się słabo.- Dobra miejmy to już za sobą- złapałam go za rękę.- To co idziemy?
-Jeżeli chcesz
-Tak…- w tym momencie, wstrzymałam głos. Z domu wyszła energiczna brunetka. Jedyne co zdążyłam pomyśleć- pewnie to jego mama, pani Ania.
-No chodźcie już, obiad wam stygnie!- pogoniła nas.
-Mamo to jest Karola, Karola to moja mama- przedstawił mnie Jerzy.
-Bardzo mi miło panią poznać- powiedziałam na początek.
-Mi również, słyszałam o Tobie trochę. Proszę, nie jestem Pani- Ania- podałyśmy sobie dłonie.
-Mam nadzieję, że same dobre rzeczy
-Nic innego- zaśmiał się Jurek.
-Już szybko, do domu, ojciec czeka- powiedziała i ruszyła przed nami. Szliśmy parę kroków za nią. Mogliśmy zamienić słówko przed wejściem.
-I jak?- zapytał.
-Fajnie, pozytywną masz mamę- uśmiechnęłam się.
-Poczekaj aż poznasz tatę.
-Nie mogę się doczekać- lekko uniosłam kąciki ust.
Weszliśmy do przedpokoju, Jerzy postawił nasze walizki i pokazał mi łazienkę, gdy ja poszłam się lekko ogarnąć, tenisista przywitał się ze swoim ojcem. Stęsknili się za sobą.
Wyciągnęłam cień z kosmetyczki i tusz grafitowy, szybko nałożyłam cień na powieki, potem wytuszowałam rzęsy. Teraz pomimo zmęczenia wyglądałam jak człowiek.Puściłam oczko do swojego odbicia w lustrze, umyłam ręce i poczułam jak burczy mi w brzuchu. Mam nadzieję, że będzie coś na obiad, pomyślałam.
Wyszłam z łazienki i od razu natknęłam się na Jurka.
-Idziemy? Obiad stygnie- złapał mnie za rękę.
-Tak, powiem Ci coś w tajemnicy- popatrzył na mnie poważnie- jestem strasznie głodna- zaczęłam się śmiać.
-Ale mnie nastraszyłaś- sam już się śmiał.
Weszliśmy do salonu połączonego z jadalnią, na stole stała zastawa. W tym momencie podszedł do mnie tata Jerzego.
-Witam u nas. Jerzy Senior- podał mi rękę.
-Karolina Kroska- nie czułam żadnego skrępowania.
-Zapraszam do stołu- zawołała Ania.
-Idziemy- powiedział Senior- chodźcie, bo Anka się zdenerwuje.
Usiedliśmy wszyscy przy stole. Jedliśmy, rozmawiając o sporcie. Tata Jerzego na zmianę z mamą opowiadali mi o ich czasach w siatkówce. Oczywiście Jurek myślał, że oni mnie zanudzają, ale ja bardzo chciałam tego wszystkiego posłuchać. To było bardzo interesujące, od zawsze chciałam poznać jak to wygląda od wewnątrz.
Później pomogłam Ani posprzątać po jedzeniu. Jeszcze w kuchni usłyszałam kilka ciekawych anegdot z życia siatkarek. Polubiłyśmy się.
Potem Jerzy zabrał mnie do swojego pokoju. Poleżeliśmy jakąś godzinkę, a następnie tenisista chciał zabrać mnie na spacer. Ja jednak zaproponowałam, żeby pokazał mi trochę miasta.
Ubraliśmy buty, wyszliśmy na dwór. Słonko nadal mocno grzało, a my szczęśliwi szliśmy wzdłuż drogi. Rozmawialiśmy o najbliższym turnieju, o moich studiach, o nas.
-Jejku, Jerzy! Przecież ja nie mam się w co ubrać na tą imprezę w Katowicach.
-O no to mam pomysł!
-Dawaj.
-Wejdziemy tutaj, do centrum i może coś znajdziesz, co Ty na to?
_____________________________________________________________________________
bardzo liczę na wasze komentarze, najbliższy rozdział planuję dodać jutro wieczorkiem :)

rozdział piętnasty.

-Nie wiem, czy masz za co przepraszać, powiedziałaś przecież samą prawdę.
-Dobra, nie wygłupiaj się. Powiedziałam coś czego nie chciałam, jesteś moją przyjaciółką, znamy się już tyle lat, a ja Ci wyskakuję z takim tekstem.
-Ale Paweł to też Twój przyjaciel. Chciałaś go obronić.- uśmiechnęłam się łagodnie.
-Zgoda ? Nie mogłam wytrzymać w domu, musiałam przyjechać, szczególnie skoro wyjeżdżasz.
-Jasne, że zgoda. Będę za Tobą strasznie tęsknić. Pogadamy sobie chociaż trochę przez Skypa.
-Tak, a teraz opowiadaj, bo mnie zżera ciekawość. Z kim Ty się teraz spotykasz?- zapytała, a ja tylko na to czekałam.
-Okey, spotykam się z tenisistą, jest kochany, miły, ambitny i w ogóle. Jadę z nim dzisiaj do Łodzi, bo tam mieszka, potem jedziemy razem do Katowic, tam będą testy sprawnościowe, impreza i następnego dnia wyjazd do pięknej Hiszpanii.- rozmarzyłam się.
-O ja ! Jak Ci zazdroszczę, wyślij mi chociaż pocztówkę, na moją ścianę- puściła do mnie oczko.
-Dla Ciebie, z pewnością.- popatrzyłam na drzwi wejściowe i dostrzegłam w nich Jerzego. Od razu mnie zauważył. Podszedł do naszego stolika.
Jerzy:
Zobaczyłem Karolinę z jakąś dziewczyną. Ciekawe kto to. Poszedłem do stolika.
-Hej- pocałowałem Karolę.
-Cześć, to jest Ola, moja przyjaciółka- powiedziała, od razu się domyśliłem, że to jest ta dziewczyna, z którą ostatnio Karolina rozmawiała przez telefon.
-Ola- wyciągnęłam rękę w moją stronę.
-Jerzy- pocałowałem ją w dłoń. Uśmiechnęła się.- Jadłaś coś?- zapytałem Karoli. Pokiwała głową.- W takim razie ja pójdę sobie coś zamówić.
Wstałem i poszedłem do baru wybrać jakiś zestaw. Byłem strasznie głodny po porannym biegu. Zerknąłem na zegar. Za godzinę musimy wyjeżdżać.
Karola:
-No i jak? Co o nim powiesz?- musiałam się jej o to zapytać.
-Hmm, strasznie wysoki- zaczęła się śmiać- wydaje się być dobrym facetem. Sorry, że spytam, ale spaliście już ze sobą?- znacząco ruszyła brwiami. Tym razem ja nie wytrzymałam i zaczęłam się strasznie śmiać.
-Mhm- pokazałam jej język.
-No, no, no. Moja kochana, nie pochwaliłaś mi się? Jak tak mogłaś?!
-Czasu nie było- puściłam oczko, bo zbliżał się do nas Jerzyk.
-Dobra, to ja już pójdę- Ola wstała.
-Poczekaj odprowadzę Cię, zaraz wracam kochanie.
Poszłyśmy razem do drzwi, wyszłyśmy na dwór. Olcia zadzwoniła po taksówkę, bo musiała jeszcze pojechać do centrum na jakieś spotkanie. Przytuliłyśmy się. Nie chciałam jej wypuszczać z uścisku, bo wiedziałam, że spotkamy się może dopiero za miesiąc albo i nawet później. Myślę, że czuła to samo.
-Będę za Tobą tęsknić- szepnęła mi do ucha. Poczułam jak łza spływa mi po policzku.
-Ja też , nawet nie wiesz jak bardzo.
Płakałyśmy teraz obie.
-Będziemy w kontakcie, obiecuję Ci.- powiedziała- mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa z Jerzym, ale jeżeli on Cię skrzywdzi to będzie miał ze mną do czynienia- uśmiechnęłyśmy się na te słowa, bo byłyśmy pewne, że każda z nas wskoczy za drugą w ogień. Ta przyjaźń jest, była i będzie prawdziwa oraz wieczna.
W tym momencie podjechała taksówka. Padłyśmy sobie po raz ostatni w ramiona i cmoknęłyśmy przyjacielsko w policzek. Wsiadła do samochodu, pomachałam jej jeszcze i poczekałam jak odjedzie. Wróciłam do restauracji i usiadałam obok Jurka, który właśnie skończył swój posiłek. Widział, że płakałam, ale nic nie powiedział. Złapał mnie za rękę, poszliśmy zapłacić i wróciliśmy do pokoju. Zebraliśmy rzeczy, dopakowałam to co wyrzuciłam rano z torby i byliśmy gotowi. Teraz przed nami tylko kilkanaście godzin w podróży.

rozdział czternasty.

Przyłożyłam głowę do poduszki i momentalnie zasnęłam. Obudziły mnie wibracje telefonu. Nie wiedziałam, która godzina, po omacku znalazłam na szafce telefon. Była 3 rano, dostałam sms’a  od Olci. Napisała, że chce mnie przeprosić i że dzisiaj przyjeżdża. Nie odpisałam jej, iż byłam nie przytomna. Wstałam, poszłam do kuchni i napiłam się wody. Znów w pewnym momencie zakręciło mi się w głowie. Cholera! Co się dzieje ? Jak wrócę z Hiszpanii pójdę do lekarza, to nie może tak być.
Wróciłam do łóżka. Przewalałam się z boku na bok nie mogąc zasnąć. Ciągle myślałam o tym wszystkim co wydarzyło się w ciągu tego zwariowanego tygodnia. Przecież to nie mogła być prawda. Dzisiaj wyjazd do Łodzi. Matko, czy jego rodzice mnie zaakceptują ? Tego nie wiem, nie jestem żadnym ideałem, nie gram w tenisa ani w siatkówkę… Te myśli ciągle krążyły mi po głowie, leżałam ta dobrą godzinę. Nie wiem o której zasnęłam ponownie. Obudził mnie Jerzy, który wstawał na poranną przebieżkę.
-Hej- uśmiechnęłam się do niego.
-Oj, przepraszam nie chciałem Cię obudzić- pocałował mnie- idę pobiegać, potem przyjdę, zjemy i pojedziemy, daleka droga przed nami.
-Pa- wyszedł, a ja padłam na łóżko i dalej spałam. Obudziłam się jakoś o dziesiątej. Jerzego nadal nie było, wstałam, poszłam do łazienki. Wyglądałam, ugh… szkoda gadać. Zmoczyłam twarz zimną wodą, wytarłam w ręcznik. Wróciłam do pokoju, poszukałam w walizce swoich ulubionych pastelowych spodenek i niebieskiej koszuli. Ubrałam się i tradycyjnie już zamówiłam kawę do pokoju. Odebrałam ją, pachnącą i gorącą. Wyszłam na balkon. Było mi tak przyjemnie. W tym momencie jak na złość zadzwonił telefon. Ola.
-Tak?
-Masz ochotę na spotkanie?- zapytała.
-Nie mogę, wyjeżdżam dzisiaj do Łodzi.
-Ale może wpadnę do Ciebie do domu, proszę , chociaż na chwilę- nalegała. Ja również chciałam się z nią spotkać, wyjaśnić sobie wszystko w cztery oczy.- To co będę za godzinę ?
-Nie, nie, nie ma mnie w domu, jestem w hotelu.
-Jak to, wyprowadziłaś się ?
-U Jerzego, dzisiaj wyjeżdżamy, jeżeli hmm…- zastanowiłam się- to wpadnij do Pajoramy, spotkamy się w hotelowej kawiarni.
- Oki, zaraz będę.
-Czekam.
Wysłałam Jerzemu sms’a, że jestem w restauracji i zeszłam na parter, zamykając pokój. Zamówiłam sobie zestaw śniadaniowy i zajęłam stolik na zewnątrz, ciesząc się z widoków i słońca. Rozkoszowałam się tym, gdy przyszedł kelner z moim omletem i sokiem. Kiedy już kończyłam jeść, zobaczyłam Olę wchodzącą do kawiarni, rozglądała się, szukając mnie. Pomachałam do niej, podeszła bliżej, a ja nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Wyglądała oszałamiająco.
Ubrała krótkie dżinsowe spodenki i żółtą koszulkę na szerokich ramiączkach. Jej ciemne włosy, tym razem były pofalowane, a oczy które zazwyczaj były nie pomalowane, dzisiaj powalały swoją tajemniczością.
Przywitała się ze mną, po chwil podeszła kelnerka, przyjęła zamówienie i miałyśmy czas swobodnie porozmawiać. Na początku rozmawiałyśmy o najnowszych wydarzeniach w Golczkowie, czyli powiedzmy sobie szczerze plotkowałyśmy. Potem przeszła do gorszych tematów.
-Słuchaj, chciałam Cię przeprosić, za to co ostatnio powiedziałam…

rozdział trzynasty.

Gdy już się od siebie odsunęliśmy, żeby złapać oddech, zaczęłam płakać. Płakałam z bezsilności, nie wiem co mam zrobić… Nienawidzę go, ale jednocześnie nadal go kocham.
-Może ja już pójdę- powiedział.
-Poczekaj zejdę z Tobą na dół. Tylko się lekko ogarnę.- Wytarłam oczy, nałożyłam trochę pudru, żeby nie było widać moich zapłakanych oczu. Wyszliśmy z pokoju, zamknęłam drzwi. Przytulił mnie i szepnął na ucho: Pamiętaj, kocham Cię, jestem gotowy poczekać, bo wiem ile straciłem.
Zeszliśmy na dół.
-Ja już idę, dowidzenia pani Kasiu- podał rękę mojemu tacie i Jerzemu. Wyszedł. Kamień spadł mi z serca, chociaż miałam ciągle w pamięci to co zdarzyło się w pokoju. Usiadłam przy stole obok Jerzego i zbierałam myśli, aby zapytać się rodziców o wyjazd do Łodzi.
-Mogę wyjechać z Jurkiem do Łodzi ?-zapytałam bez owijania w bawełnę.
- Ale jak to ? A testy ?- zapytał tata.
-Wyjechalibyśmy jutro do Łodzi, pobyli przez dwa dni i pojechali do Katowic- wyjaśnił Jerzy.
-A potem pojechałabym z Nim do Hiszpanii na turniej- rodzice patrzyli na nas i nie odzywali się, jeszcze nie wiedzieli, że nie jestem z Pawłem.- Mamo, tato…
-Spotykamy się- przerwał mi Janowicz. Mama nie mogła w to uwierzyć.
-Ale przecież Ty jesteś z Pawłem…- powiedziała zaskoczona.
-Nie, nie jestem, nie chcę o tym mówić, po prostu zerwał ze mną- nagięłam prawdę.
- Moje gratulację, witaj- powiedział mój tata, wyraźnie zadowolony, ponieważ do zawsze nie tolerował Pawła. Twierdził, że zasługuję na kogoś lepszego.
-To co Wy na to z tym wyjazdem?- zapytałam.
-Karolina, jesteś dorosła, dobrze wiesz co możesz robić.
-To znaczy, że się zgadzasz ?
-Mhm.- podeszłam do niej i przytuliłam się. Szepnęłam dziękuję.  Jurek był zadowolony. Zjedliśmy po kawałku ciasta. Poszliśmy do mojego pokoju po walizki, posiedzieliśmy chwilę u mnie w pokoju i zeszliśmy na dół.
Zaczęłam żegnać się z rodzicami. Mama płakała, ja z resztą też, tacie zaszklił się oczy. Pierwszy raz wyjeżdżam sama na tak długo i tak daleko. Jerzy stał cierpliwie i obserwował nasze czułości. Na samym końcu, gdy po raz kolejny przytulałam się z mamą, mój tata podszedł do Jurka i szepnął mu coś na ucho, potem podali sobie ręce i udawali jakby nic się nie stało. Byłam strasznie ciekawa co sobie szeptali. Wzięłam torbę z laptopem i swoją torebkę, pogłaskałam psa i zaczęliśmy wychodzić. Jejku, już tęskniłam za domem. Jerzy załadował moją walizkę do bagażnika i wsiadł do taksówki. Pomachaliśmy moim rodzicom. Poczułam jak łza spływa mi po policzku. Muszę być silna. Całą drogę przegadałam z Jerzym o meczu.
Wpadliśmy do pokoju szczęśliwi i jedno po drugim poszliśmy pod prysznic. Ja w tym czasie zamówiłam kolację do pokoju. Cieszyłam się, że jesteśmy razem, że wygrał mecz i rodzice zgodzili się na wyjazd, czuję, iż zaczynam nowy rozdział w swoim życiu. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.
Z moich rozmyślań wyrwało mnie wyjście Jerzego z łazienki. Byłam oczarowana jego umięśnionym brzuchem, miałam na tym punkcie ogromnego hopla. Zjedliśmy kolacje, potem pooglądaliśmy telewizję, wywiad z Jurkiem. Jakoś o 23 stwierdziłam, że pójdę spać, zaraz za mną poszedł Jerzyk. Zanim jednak się położyłam musiałam zadać mu jedno pytanie.
-Co Ci powiedział mój tata ?- zapytałam.
-Hmm, tajemnica- puścił mi oczko.
- No powiedz- zrobiłam słodkie oczka.
-No dobrze. Kazał mi się Tobą jak najlepiej zaopiekować, zadowolona?
-Tak…- w tym momencie poczułam jak kręci mi się w głowie. Szybko usiadłam na łóżku.
-Co Ci jest? Jesteś strasznie blada.- zmartwił się.
-Nie nic mi nie jest, to pewnie z tego zmęczenia. Położę się już. Dobranoc- pocałowałam go.
-Słodkich snów, Kochanie.

rozdział dwunasty.

Po pięciu minutach bezczynnego czekania, stwierdziłam, że poczytam książkę. Wyciągnęłam Klina Chmielewskiej i zatraciłam się w fabule kryminału. Jednak po chwili znów zaczęła mnie boleć głowa, nie wiem czy to za dużo stresu, emocji czy inny powód. Łyknęłam następnego ibuproma, schowałam książkę, bo wiedziałam, że już się na niej nie skupię, wygrzebałam jak zawsze poplątane słuchawki z torby. Podłączyłam to telefonu i poszukałam jednej z moich ulubionych piosenek. Trafiło akurat pechowo na Avril. Chyba przez ten przypadek, przypomniały mi się wydarzenia z wczorajszego dnia. Chcąc choć odrobinę poprawić sobie humor zaczęłam nucić piosenkę:
Never made it as a wise man
I couldn't cut it as a poor man stealing
Tired of living like a blind man
I'm sick of sight without a sense of feeling.
Zauważyłam, że nadal nikt nie przychodzi do szatni, zapewne Jerzy udziela wywiadów. Ponieważ rytmy piosenki coraz bardziej wciągały mnie, zaczęłam na głos śpiewać. Nie tak głośno, ale też nie tak cicho.
This is how you remind me
Of what I really am
It's not like you to say sorry
I was waiting on a different story
This time I'm mistaken
For handing you a heart worth breaking.
I w tym momencie umilkłam. Obróciłam się, a o drzwi opierał się Jerzy. Zrobiłam się czerwona, jeszcze nikt oprócz moich rodziców i kilku znajomych nie słyszał jak śpiewam.
-Pięknie śpiewasz- dał mi buziaka w policzek- jestem pod ogromnym wrażeniem.
-Gratulację, Kochany! Naprawdę ?
-Tak, serio. Nie jesteś na mnie zła, że wspomniałem o Tobie przy wszystkich?- zapytał, trochę zaniepokojony.
-Jestem, jestem- odparłam bardzo poważnie- jak szłam do szatni to miałam milion pytań od dziennikarzy, czy się spotykamy, czy jesteśmy razem, czy się kochamy. Powiedz mi co mam im odpowiedzieć, jeżeli jeszcze sama się nad tym nie zastanawiałam, wszystko spadło na mnie tak z dnia na dzień, nie potrafię sobie z tym poradzić. To się dzieje za szybko- wtuliłam się w jego jeszcze rozgrzane po meczu ciało. Nie mogłam sobie dać rady z tym wszystkim. Ciężko mi było. Jurek nic nie mówił, tylko mnie obejmował.
-Boję się- powiedział w końcu.- Nie wiem jak to będzie, chciałbym być z Tobą, ale nie wiem czy Ty tego chcesz- popatrzył na mnie wymownie.- Boję się moich częstych wyjazdów na turnieje, Twoich studiów i wszystkiego…
-Nie bój się, chcę być z Tobą- powiedziałam mu to co tkwiło w moich myślach już od jakiegoś czasu.- Właśnie dla tego byłam też na Ciebie zła, nazwałeś mnie swoją przyjaciółką, a jestem chyba kimś więcej. Mam rację ?
-Masz- teraz pocałował mnie jak nigdy dotąd, ten pocałunek był namiętny i długi.- Hmm, czyli oficjalnie jesteśmy parą?- zapytał.
-Jeszcze się pytasz głuptasie, jasne, że tak- uśmiechnęłam się, tylko może nie wszyscy Polacy muszą o tym wiedzieć…
-Dobrze, ale moi rodzice się dowiedzą prawda? Od zawsze marzyli o jakiejś pięknej i mądrej kobiecie dla mnie.
-Oj już nie przesadzaj.
-Wcale nie przesadzam, to co jedziemy do Ciebie? –zapytał.
-Dobrze, mam nadzieję, że mama się zgodzi.
Zebraliśmy wszystkie rzeczy i trzymając się za ręce ruszyliśmy ku wyjściu. Na szczęście reporterzy już się rozeszli, więc nie musieliśmy niczego udawać. Wsiedliśmy do taksówki, która już na nas czekała, a ja podałam adres mojego domu. W czasie jazdy poprosiłam tenisistę, żeby opowiedział jak wyglądał dzisiejszy finał z jego perspektywy. Dopiero teraz wiedziałam, że to co oglądałam w telewizji i to co się dzieje na korcie, w głowie zawodnika to dwie inne rzeczy. W pierwszym secie Jerzy naciągnął któryś mięsień, bolało go strasznie, ale postawił sobie za cel wygraną. Dokonał tego, budził mój podziw, byłam pod wrażeniem.
Znów zaczął mnie boleć brzuch, co się dzieje do cholery?! Nigdy nie miałam takich bólów. Być może to ze stresu, dopiero teraz uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie w domu jest Paweł, jak ja nie chciałam go spotkać, szczególnie w obecności Jurka.
-Może wróćmy jednak do hotelu ?- zapytałam.
-Dlaczego? Nie mów mi, że nie chcesz powiedzieć swoim rodzicom, że ze mną jesteś.
-Chcę, tylko…- zawahałam się.
-Co tylko?
-Tylko, że na meczu dzwoniła moja mama i mówiła, że Paweł przyjechał. Boję się, nie chcę do spotkać.- schowałam twarz w dłonie. On objął mnie.
-Słuchaj, popatrz na mnie. Jedziesz tam ze mną, będą Twoi rodzice, więc on nic Ci nie zrobi.
-Może i tak. Będę silna, dam radę.
-Prawidłowa postawa.- uśmiechnął się tak, że musiałam odpowiedzieć mu tym samym. Cały czas miałam mieszane uczucia, ale przecież prędzej czy później będę musiała wyjaśnić sobie pewne sprawy z moim byłym chłopakiem. To musiało nastąpić, postanowiłam, że zrobię to dzisiaj, jeżeli będę miała w sobie na tyle odwagi.
Dojechaliśmy. Wysiadłam pierwsza, nie czekając an Jerzego. Chciałam wpaść pierwsza do domu, zobaczyć jak wygląda sytuacja.
-Gdzie Ty się tak spieszysz? – Janowicz stał przed bramką.
-Chcę zobaczyć, czy pies jest zamknięty- skłamałam.- Chyba nie chcesz, żeby Cię pożarł- zaczęłam się śmiać, bo nasz pies to był miniaturowy York, który tylko potrafił głośno szczekać. Weszłam do domu, zostawiłam otwarte drzwi, pogłaskałam Pysię po głowie i weszłam do salonu. Siedzieli tam moi rodzice i… Paweł.
-Cześć- popatrzyłam z pogardą na Pawła.
-Hej, przyjechałaś z kimś ?-zapytała mama.
-Tak, pójdę po niego, tato potrzymaj Pysię- wyszłam. Wróciłam pod dom, Jerzy cierpliwie czekał.
-Co Ty taka blada?- zapytał, gdy tylko podeszłam bliżej.
-Paweł jest. Rodzice nic nie wiedzą, powiemy im później, najpierw załatwię sprawę z nim. Nie chcę tego ciągnąć w nieskończoność. Chodź…- W tym momencie Jerzy objął mnie i pocałowała w usta. Całowaliśmy się chwilę, a gdy zaczęliśmy iść w stronę domu, zobaczyłam tatę, który musiał widzieć sytuację przed chwilą, akurat się chował. Kurde, no to się porobiło. Weszliśmy do domu. Poszliśmy do pokoju.
-Jerzego już znacie. Paweł to jest Jerzy, ten tenisista.- Podali sobie dłonie, chociaż widziałam, że nie mieli na to ochoty.
-Co chcesz do picia?- zwróciłam się do Janowicza.
-Może tą Twoją dobrą kawę, hmm?
-Już się robi.- Poszłam do kuchni. Lubiłam w niej spędzać czas, potrafiłam się tutaj zrelaksować. Przez rolety wpadały promienie słońca. Podeszłam do blatu, uruchomiłam ekspres i poszłam do lodówki wyjąć mleko. Nalałam trochę do wysokiego kubka, spieniłam i włączyłam parzenie kawy. Myślałam, co powiedzieć Pawłowi. Miałam zupełną pustkę. Kawa była gotowa. Zaniosłam ją Jerzykowi, a mama rozłożyła przed nami talerzyki na ciasto.
Paweł ciągle na mnie patrzył, postanowiłam, że muszę zrobić to teraz.
-Paweł, chodź do mnie na chwilkę- zaprosiłam go i wstałam od stołu- zajmijcie się naszym gościem. Ruszyłam po schodach do mojego pokoju, a on za mną. Weszliśmy, a ja zamknęłam drzwi. Nie był wcale skrępowany, zachowywał się jakby nic nie zrobił.
-No to może zacznę- powiedział.- To co było, znaczy to co widziałaś w Kaskadzie, to nic nie znaczyło dla mnie. Liczysz się tylko Ty.- Usiadł obok mnie na łóżku. Wypatrywał się w moje oczy. Popatrzyłam na niego, czułam ukłucie w sercu.
-Nic dla Ciebie nie znaczy, do jasnej cholery całowanie się z inną kobietą i wyznawanie jej miłości?! To może dla Ciebie nic nie znaczyło też mówienie do mnie Kocham Cię? Może to są po prostu dla Ciebie takie puste słowa?- nie wytrzymałam, łzy spływały mi po policzkach.-A być może bawiłeś się mną po prostu? Czuję się wykorzystaną zabawką, która Ci się już znudziła.
- Nie, nie mów tak. Przypomnij sobie nasz ostatni spacer. Łąka, ja, Ty, obok kwitnący rzepak. Przypomnij sobie jacy byliśmy szczęśliwi. Śmialiśmy się, przytulaliśmy się, bawiliśmy się jak małe dzieci, przy Tobie zapominam o całym świecie…- popatrzył na mnie swoim słodkim wzrokiem, pod wpływem którego zawsze mu ulegałam. Ale to nie dzisiaj, od dzisiaj jestem z Jerzym.
-Paweł, nie potrafię Ci już zaufać, musi minąć trochę czasu, zrozum to, jak na razie to możemy się jedynie przyjaźnić.- W tym momencie podszedł do mnie i pocałował mnie namiętnie. Coś we mnie pękło, odwzajemniłam ten pocałunek, jestem strasznie głupia, czemu ja to zrobiłam?!
I hate everything about you
Why do I love you
I hate everything about you
Why do I love you…

rozdział jedenasty.

-Kto to dzwonił? Paweł ?- zapytał Jerzy.
-Nie, Ola, może kiedyś ją poznasz, chociaż pokłóciłam się z nią właśnie, bo uważa, że powinnam nadal być z Pawłem.
-Och, nie martw się- pocałował mnie w nos, spojrzałam na zegarek.- Jest 12.30. Idziemy już na kort ?
-Jasne, przecież musisz się przygotować. – wstałam, poszłam do korytarzyka, ubrałam balerinki i czekałam na Jerzego. Latał po całym pokoju i zbierał ostatnie rzeczy na mecz, nowe rakiety, zapasową koszulkę, drugą parę butów… Był gotowy po 5 minutach. Wyszliśmy z hotelu i poszliśmy w stronę parkingu, gdzie stała już taksówka. Wsiedliśmy pojechaliśmy i po chwili byliśmy przy kortach, ja poszłam już na trybuny, a Jerzyk ruszył do szatni.
-Już tęsknię za Tobą.
-Ja za Tobą też- zaczęłam się śmiać i zatopiłam się w tłumie.
Szłam przed siebie cięgle myśląc o tym co dzisiaj usłyszałam od Oli. Może mówiła prawdę? Może za szybko się pocieszyłam? Kurde, czy ja mam wyrzuty sumienia ? Nie, nie mogę. Mam Jerzego, Paweł mnie skrzywdził, bardzo mocno. Nadal mnie to kuje, boli. Być może gdyby nie Jurek, siedziałabym teraz w domu, załamana z brakiem jakich kol wiek chęci do życia… Doszłam do kortu i znalazłam naszą lożę, jak na tyle przed meczem, było dużo fotoreporterów. Gdy tylko usiadłam, prawie każdy z nich robił mi zdjęcia. Udawałam, że ich nie widzę. Kort był przygotowany do gry, bił po oczach swoim pomarańczowym kolorem, kąpał się w słońcu. Założyłam okulary przeciw słoneczne i czekałam na mecz, czytając książkę. Byłam nią tak pochłonięta, że nawet nie zauważyłam, że trener już przyszedł i siedzi obok.
-Cześć- powiedziałam, uśmiechając się.
- Cześć, cześć jak tam u Was ? Słyszałam, że coś nie tak?- moja mina musiała mówić wszystko- Przepraszam za to, że jestem taki wścibski, jeżeli nie chcesz o tym rozmawiać, to zrozumiem.
-Nie, spokojnie, nie masz za co przepraszać. Byłam u Jurka w hotelu, bo pokłóciłam się z chłopakiem.
-A to o to chodzi. Nie wnikam. Szczerze mówiąc, pasowalibyście z Jerzykiem do siebie. Nie sądzisz?
-On też jest uparty jak ja. Nie wiem, czy byśmy ze sobą wytrzymali- zaczęłam się śmiać.
- Zauważyłem, że jak o Tobie mówi, to bije od niego pozytywna energia.
-No to chyba dobrze- uśmiechnęłam się.
-Wiesz, że on jest w Tobie zakochany ?- zapytał, był strasznie bezpośredni, nie wiedziałam co mu odpowiedzieć…
-Chyba…- w tym momencie z opresji wyrwał mnie telefon- Czy oni dzisiaj poszaleli?!- popatrzyłam na wyświetlacz MAMA- Przepraszam Kim, zaraz wracam.
Odebrałam.
-Tak, mamo?
- Gdzie Ty jesteś? Martwimy się z ojcem.- Była zdenerwowana. Zupełnie o nich zapomniałam, bawiłam się z Jerzym, a oni odchodzili od zmysłów. Postanowiłam dalej kłamać. Tylko po co ?
-Jestem, hmm… na meczu. Meczu tenisa.
-Gdzie? Bo tutaj Paweł na Ciebie czeka.
-Co ?! Paweł? Powiedz mu, że nie przyjadę dzisiaj, że mnie nie ma. Nie chcę go widzieć!- Wykrzyczałam do telefonu.
-Córeczko co się stało?- zapytała innym tonem, zmartwiła się, że tak reaguję na swojego ukochanego chłopaka, z którym przecież tak szalałam.
-Nie chcę o tym teraz rozmawiać, pogadamy wieczorem jak przyjadę, odwiedzę was z gościem. Proszę powiedz Pawłowi, że mnie nie będzie.
-Postaram się go pozbyć, ale jest zdeterminowany. Zobaczymy.
-Okej, mamo idę, bo mecz się zaczyna, pogadamy poważnie w domu. Papa- rozłączyłam się. Zrobiło mi się słabo, więc szybko wróciłam na miejsce w boksie trenerskim.
-Co Ci się stało, czemu taka blada jesteś ?
-Nie nic, nic. Oglądajmy mecz.- Ucięłam rozmowę.
Przez cały mecz nie mogłam się skupić. Moje myśli krążyły wokół tego, co może się wydarzyć w domu. Czy rodzice się zgodzą na wyjazd? Czy Paweł będzie ? Strasznie się denerwowałam, zaczął mnie boleć brzuch. Wygrzebałam z torebki tabletki przeciwbólowe i szybko wzięłam dwie. Zapiłam dużym łykiem wody. Rzuciłam okiem na wynik. Tie- break. 5-5. Serwuje Jerzy. Zacisnęłam mocno kciuki, as serwisowy, jeszcze jeden punkt i po secie. Serwis, nie trafił. Modliłam się, żeby nie popełnił podwójnego błędu. Ufff, udało się.
Trafił drugim podaniem, wyrzucający serwis, otwarty kort i skrót do którego przeciwnik nie dobiegł. Pierwszy set dla mojego mężczyzny, jeżeli mogę tak pomyśleć. W drugim secie, Jerzy przełamał na samym początku, wygrał swoje podanie i przełamał na 3:0. Potem wygrywał swój serwis i mecz zakończył się po półtorej godziny. Dekoracja, wywiady… Właśnie wywiady. Janowicz dziękował wszystkim kibicom, organizatorom, sponsorom i oczywiście trenerowi za przygotowanie. Kiedy myślałam, że już skończył, dodał:
-Dziękuję, także mojej wspaniałej przyjaciółce, za ogromne wsparcie psychiczne…- Poczułam jak robię się czerwona, zawstydził mnie. Wszystkie kamery zwróciły się w moją stronę, posłałam buziaka w stronę Jerzego, a on udał, że go złapał. Usłyszałam z trybun głośne: oOOOOOo! Uśmiechnęłam się i pomachałam do kamery.
Zaczęłam zbierać rzeczy, żeby wyjść przed wszystkim kibicami. Machnęłam Jurkowi, że idę i ruszyłam w kierunku wyjścia. Udało się wyjść bez żadnych problemów. Poszłam w stronę szatni, lecz po drodze, cały czas słyszałam pytania dziennikarzy o to czy jesteśmy razem z Janowiczem, czy spotykamy się itd. Szłam udając, że ich nie słyszę, doszłam do wejścia do szatni. Stał ochroniarz. Pokazałam mu akredytację, ale powiedział, że mu nie wolno mnie wpuszczać, bo nigdy mnie tu nie widział. Próbowałam się wślizgnąć, ale się nie udało. W pewnym momencie zauważyłam ochroniarza, który wielokrotnie wpuszczał mnie razem z tenisistą. Zapytałam czy może mnie wpuścić.
-Jasne, tak pięknej kobiecie naszego Mistrza się nie odmawia. Władek, wpuść ta miłą panią.
-Już się robi szefie.
-Dziękuję panu bardzo- krzyknęłam do niego, gdy odchodził.
Szłam przyciemnionym korytarzem i trafiłam pod drzwi z napisem kort centralny- szatnia.
Zapukałam, ale nikogo tam jeszcze nie było. Weszłam do środka i czekałam na Jerzego…

rozdział dziesiąty.

Niewiele myśląc stanęłam na palcach i zaczęłam go całować. To już nie były zwykłe, przyjacielskie pocałunki, teraz stawały się coraz bardziej namiętne, ale także delikatne. On mógł mi zastąpić Pawła, dać poczcie bezpieczeństwa, które utraciłam. Jerzy wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni, nie przestając się całować. Wiedziałam, że dzisiaj jestem gotowa i chcę to zrobić. Byłam pewna, że przy nim jestem bezpieczna i on nie zrobi mi krzywdy…
NASTĘPNEGO DNIA:
Obudziłam się zawinięta w kołdrę, wtulona w tenisistę. Pamiętałam, że ta noc była cudowna. Może byłam nieodpowiedzialna, wręcz szalona, że poszłam do łóżka z facetem, którego znałam przez niecały tydzień. Nie, nie będę się nad tym zastanawiać, stało się, od dzisiaj zaczynam żyć chwilą. Złapałam za telefon i spojrzałam na zegarek. 9:02 Finał miał być o 14 z tego co pamiętałam. Popatrzyłam na Jerzego, który spał w najlepsze. Cieszyłam się, że jest przy mnie. Wstałam, ubrałam się i pomalowałam, przy okazji zamówiłam kawę do pokoju. Wróciłam do sypialni. Musiałam go obudzić, bo z pewnością miał poranny trening. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam w nos. Otworzył oczy, był trochę zdziwiony…
-Możesz nie przestawać- uśmiechnął się- wstawać już trzeba ? Która godzina ?
- Zaraz trening, jest gdzieś tak 9.15.
-Ale mnie pocieszyłaś… Trening już wczoraj odwołałem, jak Ty spałaś. Nie masz wyboru , zostajesz na meczu.
-No tak. Ale musisz wygrać dla mnie- zaczęłam się śmiać, podświadomie czułam, że ma dzisiaj swój dzień- wypadałoby coś zjeść.
- Może… Ale chyba należy mi się jakieś podziękowanie za wczorajsze wyciągnięcie z doła.- Nastawił policzek, ale ja mając o wiele lepszy humor niż wczoraj, chwyciłam go za podbródek, obróciłam jego głowę i pocałowałam w usta.
-Wystarczy? –zapytałam, śmiejąc się
-Tak teraz mogę już wstać- uśmiechnął się, ale nie wstał- czemu mnie wcześniej nie obudziłaś?
-Bo słodko spałeś, a i tak musiałam się ubrać i pomalować.
-Oj tam, bez makijażu też ślicznie wyglądasz, dla mnie zawsze będziesz najpiękniejsza- prawił komplementy.
-Nie przesadzaj już- uśmiechnęłam się.
-Ja wcale nie przesadzam, mówię przecież prawdę- pocałował mnie w czoło, a potem zaczął łaskotać.
-Przestań !
-A co mi zrobisz?
-Ucieknę- mówiłam, ciągle się śmiejąc.
-To byłby cios poniżej pasa- w tym momencie ktoś zapukał do drzwi.- Kto to ?- zapytał, a ja wykorzystałam chwilę, żeby się wyswobodzić.
-Hmm, kawa- poszłam odebrać. Przy okazji zamówiłam dla nas śniadanie. Postawiłam kawy na blacie w kuchni, swoją zabrałam, usiadłam tak jak wczoraj, na sofie w salonie.
Słońce wpadało do pokoju przez żaluzję. Wstałam i wyszłam na balkon, widok był przecudowny. Słońce, kwiaty, w oddali jeziorko. Cisza i spokój, nie wiedziałam, że w moim mieście są takie miejsca… Stwierdziłam, że może się troszeczkę opalę. Poszłam do pokoju, wskoczyłam w stanik sportowy i krótkie spodenki, wróciłam na taras i popijając kawę, leżałam na leżaku. Zapomniałam o całym bożym świecie i odpłynęłam do krainy Morfeusza…
Najpierw idę drogą, drogą w Golczkowie. Jest pięknie. Słońce świeci, promienie padają mi na twarz. Trawa jest zielona, jeszcze pachnie, przed chwilą ktoś ją skosił. Wkładam słuchawki do uszu, zaczynam truchtać. Przebiegam obok budynku świetlicy wiejskiej, pod nią kilka znajomych osób. Mówię dzień dobry i biegnę dalej. NAGLE robi się strasznie ciemno, nic nie widzę. Nie rozpoznaję miejsca, w którym się znajduję. Idę po omacku i trafiam na ścianę, macam w poszukiwaniu włącznika. Znajduję go, naciskam, zapala się słaba żarówka, w jej świetle dostrzegam, że jestem w pokoju, pustym pokoju. Przeczuwam, że zaraz coś się stanie. Boję się… W pewnym momencie drzwi się otwierają staje w nich Paweł. Wygląda tak samo, ale to jak mówi, jak się zachowuje… Zmienił się. Odczuwam niepokój, gdy tylko robi krok w moją stronę, nie mogę się poruszyć, a nawet gdybym mogła, to nie miałabym gdzie uciec. Stoi już naprzeciwko mnie, patrzymy sobie w oczy. Nie widzę w nich miłości, widzę tylko nienawiść. Łapie mnie w pasie, trzyma bardzo mocno, podnosi mnie i idzie. Doszliśmy do jakiegoś pokoju, stało tam tylko łóżko, nadal jestem sparaliżowana, czuję jak oblewają mnie zimne poty, zaczynam krzyczeć, lecz on zakleja mi usta… Rozpina mi guzik od mojej koszuli, jest agresywny. Próbuję się wyswobodzić, ale jest silniejszy. Opadam bezwładnie na łóżko i czekam na to co się wydarzy. Boję się…
-Słońce, halo, obudź się !- słyszę głos. Otwieram oczy i widzę stojącego nade mną Jerzyka. Jest strasznie zmartwiony.
-Co się stało?- zapytał.
-Koszmar, straszy koszmar- dopiero teraz poczułam jak pot spływa mi po plecach.
-Już spokojnie, jestem przy Tobie. Masz ochotę coś zjeść ?
-Mhm- upiłam trochę wody ze szklanki, którą przyniósł mi tenisista.
-A może zjemy na dworze ?- zaproponował.
-Bardzo chętnie.
Jerzy poszedł po śniadanie, które jak spałam przywiozła obsługa hotelowa. Przyszedł, porozstawiał talerzyki na stoliku i zaczęliśmy jeść.
- Co Ty na to, żeby pojechać dzisiaj po meczu lub jutro rano do Łodzi? Poznałabyś moich rodziców- uśmiechnął się.
-Czy to trochę nie za szybko?- miałam mieszane uczucia.- Przecież ja mam jutro wyjazd do Katowic.
-No tak, wiem. Ale pojechałabyś ze mną do Łodzi, a we wtorek pojechalibyśmy do Katowic. W środę testy, a potem wycieczka ze mną do Hiszpanii, do Madrytu na turniej.
-Hiszpaniaaa- rozmarzyłam się…- Czemu by nie, ale moi rodzice nie mogą o tym wiedzieć, nie puścili by mnie. Powiem, że jadę do Katowic, zostaję tydzień i tyle.
-Karola, nie powinnaś tego robić, będą się martwili, lepiej im powiedzieć- wiedziałam, ale nie mogłam im tego powiedzieć, nie zgodziliby się.
-Nie mogę… Co im niby powiem? Słuchajcie wyjeżdżam z moim nowym chłopakiem- Jerzym, tym tenisistą, do Łodzi, a potem do Hiszpanii na turniej. Z Pawłem się rozstałam wczoraj.- zacytowałam jakby to mniej więcej brzmiało- Pomyśl co by powiedzieli.
-Trzeba im to powiedzieć na spokojnie, jak chcesz mogę z Tobą pojechać im powiedzieć.
- Jerzy dobrze wiesz, że coś do Ciebie czuję, ale nie chcę by moi rodzice o tym wiedzieli, zobacz ile jest pomiędzy nami różnicy przede wszystkim w wieku.- Bałam się powiedzieć mu, że go kocham, bo nie byłam tego sama do końca pewna.
-Tyle samo ile pomiędzy Tobą a Pawłem…
-Tak, ale, ale… moja mama znała go od małego, wiedziała o nim prawie wszystko. Wiedziała, że mnie nie skrzywdzi.
-Nie skrzywdzi… Właśnie widziałem, nie dajmy się zwariować Kochanie, pojedziemy dzisiaj do Ciebie i wszystko powiemy Twoim rodzicom.
-Niech będzie, ale nie mówię, że po tym wszystkim pozwolą mi wyjechać… Doradź mi proszę, co mam zrobić z tą propozycją od Kima ?
- Chciałbym grać z Tobą w jednej drużynie, ale nie chciałbym też, żeby na przykład przez przegrany mecz popsuły się nasze relacje. Wiesz, przecież że grasz świetnie, trochę treningów i byś sobie wszystko przypomniała. Musisz sama sobie to przemyśleć.
-Okej, będę się nadal zastanawiać.- Wstałam naciągnęłam na siebie koszulkę, zaczęłam zbierać talerze. Byłam trochę zła na Janowicza, za to że chce dzisiaj porozmawiać z rodzicami. Nie wiedziałam, co może z tego wyniknąć. Szczerze mówiąc, bałam się.
Zaniosłam talerze do kuchni i usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Pobiegłam do sypialni, złapałam go. Dzwoniła Ola.
-Halo, Kochana- odebrałam. Cieszyłam się, że dzwoni.
-Hej, Karola, jak tam u Ciebie? Nie wiesz co się dzieje z Pawłem?
-Powoli do przodu. Paweł mnie nie interesuje.
-Co się stało? Wczoraj przyszedł do mnie kompletnie pijany, myślałam, że byli z chłopakami na wiosce, ale mówił, że pił sam. Potem zaczął płakać, że popełnił błąd i w ogóle. Tak był pijany, że ledwo co mówił, więc nie dowiedziałam się o co poszło. Powiesz mi o co chodzi?
-Stał, całował się z jakąś Kornelią, wyznając jej miłość … Nie mogę powiedzieć, że się nic nie stało, ale to raczej nie jest rozmowa na telefon.
-No to mnie teraz zatkało… Jak on mógł, zachował się jak cham. Cholera ! Idę do niego.- W tym momencie wszedł do pokoju Jerzy i zaczął mnie delikatnie całować po szyi, wywoływało to u mnie łaskotki. Nie wytrzymałam i prychnęłam ze śmiechu.
-Czy ktoś u Ciebie jest?- zapytała zdziwiona Ola.
-Tak, znaczy nie. Nie ważne…- nie wiedziałam czy jej powiedzieć.
- Mów szybko kto !
-Po pierwsze i tak mi nie uwierzysz, a po drugie czy to ważne ?- Jerzy dalej mnie łaskotał, a mi ciężko było zebrać myśli.
-Dla mnie ważne, słuchaj czy Ty nadal kochasz Pawła?- zapytała strasznie poważnie.
-Nie wiem, nie wiem. Mam przy sobie kogoś, kto kocha mnie za to kim jestem, mogę być sobą i czuć się bezpiecznie.
-Już masz kogoś?!- zapytała z wyrzutem- jak mogłaś przecież on nadal Cię kocha!- wykrzyczała jednym tchem.- Szybko się pocieszyłaś…
-To ja go zdradziłam, czy on mnie? Bo już nie jestem pewna niektórych faktów- zapytałam z ironią w głosie.
-Jak Ty tak możesz, miałam iść do niego, ogarnąć go, ustawić do pionu, ale to chyba raczej do Ciebie powinnam iść.
-Dobra, skończ. Nie mam ochoty się z Tobą dzisiaj kłócić, na dodatek przez telefon, pa.- rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko…

rozdział dziewiąty.

Akurat podjechała winda. Niewiele myśląc podbiegałam do niego, zobaczyłam te oczy, które kochałam od lat. Stanęłam naprzeciwko niego twarzą w twarz. Byłam wściekła, zdenerwowana, a z oczu leciały mi łzy. Wzięłam zamach i uderzyłam go w twarz. Po mojej ręce został tylko czerwony ślad. Paweł stał bez słowa, był totalnie zaskoczony. Pobiegłam do windy i czym prędzej zamknęłam drzwi. W głowie miałam jego twarz, nie spodziewał się mnie tutaj.
Nie mogłam teraz pomóc Michałowi, nie byłam w stanie. Próbowałam ukryć łzy, wysiadłam z windy. Pobiegłam do szatni, zabrałam wszystkie rzeczy i uciekając z siłowni, rzuciłam Michałowi krótkie: Nie mogę, wybacz, cześć. Jeszcze zdążyłam usłyszeć: co się stało?. Nie odpowiedziałam. Gdy wyszłam już z galerii, usłyszałam telefon. Rzuciłam okiem na wyświetlacz. To Paweł… Odrzuć.
Otwórz oczy już za późno,
nie szukaj mnie na próżno.
Teraz tylko tracisz swój czas.
Czy tak wiele wymagałam
ślepo w miłość zaplątana…
Wybrałam numer do Jerzego. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć.
- Halo?
- Cześć, przyjedziesz po mnie pod Kaskadę?- mój głos nie był zbyt pewny, powoli się łamał.
-Coś się stało?- zmartwił się.
-Powiem Ci jak przyjedziesz- czułam jak kolejna łza spływa mi po policzku.
-Dobra, będę za jakieś 10 minut.
-Pa.- teraz już płakałam, czułam tą cholerną bezsilność. Miałam ochotę się upić, zapomnieć. Usiadłam na ławce, zastanawiałam się, jak on mógł mi to zrobić, takie świństwo. Po wszystkich, ale nie po nim, nie spodziewałam się. Był ze mną i z nią jednocześnie. Jednej i drugie wyznawał miłość. Tylko z jedną różnicą, ja byłam zabawką, ona wiedziała o mnie i o wszystkim, ja nie. Ciekawe ile udawał. Dwa lata razem, planowaliśmy wspólne życie po moich studiach. Wszystko posypało się w ciągu tych kilku sekund, jak domek z kart i to przez niego! Kochałam go, z resztą nadal go kocham, po mimo tego co zrobił przed chwilą, to chore… Z moich rozmyślań wyrwał mnie Michał, zostawił klienta i wybiegł za mną, zachował się jak prawdziwy przyjaciel.
-Karola, co się stało, mi możesz powiedzieć.
-Paweł- nie mogłam tego dłużej dusić w sobie, zapłakana wtuliłam się w niego. Nigdy tego nie robiłam, ale teraz potrzebowałam tego, chciałam się choć przez chwilę czuć bezpieczna, tak jak niegdyś w ramionach Pawła.
-Co Ci zrobił Paweł?
-On… On mnie zdradził, zdradza. Ściskał się z jakąś…
-Gdzie on jest? Zaraz z nim pogadam…
-Nie wiem, Michał, nie wiem… Ale nie chcę żeby mu się coś stało.- Zobaczyłam, że Jerzy przyjechał i idzie w nasza stronę. Odsunęłam się od Michała.
JERZY:
Widziałem, że obejmuje ją jakiś facet, powoli byłem wkurzony, a może raczej zazdrosny ? Na początku myślałem, że to ten jej Paweł, lecz gdy byłem już bliżej, zobaczyłem, że to inny mężczyzna niż ten którego widziałem na zdjęciu u niej w pokoju.
- Cześć, jestem Michał, trener Karoliny- nieznajomy podał mi rękę.
-Jerzy- uścisnąłem dłoń- co się stało?
-Coś z Pawłem.
-Okej
- Ja lecę, bo mam klienta. Cześć- pobiegł do galerii.
Podszedłem do Karoliny, przytuliłem ją, wiem, że tego teraz potrzebowała. Czułem jak cała się trzęsie ze zdenerwowania. Była w złym stanie psychicznym. Postanowiłem ją zabrać ze sobą. Wziąłem jej torbę na ramię, a ją objąłem w pasie i pomogłem wstać. Poszliśmy do taksówki, którą przyjechałem. Podałem kierowcy adres mojego hotelu. Całą drogę siedzieliśmy w milczeniu z tyłu, w tle grało radio. Ona wtuliła się we mnie, z zamkniętymi oczami, z których wciąż kapały łzy. Wytarłem je dłonią. Niechciałem o nic pytać, stwierdziłem, że powie mi we właściwym momencie. Dojechaliśmy, szybko zaprowadziłem ją do recepcji, ponieważ powoli zaczynało padać, a dokładniej to lać. Posadziłem na sofie w holu i poszedłem zapłacić. Spieszyłem się, podbiegłem do niej i zaniosłem do mojego apartamentu. Gdy ją niosłem czułem jej zapach, ten który oczarowywał mnie od naszego pierwszego spotkania w parku. Była taka delikatna…
Tak, teraz byłem tego pewien, kocham ją! Nie chciałem się wcześniej do tego przyznać, ale to jest ode mnie silniejsze. Kochałem ją od naszego pocałunku na łące. Położyłem ją na łóżku i przykryłem kocem, zasnęła. W tym czasie wyszedłem do kuchni, wstawiłem wodę na herbatę i zadzwoniłem do Kima z prośbą o odwołanie porannego treningu, przedstawiłem mu sytuację i o dziwo się zgodził.
Zauważyłem pewną rzecz w charakterze Karoliny, z pozoru udawała silną kobietę, a w środku skrywała się delikatna, wrażliwa i przejmująca się każdym słowem osóbka. Wróciłem do pokoju, usiadłem obok na łóżku i głaskałem jej włosy. W śnie była spokojna, bezpieczna. Posiedziałem chwilkę i poszedłem pod prysznic…
KAROLA:
Obudziłam się w jakimś obcym pokoju, okryłam się kocem. Powoli przypominałam sobie co się stało. Domyśliłam się, że Jerzy zabrał mnie do hotelu i teraz bierze prysznic. Wstałam, znalazłam lustro, przejrzałam się, wyglądałam strasznie… Znalazłam swoją torbę przy łóżku. Wygrzebałam kosmetyczkę i szybko zmyłam z twarzy resztki makijażu. Poszłam do kuchni, ponieważ byłam bardzo spragniona. Gdy weszłam do kuchni, na blacie stały herbaty, jeszcze gorące. Usiadłam na kanapie, podkuliłam nogi i czekałam na mojego wybawiciela, popijając herbatę. Rozmyślałam o tym co się wydarzyło. Napisałam do mamy sms’a, że jestem u koleżanki i wszystko w porządku.
Wiedziałam co zrobię ze swoim życiem, nie pozwolę, by zdrada załamała mój świat. Czułam, że tam na łące, jakieś uczucie zrodziło się pomiędzy mną a Jerzym, nie wiedziałam, czy to już miłość czy może tylko zauroczenie…
Wyszedł z łazienki, podeszłam do niego. Był w samych spodniach dresowych, bez koszulki, bez loga sponsora. Był normalnym mężczyzną. Takim, którego powoli kochałam. Zarzuciłam swoje ręce na jego szyję. Szepnął mi do ucha:
-Kocham Cię, bardzo mocno- widziałam błysk w oku- nie mogę tego dłużej ukrywać. Myślę o Tobie codziennie, a dzisiejsze wydarzenie tylko mi uświadomiło to co czuję.

rozdział ósmy.

- Tak, więc chciałem Ci zaproponować, coś na kształt stażu. Pomagałabyś mi w treningach . Na X-Intro i jako trenerka personalna. Podszkoliłabyś swoje umiejętności. Lubisz ćwiczyć, kiedyś widziałem jak zmotywowałaś jakiegoś faceta do ćwiczeń, teraz jest u nas codziennie :). Zaraziłabyś innych swoją pasją. Co Ty na to ?
-Bardzo kusząca propozycja… Od kiedy miałabym zacząć ?
-Nawet od dzisiaj, za dwadzieścia minut mam kolejny trening.
-Hmm, to skaczę od prysznic, będę za 15 minut .
-Okej, możesz być nawet trochę później, po rozgrzewce.
-Spoko, to ja polecę jeszcze po kawę.
-Widzimy się tam gdzie zawsze.
Podekscytowana zeszłam z ergometru, poszłam do szatni, znalazłam swoją szafkę, przyłożyłam kartę- klucz, ale ona się nie otworzyła. Byłam pewna, że to ta, właściwa. Stałam nad nią jakieś 5 minut, gdy nagle, jakimś cudem otworzyła się. Chodząc na siłownię od kilku lat nie miałam nigdy takie sytuacji. Szybko wyciągnęłam ręcznik i klapki i znalazłam się pod chłodnym strumieniem wody. Umyłam się, przebrałam drugie dresy, w których przyszłam, zabrałam kartę i zeszłam na dół. Miałam jakieś 10 minut, więc powiedziałam dziewczyną z recepcji, że zaraz wracam. Zjechałam windą n dół, pognałam na poziom -1, kupiłam moją ulubioną średnią mochę i wracałam na siłownię.
Popatrzyłam po raz kolejny na zegarek, byłam idealnie… W droga do windy jest dosyć długa, gdy szłam, zobaczyłam jaką znajomą sylwetkę. Po cichu podeszłam bliżej. Zobaczyłam, że z kimś rozmawia. Nie, to raczej była kłótnia. Chociaż nigdy w życiu nie podsłuchiwałam, tym razem musiałam. Już wiedziałam, kto to jest… Nie, nie mogłam w to uwierzyć. To był on! Stał i kłócił się z jakąś atrakcyjną kobietą. Posłyszałam:
- Miałeś z nią zerwać, już dawno, dlaczego muszę na to tak strasznie długo czekać?
-Kornelia, uspokój się, to wszystko nie jest takie łatwe. Dobrze wiesz, że ja kocham tylko ciebie.- pocałował ją.
Tego było za wiele, stałam jak wryta…

rozdział siódmy.

-Biegam po parku, tam gdzie wczoraj.
-Poczekaj na mnie, zaraz tam będę.
-Czekam.
-Biegam po parku, tam gdzie wczoraj.
-Poczekaj na mnie, zaraz tam będę.
-Czekam.
Przebrałam się w dres i wyszłam z domu. Przebiegając obok kiosku, stanęłam jak wryta. Na pierwszej stronie w Fakcie, było zdjęcie Jurka z podpisem: CZYŻBY NOWA MIŁOŚĆ JERZEGO?!. Od razu kupiłam gazetę, otworzyłam  i zobaczyłam moje zdjęcie, dokładnie to nawet kilka. Jak siedziałam w boksie Jerzego, jak wychodziłam z szatni, jak graliśmy i jak obejmowałam go po meczu. Pod spodem moje słowa, które rzekomo wypowiedziałam po meczu, że jesteśmy parą. Biegłam do parku zdenerwowana. Zobaczyłam Jurka, który od razu się zatrzymał.
-Co się stało?- zapytał.
- To- rzuciłam mu gazetę. Jego wyraz twarzy zmienił się diametralnie. Ze zmartwienia w wściekłość.
-Ty z nim rozmawiałaś ?!
-Nie, znaczy powiedziałam, że się tylko kolegujemy.
-Nie potrzebnie w ogóle z nim rozmawiałaś.
-Nie wiedziałam przecież kim on jest...
- Dobrze, nic takiego się nie będzie. Napiszemy do nich i zażądamy sprostowania. Uspokoiłam się trochę, ale w głębi duszy modliłam się, żeby tylko Paweł tego nie zobaczył…
- Słuchaj, zostałam przeniesiona do Katowic na AWF, strasznie się cieszę!  Wyjeżdżam w poniedziałek.
-A to dlatego nie jesteś w pociągu- zaczął się śmiać- no dobrze, ale skoro dzisiaj nie jedziesz, to przyjdziesz na mój mecz prawda ?
-Jasne, skoro mnie zapraszasz. Pobiegajmy- i ruszyłam powoli.
Biegaliśmy przez jakieś 40 minut. Było pięknie, słonecznie i przyjemnie. Pod koniec odprowadził mnie do domu i umówiliśmy się na mecz. Akredytację już miałam. Miałam przyjść godzinkę przed meczem. Przytuliłam się do jego gorącego ciała i weszłam do domu, skoczyłam tradycyjnie do łazienki, odświeżona poszłam do kuchni. Przygotowałam sobie obiad- naleśniki ze szpinakiem, przy okazji usmażyłam kilka dla rodziców. Pewnie wrócą zmęczeni z pracy to będę mieli gotowe. Zjadłam, pozmywałam i stwierdziłam, że mogę usiąść na trochę do laptopa. Włączyłam facebooka i twittera. Po pierwsze dostałam zaproszenie na imprezę integracyjną przyszłych studentów. Zapraszają z osobą towarzyszącą, więc muszę zadzwonić do Pawełka. A po drugie, tysiące wiadomości od znajomych pytających o co chodzi z Jerzym i dlaczego rozstałam się z Pawłem. Odpisałam tylko najbliższym znajomym, a potem dodałam długi post, jako sprostowanie. Miałam nadzieję, że to wystarczy. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer mojego Misia.
-Hej, co tam porabiasz ?
- Właśnie kopię mamie ogródek, a Ty?
-Ja zbieram się na mecz- po chwili jednak, stwierdziłam, że popełniłam błąd mówiąc mu o tym…
-Jaki znowu mecz?  Przecież jesteś we Wrocławiu…- wyczuwałam, że jeszcze trochę i wybuchnie kolejna kłótnia. Coś ostatnio między nami się nie układało. Coś się psuło, oddalaliśmy się od siebie, dlatego bałam się tego wyjazdu.
-Nie jestem, ponieważ jakieś 3 godziny temu dowiedziałam się, że zostałam przeniesiona do Katowic. Mecz Jerzego, mówiłam Ci wczoraj.
-A tak, znów Jerzy… To kiedy teraz wyjeżdżasz ? Idziesz dzisiaj na siłownię?- zazdrosny był, wiedziałam to.
-W poniedziałek, chyba już nie dam rady na nią wpaść- zastanowiło mnie to, dlaczego  pytał się o siłkę, zazwyczaj nawet nie wiedział w jakie dni na niej jestem.- Słuchaj, mam sprawę. Po testach sprawnościowych jest impreza, dostałam zaproszenie z osobą towarzyszącą, a kto inny jak nie Ty pójdzie ze mną?
-I to by było w Katowicach?
-Tak…
-Wybacz Kochanie, ale nie mam czasu na wyjazdy. Wiesz praca te sprawy…- mówił powoli jakby czekał na moją reakcję. A ja czułam w sobie jakąś gorycz.
-Okej, pójdę sama. Pa
-Pa.
Rzuciłam telefonem i rozpłakałam się. Czułam, że mężczyzna, którego kocham oddala się, tracę go bezpowrotnie… Później zasnęłam, obudziłam się jakoś o 16.30. Wstałam, a właściwe to zerwałam się z łóżka. Poleciałam do lustra. Wyglądałam koszmarnie, zapuchnięte od płaczu oczy, roztrzepane włosy… Szybko przemyłam twarz zimną wodą, a włosy spięłam w kitkę. Przebrałam się w poranny strój, w którym miałam jechać do Wrocławia. Byłam gotowa do wyjścia. Złapałam torebkę i poszłam na półfinał. Jerzy już był dla mnie mistrzem, ale to zostawiłam dla siebie. Pomimo korków, dotarłam lekko spóźniona, tylko 5 minut. Zadzwoniłam do Janowicza.
- Hej gdzie jesteś? W szatni?
-Tak szatnia przy korcie centralnym. Nie wpuszczą Cię tam. Poczekaj wyjdę oki ?- szłam powoli w stronę kortu.
-Jasne, już jestem pod szatnią- gdy to powiedziałam zobaczyłam jak tenisista do mnie macha. Uśmiechnęłam się do niego pomimo mojego podłego humoru. Rozłączyłam się i poszłam w jego stronę. W tym właśnie momencie wszyscy paparzzi zwrócili na nas uwagę, więc gdy byłam już obok niego postanowiliśmy zagrać, podałam mu rękę, on mnie grzecznie w nią ucałował. Wyglądało to tak jakbym przyszła przeprowadzić z nim wywiad, a nie jako przyjaciółka albo dziewczyna. Kiedy weszliśmy do szatni, mogliśmy przestać udawać, przytuliłam się do niego mocno, tego potrzebowałam.
-Co się stało młoda?
-Czuję, że po między mną a Pawłem powstaje mur, jakaś niewidzialna ściana… Ale nie chcę o tym na razie rozmawiać. Słuchaj mnie, mam do Ciebie pytanie, nie zechciałbyś pójść ze mną imprezę integracyjną na AWF- ie ?- zaproponowałam mu to, bo nie chciałam tam być całkiem sama.
-Jasne, cieszę się, że chcesz ze mną pójść. Czemu nie pójdziesz z Pawłem?
-Dzwoniłam do niego, ale powiedział, że ma dużo pracy i nie będzie marnował czasu na bezcelowe wyjazdy do Katowic- wbiłam wzrok w podłogę, próbując opanować łzy.
-Nie wiem jak on mógł coś takiego powiedzieć- popatrz na mnie- Zapamiętaj jedno. Ja zawsze będę miał czas dla Ciebie. Nawet gdy będę na turnieju, na drugim końcu świata- delikatnie musnął mnie w policzek, jego oczy błyszczały. To wystarczyło, żebym wiedziała, że mówi to co czuje. Odsunęłam się od niego.
-Nie możemy, wiesz o tym…
-Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.
-Idę na trybuny. Wierzę, że wygrasz ten mecz.
Uśmiechnęłam się i wyszłam. Tym razem łatwo trafiłam na kort centralny. Kim już tam był. Rozmawialiśmy.
-Jak tam wieczór się udał?
-Aaa miło było- uśmiechnęłam się. Kim pokiwał głową. Po chwili ciszy trener Jerzego zaproponował mi współpracę. Chciał, żebym zagrała z Janowiczem miksta na US Open. On by mnie trenował. A gdybym chciała to po studiach mogłabym być fizjoterapeutką Jurka. Widział jak dobrze się z nim dogaduję, a do tego jak gram. Stwierdziłam, że to przemyślę.
Na kort wyszli zawodnicy. Cały mecz w głowie plątały mi się myśli o propozycji zespołu, o Pawle i o Jerzym. Dopiero po chwili ocknęłam się i zwróciłam uwagę na wynik… Było 6:5 dla przeciwnika, ale Jerzy miał szansę na przełamanie i doprowadzenie do tie- breaku. Popatrzył na mnie, delikatnie się uśmiechnęłam.  Rywal zaserwował, Polak pięknym returnem posłał piłkę na drugą stronę kortu. Nadszedł czas tie- breaku, który osłabił rywala. Janowicz wygrał go 7:1. Następny set poszedł gładko. Polski  tenisista wygrał go 6:3 pewnie rozstrzygając większość gemów na swoja korzyść.
Po meczu Jerzy wbiegł do nas na trybuny i cieszył się jak dziecko, ponieważ w końcu udało mu się w tym roku dojść do finału. Przytuliłam go i stwierdziłam, że pójdę do domu. Jerzy uparcie chciał mnie odprowadzić, ale przypomniałam mu o jego zobowiązaniach wobec organizatora- konferencja, autografy, wywiady dla telewizji… Zasmucił się i poszedł do szatni. Wysłałam mu buziaka i ruszyłam wolnym krokiem. Postanowiłam, ze wpadnę na siłownię, bo skoro jeszcze nie wyjechałam to pójdę do mojego małego świata, odreaguję wszystko i przemyślę. Spokojnie szłam drogą do domu, ciesząc się słońcem. Weszłam do domu, spakowałam krótkie spodenki dresowe i topik do ćwiczeń. Znów wyszłam z domu, coraz rzadziej w nim przebywałam. Po drodze wstąpiłam do Salad Story, zjadłam sałatkę- taki mój obiad. W głowie układałam sobie dzisiejszy plan ćwiczeń.
Zeszłam na parter galerii Kaskady, wsiadłam do windy i wcisnęłam poziom 4. Dojechałam, weszłam do siłowni. Kupiłam wodę i izotonik. Po tym jak przywitałam się ze wszystkim i wytłumaczyłam im, dlaczego nie jestem we Wrocławiu, poszłam do szatni. Następnie, już na sali zrobiłam rozgrzewkę na orbiter ku, szybkie wymachy rąk, skipy i byłam gotowa do ćwiczeń. Przeszłam na bieżnię i postawiłam na długie wybieganie.
Gdy skończyłam, poszłam trenować mięśnie brzucha. Czułam jak powoli zaczynają mnie palić. Byłam do tego przez wyczajona. Na samym końcu zeszłam na dół. Znalazłam swój ulubiony ergometr i zaczęłam ‘’pływać ‘’. Podszedł do mnie Michał, mój trener.
-Hej, jak ćwiczenia?
-Powoli, ale do przodu- oczywiście, zaczęliśmy się śmiać.
-Słuchaj mam dla Ciebie propozycję…
-Słucham Cię uważnie.

rozdział szósty.

Zastanawiałam się czy uciekać, lecz nie dałam tego po sobie poznać. Chciałam pocałunku, ale karciłam się za te myśli. Kochałam przecież Pawła, a może to sobie próbowałam tylko wmówić. Jerzy wpatrywał się we mnie, oczekiwał jakiejś reakcji z mojej strony. Nic takiego nie było. Patrzyłam w jego piękne oczy, które tak błyszczały. Zatraciłam się w nich. Chwycił mnie za rękę i poprowadził przed siebie. Po chwili doszliśmy na piękną łąkę, leżał tam koc i koszyk. Trawa była nieziemsko zielona, gdzie niegdzie rosły stokrotki. Słońce chyliło się ku zachodowi. Usiedliśmy na kocu i Jerzy otworzył kosz. Były tam owoce: truskawki, jabłka, pomarańcze itd. Jurek położył się na kocu, a ja położyłam głowę na jego brzuchu. Poczułam jak oddycha. Wzięłam truskawkę do ust i przymknęłam oczy. Tenisista wciąż głaskał mojej włosy, popatrzyłam na niego, nie chciałam by to przerywał. Ściemniło się już lekko, pojawiły się pierwsze gwiazdy. Jerzyk nachylił się i pocałował mnie w usta. Było bardzo przyjemnie, nie chciałam tego kończyć. Odwzajemniłam pocałunek… Zatraciłam się w nim, przestałam myśleć o Pawle i innych rzeczach, liczył się tylko on. Było uroczo i wręcz magicznie.
Niestety musieliśmy już wracać, Jerzy zadzwonił po taksówkę, złożyliśmy koc i schowaliśmy go do koszyka. Jurek wziął kosz w lewą rękę, a prawą objął mnie w pasie. Myślałam o nim i wtuliłam się w jego ciało. Byłam szczęśliwa, świat nie istniał. Przyjechała taksówka, wsiedliśmy, podałam adres mojego domu i oparłam głowę o jego ramię. Zamknęłam oczy… Obudziłam się dopiero pod moim domem. Tenisista wysiadł, otworzył drzwi i podał mi rękę, wysiadłam. Wtuliłam się w niego, pocałowałam w policzek, dziękując za wieczór. Poczekał, aż weszłam do domu i odjechał.
Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic i rzuciłam się na łóżko. Była północ, musiałam jutro wstać o 6, żeby zdążyć na pociąg. Wysłałam do Jurka sms-a.
Dziękuję ;*
Schowałam telefon pod poduszkę. Przewalałam się z boku na bok, myśląc o dwóch ważnych w moim życiu mężczyznach. Poczułam wibracje. Jurek odpisał.
Ja również, mam nadzieje, że spotkamy się nie jeden raz :)
Odpowiedziałam.
Jeżeli wpadniesz do Wrocławia, to czemu nie :P
Wysłałam i nawet nie wiem kiedy zasnęłam…
Obudziłam się o 5:50, jeszcze przed budzikiem, szybko wyskoczyłam z łóżka. To dla mnie nowość, zawsze się strasznie guzdrałam. Poszłam do łazienki, przemyłam twarz chłodną wodą i trochę otrzeźwiałam. Pomalowałam oczy eyelinerem, wytuszowałam rzęsy. Potem wskoczyłam w turkusowe rurki i zieloną bokserkę. Schodząc na śniadanie złapałam telefon, właściwie to wygrzebałam go spod poduszki. Zobaczyłam, że mam wiadomość.
Jeżeli tylko będę miał taką okazję, to będę Cię odwiedzał, z miłą chęcią :D
Uśmiechnęłam się na widok tego esa. Zjadłam śniadanie, była już siódma, rodzice właśnie wstali, zrobiłam im kawę, przy okazji sobie też i poleciałam na górę do pokoju dopakować kosmetyczkę i dresy. Przy okazji odpisałam mu.
U mnie zawsze drzwi otwarte. Trzymam kciuki za półfinał :)
Byłam pewna, że już nie śpi. Miałam rację, odpowiedź przyszła natychmiastowo.
Nie dziękuję, przydadzą się… Jestem dzisiaj naładowany pozytywną energią, to dzięki Tobie :D
Zaskoczył mnie.
Nie przesadzaj :P Napisz po meczu jak poszło :D
J: okej, lecę na trening. Miłej podróży ;).
Usiadłam na łóżku. Byłam gotowa do wyjazdu. Musiałam poczekać jeszcze jakieś pół godziny, bo nie opłacało się jechać już na dworze i siedzieć tam bezczynnie. Włączyłam mojego laptopa, zalogowałam się na facebooka, sprawdziłam powiadomienia. Miałam jedno zaproszenie do znajomych. To od Jerzego, nie zastanawiając się ani chwili dłużej, potwierdziłam. Sprawdziłam jeszcze na wszelki wypadek stronę wrocławskiego AWF-u. A na niej…
UWAGA!
Z powodu zbyt małego zainteresowania kierunkami: FIZJOTERAPIA I SPORT, każdy z przyszłych studentów zostaje przeniesiony na AWF w Krakowie lub Katowicach. Prosimy o kontakt telefoniczny, w celu ustalenia szczegółów, w dniu 25 lipca od godziny 8 do 15.30. Za wszelkie utrudnienia przepraszamy.
Nie wiedziałam, czy cieszyć się czy nie… Od zawsze marzyłam o studiach w Krakowie lub Katowicach, nie przyjęli mnie tam, więc wybrałam Wrocław, a teraz potrzebuję tylko zaliczyć test sprawnościowy.
-Mamo!- zawołałam. Usłyszałam, że akurat wchodzi po schodach.
-Co się stało?- zaniepokoiła się.
-Przeczytaj to- wskazałam na monitor.
-Kochanie, wspaniała wiadomość- cieszyła się- kiedy są testy ?
-Nie podali, ale zaraz zadzwonię, to się dowiem.
-Dzwoń już, może odbiorą.
-Dobra- wzięłam telefon i znalazłam numer. O dziwo, odebrali od razu. Przedstawiłam w jakiej sprawie dzwonię.
- Rozumiemy Pani sytuację, testy odbędą się w tą środę o godzinie 13.00. Prosimy o wstawienie się o godzinę wcześniej przed budynkiem AWF. Z tego co tu widzę, została Pani przydzielona do Katowic. Zapraszamy na ulice Mikołowska 72a.
-Dziękuję za informację. Do widzenia.
-Do widzenia- rozłączyłam się.
- Mamo ! Jadę do Katowic, bo tam mnie przyjęli. Testy mam w środę, więc na spokojnie wyjadę w poniedziałek.
-Okej, to my z tatą zarezerwujemy Ci bilet.
Mama wyszła z pokoju. Momentalnie wzięłam komórkę i wybrałam numer.
-Halo ?- odebrał znajomy głos.
-Hej, co robisz ?- zapytałam, bo nie wiedziałam do końca do kogo zadzwoniłam, więc to pytanie wydawało mi się najodpowiedniejsze.

rozdział piąty.

-To kto jest Twoim największym idolem?
-Hmm… Może Nadal i Federer za styl, technikę i umiejętność poruszania się na korcie…
- To wyobraź sobie, że spotykasz przypadkiem Nadala biegającego po parku, spędzasz z nim cały dzień, a potem zapraszasz go do siebie. Wchodzi do twojego pokoju i rozmawiacie, o niczym, tak jakbyście znali się od lat- zauważyłam, że Jerzy zamknął oczy i próbował sobie to wyobrazić-pomogło?
-Chyba zaczynam czuć to.
- No to moje umiejętności tworzenia bajek w końcu na coś się zdały. Wiesz co? Cieszę się że Cię spotkałam.
-Ja też i to bardzo. Mówiłem Ci już jak świetnie grasz w tenisa ? Dlaczego nie trenujesz?
- Jak miałam 10 lat, byłam na kilku turniejach, trenowałam 3 razy w tygodniu, ale rodzice widzieli, że mnie to męczy, że robię to z przymusu. Nie było to wtedy moją pasją i uznali, że trzeba mnie wypisać. Potem, gdy już do tego dorosłam, nie chcieli znów marnować pieniędzy, bo bali się, że postąpię tak jak poprzednio.
- Ale dziewczyno, Ty masz ogromny talent, nawet Kim mi to przyznał dzisiaj w szatni. Masz talent- myślisz na korcie, przewidujesz lot piłki i świetnie poruszasz się pomimo tego, że tak jak ja jesteś dosyć wysoka.
-Niestety. Wygrałam kilka małych turnieji amatorskich. To wszystko, wystarczy mi, że jestem mistrzynią zachodniopomorskiego – mówiąc to pokazałam mu moje najcenniejsze trofeum, które stało na zaszczytnym miejscu.
-Łał. Gratulacje, widzę, że to z tego roku.
-Tak, udało mi się.
W tym momencie do pokoju weszła mama i postawiła na biurku tacę z dzbankiem wody z cytryną i dwie szklanki. Szybko się ulotniła, że nie zdążyłam jej nawet powiedzieć dziękuję. Jerzy podszedł do mojej komody, a tam stało moje zdjęcie z Pawłem, z okazji naszej 1. rocznicy.
- To Twój chłopak?- zapytał
- Tak, Paweł.
- Mhm, długo razem jesteście ?
-Zależy jak kto na to patrzy. Dwa lata- uśmiechnęłam się do swoich wspomnień, tak długo się starałam, aby w końcu mnie zauważył…
-No to według mnie długo, jak on z Tobą tyle wytrzymał?- zaczął się śmiać, a ja nie wiele myśląc złapałam poduszkę z łóżka i w niego rzuciłam.
-Dobra, kończymy mój temat. Opowiesz mi coś o sobie?
- Może- uśmiechnął się tajemniczo- co byś chciała wiedzieć?
-Hmm… Jak trenujesz, jak wygląda Twój jeden zwykły, niezwykły dzień?
-No to najczęściej wychodzę gdzieś tak 6-7 rano na jogging, biegam jakąś godzinę, potem siłownia albo kort, zależy co trener ma w planach, obiad i kort. Na korcie trenuję uderzenia różnego rodzaju albo poprawiam serwis itd.
- OOO Ty musisz serwis poprawiać?
- Kilka niuansów, nic wielkiego. Ostatnio nie wychodzi mi w kluczowych momentach meczu. Tak jak np. ostatnio w Monte Carlo.
-Nie oglądałam meczu, ale pamiętam, że wygrywałeś 5:1 w tie-breaku…
-Tak, nie wiem co się ze mną wtedy stało.
-Może potrzebujesz popracować trochę z psychologiem- zaproponowałam.
- Tak, szukamy odpowiedniego kandydata. Ale w przyszłości będę też potrzebował fizjoterapeuty…
-Och, kurcze, musisz na mnie poczekać 3 lata :)
-Mam nadzieję, że przez ten czas będziemy utrzymywać ze sobą kontakt.
- Liczę na to.
Zerknęłam na zegarek. Przesiedzieliśmy już dwie godziny rozmawiając o tych różnych rzeczach. Chciałam to zrobić dyskretnie, ale niestety nie udało mi się i Jerzy to zauważył. Postanowił, że zamówi taksówkę i zabierze w to tajemnicze miejsce. Ubraliśmy się i wyszliśmy na dwór. Transport przyjechał szybciej niż się spodziewaliśmy. Wsiedliśmy, a Jerzy podał karteczkę kierowcy, domyśliłam się, że na niej jest zapisany adres. Jechaliśmy przez dobre pój godziny, a może i nawet dłużej. Gdy dotarliśmy nie wiedziałam, gdzie jestem.
-Dokąd przyjechaliśmy ?- zapytałam i wpatrzyłam się w otaczający mnie wspaniały krajobraz.
-Niespodzianka słonko- pokazał mi język i pociągnął za rękę. Powiedział do mnie słonko, czy mi się tylko zdawało… Stwierdziłam jednak, że podejmę tą słowną gierkę, co jak co, ale z Pawłem nie miałam na to za często okazji. Obudziło się we mnie coś… Było to uczucie dawno zapomniane, takie które prawdopodobnie już dawno wygasło. Poczułam przyjemne ciepło, jakie dawniej czułam tylko przy Pawle… Nie, nie, nie mogłam zakochać się w Jerzym, to by nie było fair.
- O czym tak intensywnie myślisz?- dopiero teraz zauważyłam, że przygląda mi się z zainteresowaniem.
-A o niczym, kocie- puściłam oczko.
-Powiedzmy, że Ci wierzę.
-Jak można mi nie wierzyć ?- zapytałam z pretensją.
-Tobie zawsze- i musnął mnie z zaskoczenia po policzku....

rozdział czwarty.

Czas do 14.40 spędziliśmy na rozmowie. Przed wyjściem z szatni życzyłam mu powodzenia i dałam spontanicznego buziaka w policzek. Lekko się zaczerwienił, ale nic nie powiedział. Stwierdziłam jednak, że pójdę na trybuny do jego trenera. Zatopiłam się w tłumie kibiców, którzy przyszli na pewno na jego mecz jako turniejowego nr 1. Doszłam do wejścia na kort i tu czekała mnie niespodzianka. Tłumy były ogromne, na szczęście Jurek to przewidział i dostałam od niego wejściówkę dla VIP-ów. Momentalnie znalazłam się na trybunach. Rozejrzałam się i dostrzegłam mężczyznę. Domyśliłam się, że to musi być jego trener. Poszłam do boksu trenerskiego i przywitałam się z Kimem. Mówił po polsku. Cieszyłam się, chociaż byłam przygotowana na rozmowę po angielsku, która także nie sprawiłaby mi żadnej trudności. Był bardzo miłym facetem. Rozmawialiśmy o tenisie, aż do czasu, gdy Jurek nie pojawił się na korcie. Pomachałam mu nieśmiało i kontem oka zauważyłam, że Kim się uśmiecha.
Zaczynali się rozgrzewać, poczułam wibracje telefonu- to Paweł. Musiałam odebrać, bo już się o niego martwiłam.
- Halo ?
-No hej. Dopiero dojechałem, mam nadzieję, że się nie gniewasz ?
-Byłam trochę zła, ale już mi przeszło.
- ooooo
-Hahaha- zaczęłam się śmiać- okey, ja muszę kończyć, bo mecz się zaczyna.
-Jaki mecz?
-Dostałam, tzn. dostaliśmy zaproszenie na mecz tenisa, ale musiałam pójść bez Ciebie. -Buziaczki, hej- wyłączyłam telefon i schowałam do kieszeni.
Wróciłam w momencie, gdy Jerzy zaczynał mecz od swojego serwisu. Usiadałam, akurat popatrzył na mnie, jakby upewniał się czy jestem na miejscu. Pokazałam mu zaciśnięte kciuki, uśmiechnął się, a ja miałam przeczucie, że jest w wyśmienitej formie. Założyłam okulary, bo akurat przyświeciło słonko. Obserwowałam z zaciekawieniem mecz, dawno na żadnym nie byłam, więc emocje były fantastyczne.
Od początku mecz przebiegał po jego myśli, grał w swoim stylu. Rywal gubił się, nie mogąc znaleźć dla siebie optymalnego rytmu gry. Z tego powodu mecz zakończył się nie innym wynikiem, niż wygraną Jurka 6:2 6:0. Razem z Kimem szybko udaliśmy się do szatni i pogratulowaliśmy zwycięzcy świetnego meczu.
-No to teraz prysznic, konferencja i jestem wolny- powiedział wyraźnie zadowolony Jerzy.
-Chyba należy Ci się jakaś nagroda.
-Mam pomysł, najlepszą nagrodą będzie spędzenie z Tobą tego wieczoru…- uśmiechną się tak pięknie, że nie potrafiłam mu odmówić.
- Dobra, nie będę wam przeszkadzał- powiedziała trener- bawcie się dobrze. A Ty- powiedział zwracając się do Jerzyka- pamiętaj, że masz jutro mecz o 18.
-Okej, okej.
-Dobra mistrzu, leć pod prysznic, bo dziennikarze czekają. A ja zmykam.
- A co z wieczorem?
-Tu masz mój numer- powiedziałam, biorąc jego komórkę i wstukując numer- jakoś się zgadamy.
- Zadzwonię po konferencji.
- Oki, paaa- zabrałam swoją torbę i wyszłam. Kierowałam się do wyjścia, gdy podszedł do mnie jeden z dziennikarzy.
-Przepraszam Panią, możemy zamienić dwa słowa ?
- A dlaczego pan chce ze mną rozmawiać- zdziwiłam się- przecież ja jestem zwykłym kibicem, a nie jakąś tenisistką…
- Ponieważ widziałem Panią w boksie tenisowym obok trenera Janowicza. A poza tym wychodziła teraz panie z szatni Jerzego.
- A to o to panu chodzi… Nic mnie z Jerzym nie łączy, kolegujemy się tylko. Przepraszam spieszę się- ucięłam rozmowę, bo wiedziałam dokąd zmierza.
- Dziękuję za rozmowę.
Nie świadoma konsekwencji tej wymiany zdań, odeszłam. Poszłam jak najszybciej na przystanek, na szczęście, w tym samym momencie podjechał autobus. Dojechałam do domu dość szybko, korków nie było. Wpadłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Byłam już zmęczona. Sprawdziłam moją walizkę, stała spakowana, gotowa do wyjazdu.
Jadę tam zupełnie sama, nie mam we Wrocławiu nawet nikogo znajomego. Przez ten tydzień będę mieszkać w hotelu. Jeżeli dostanę się na AWF, to rodzice wynajmą mi domek. Jakoś dam radę, jak zawsze. Wyrwana z rozmyśleń przeczuciem, spojrzałam na zegarek- 17.31. Zeszłam do kuchni i zaczęłam przygotowywać sobie podwieczorek. Zrobiłam sobie moją ulubioną sałatkę caprese i usiadłam na kanapie w salonie. W tym samym momencie zadzwonił mój telefon.
- Halo
- Hej, to ja Jerzy. Jak z wieczorem?
- Przecież się zgodziłam- zaczęłam się śmiać.
- No tak, tak, ale o której mogę po Ciebie przyjechać?
-19.30 pasuje ?
-Jasne.
-A gdzie chcesz mnie zabrać?- zapytałam zaciekawiona.
-Niespodzianka. Ubierz wygodne buty- zakomunikował.
- Okey, to do zobaczenia.
-Paa.
Teraz to mnie zaciekawił… Już wiedziałam, w co się ubiorę- rurki i niebieską tunikę, a do tego moje ulubione trampki z Nike. Miałam jeszcze jakieś półtorej godziny, więc na spokojnie się przebrałam, zeszłam na dół i usiadłam przed telewizorem. Po pół godzinie wrócili rodzice.
- Hej, co tam u Gosi?
-Cześć, wszystko dobrze. Marysia trochę się smarka, ale tak to nic. Gotowa jesteś ?
-Tak, spakowałam wszystko…
- No to dobrze, czemu się tak wystroiłaś? Zamierzasz spędzić na kanapie całą noc ?
-Znajomy zaprosił mnie na spotkanie, przyjedzie po mnie.
- A Paweł? – znów… Od razu podejrzewa mnie o zdradę.
- A Paweł przyjechał, został na noc, a jak rano poszłam pobiegać i wróciłam to już go nie było bo ponoć dzwoniła pani Marysia…
- No dobrze. Mam nadzieję, że nic się jej nie stało. Mijaliśmy go po drodze…
-Aha- w tym właśnie momencie ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. To był Jerzy. Zdziwiłam się, był za wcześnie.
-Przepraszam, że tak szybko przyjechałem, ale musiałem się już z Tobą zobaczyć.
-Spoko, może wjedziesz ?- przeszliśmy do salonu, gdzie siedzieli moi rodzice. Zdziwili się trochę.
- Mamo , tato, to najlepszy polski tenisista. Jerzy Janowicz- podali sobie ręce.
- Miło mi- powiedział tata.
- Mi również.
- Cieszę się, że mogę pana poznać- uśmiechnęła się moja mama. Cieszyłam się, że go zaakceptowała.
-Dobra to my pójdziemy do mnie. Chcesz coś do picia ?
-Jeżeli to nie kłopot to poproszę wodę.
- Żaden, mamo przyniesiesz nam ?- zapytałam mamy.
-Zaraz wam doniosę- powiedziała, kierując się do kuchni
Poszliśmy do mojego pokoju, w którym zazwyczaj panuje ogromny bałagan, lecz dziś wszystko było w jak najlepszym porządku, iż spakowałam większość rzeczy do walizki. Czułam motylki w brzuchu, trochę się denerwowałam. Nie mogłam uwierzyć, że mój idol jest w moim pokoju. Musiałam dziwnie wyglądać, rozstrzygając to w głowie, bo siedzący na moim łóżku JJ zapytał:
-Coś się stało?
-Nie, nie, nic. Po prostu nadal nie mogę uwierzyć w to, że siedzisz w moim pokoju. Kiedyś to było moim marzeniem, nie realnym do spełnienia.
-To chyba nie może być aż tak ekscytujące…
- Nie czułeś tego nigdy ?- zdziwiłam się, ale postanowiłam, że wytłumaczę mu obrazowo jak się czuję.
-Nie raczej, nie…

niedziela, 7 lipca 2013

rozdział trzeci.

- Witaj, bardzo przyjemnie, a Tobie ?
- Świetnie, nigdy Cię tu nie widziałam… Jestem Karolina, ale możesz mówić do mnie Karola, a Ty ?
- Ja jestem Jerzy, Jurek, jak wolisz. Przyjechałem tutaj na turniej tenisa.
-O kocham tenis. Czasami gram amatorsko, jutro wyjeżdżam, więc nawet nie mogłabym Cię zobaczyć w akcji.
- Dokąd?- zainteresował się
- Wrocław. Testy na AWF.
-Hmm dzisiaj gram w ćwierćfinale, może wpadniesz?- zaproponował.
-Bardzo chętnie, o której ?- chciałam zobaczyć jak gra. Przypominał mi kogoś…
- Dzisiaj gram o 15- uśmiechnął się- przyjedź na Lodogryf i powiedz w biurze, że jesteś od Jerzego. Ale jeżeli wpadłabyś o 13 to rozegralibyśmy seta, miałbym wtedy taki trening. Co Ty na to ?
-Ojej bardzo chętnie, a mogę wziąć ze sobą mojego chłopaka ?
-Jasne nie ma sprawy. Ojć muszę już uciekać… Do zobaczenia.
-Pa, mam wziąć swoją rakietę ?
-Jak masz to możesz :)- odpowiedział mi w biegu.

Bardzo fajny chłopak , chyba w wieku Pawła, może troszkę starszy. Szybko potruchtałam do domu, bo na pewno Misiu już wstał.

Jurek:
Karola chyba mnie nie poznała, ale to lepiej. Pozna mnie jako normalnego faceta, a nie gwiazdę. Wygląda na miłą, wrażliwą i ambitną dziewczynę. Bardzo dobrze się z nią czułem... Zobaczę jak jej idzie gra w tenisa :)
Biegłem do umówionego miejsca, gdzie już czekała na mnie taksówka, zabierająca mnie na miejsce gry. Dojechaliśmy szybko, poszedłem pod prysznic i na masaż. Trzeba rozluźnić mięśnie przed meczem. Później poszedłem na obiad, jakiś lekkostrawny posiłek. Mam nadzieję, że jej się spodoba gra ze mną.

Karola:
Wpadłam do domu zdyszana. Wcześniej biegałam ile sił w nogach. Od razu weszłam na piętro do mojego pokoju. Pawła nie było, zostawił pościelone łóżko. Może jest w łazience pomyślałam, poszłam, ale tam też nikogo nie było. Zeszłam z powrotem do kuchni i zobaczyłam karteczkę na lodówce.
Kociaku, dzwoniła mama i mówiła, że jestem jej potrzebny. Wyjeżdżam, zobaczymy się za dwa tygodnie, będę tęsknił :*
Postanowiłam pójść pod prysznic, a potem spakować resztę rzeczy do Wrocławia i na spotkanie z Jurkiem. Właśnie Jurek… Miał w sobie coś, co nie pozwalało mi o nim zapomnieć. Szybko wzięłam prysznic, wskoczyłam w dres i poszłam poszukać swojej rakiety. Leżała w szafie, w torbie, na swoim miejscu. Wygrzebałam z torby też moją ulubioną sukienkę. To kolekcja na RG Maszy (Maria Szarapova)- różowo- szara. Na dzisiejszy trening idealna. Założyłam stanik sportowy i wybrałam jedną z bokserek. Poszłam do lustra, wyglądałam świetnie.

Zbliżała się 12.15, wiec zabrałam wszystko: wodę, komórkę i torbę, zamknęłam dom i poszłam na przystanek. Czekając na autobus, próbowałam się dodzwonić do Pawła, ale on nie odbierał… Przyjechał autobus, znalazłam sobie miejsce. W słuchawkach leciała moja ulubiona muzyka. Po 15 minutach byłam na miejscu. Na razie było mało ludzi. Udałam się do recepcji- jak polecił Jerzy.
-Dzień dobry, ja do Jerzego, gra w tym turnieju- powiedziałam z uśmiechem.
- A tak, oczywiście, pani Karolina ?
- Tak to ja
- Dobrze, zapraszam za mną- gestem wskazała jedną ze ścieżek wzdłuż kortów- pójdzie pani prosto, potem skręci w lewo na kort nr 6, tam już czeka pan Janowicz- uśmiechnęła się i odeszła.
Byłam przed czasem, poszłam powoli. Bez problemy znalazłam kort. Był już tam, rozgrzewał się i rozmawiał z trenerem. Przypomniałam sobie co powiedziała recepcjonistka. Janowicz… Wiedziałam, że go skądś znam. Idol z dzieciństwa, dawny znajomy z kortów. Zauważył mnie.
- Hej, jak tam ? Chcesz iść do szatni? – zapytał
-Ok. Chętnie- uśmiechnęłam się, chociaż moje myśli nie dawały mi spokoju.
- Okej, zaprowadzę Cię.
Poszliśmy. Rozmawialiśmy całą drogę. Przypomniałam sobie te czasy i to z jakiego powodu był moim idolem. Zawsze potrafił dążyć do wymarzonego celu, ja się poddałam z braku sukcesów. On mnie nie pamiętał, ale ja go bardzo dobrze. Kiedyś mi się podobał, teraz mam swojego mężczyznę z którym jestem bardzo szczęśliwa.
Doszliśmy do szatni. Skoczyłam szybko do toalety i wróciłam przebrana w sukienkę. Cały czas zastanawiałam się, dlaczego nie powiedział mi, że to on, że to JJ… Nie wytrzymałam.
- Czemu mi nie powiedziałeś, że jesteś tym Jerzym ?
- Nie chciałem, żebyś spotkała się ze mną tylko dla mojej sławy. Ostatnimi czasy mam tego po dziurki w nosie, to jest masakryczne, gdy ktokolwiek Cię spotyka, prosi o zdjęcie, autograf itp. Kocham swoich fanów, ale nie dają mi spokoju, szczególnie od mojego występu w Paryżu…- widziałam, że jego oczy posmutniały, byłam na siebie zła, że poruszyłam ten temat- Wiesz, że ślicznie wyglądasz ?- zapytał.
- Dziękuję. Wiesz, że byłeś moim idolem jeszcze kilka lat temu?- postanowiłam mu nie przypominać naszych koleżeńskich układów za czasów mojej gry w tenisa. Dużo się od tego czasu zmieniło, przede wszystkim mój wygląd, nie byłam już niskim, nabitym dzieckiem. Wyrosłam, schudłam i cieszyłam się życiem!
-Naprawdę?
- Tak, mówię całkiem serio- uśmiechnęłam się.
- Teraz to mnie porządnie zaskoczyłaś :). Teraz, właśnie w tej chwili, masz szansę zagrać ze swym idolem- pokazał mi język i wyszliśmy z szatni.
- To jak gramy?- zapytałam, gdy weszliśmy na kort.
-Poodbijajmy, jak nam starczy czas, to rozegramy seta.
-Oki to zaczynam !- zaczęłam się śmiać, bo pierwsza podbiegałam po piłeczki, Jerzy nie miał nic do gadania.

Odbiłam piłkę, a Jurek posłał ją w moją stronę cudownym forhendem . Piłka z ogromną prędkością leciała w przeciwny narożnik, ale ja pamiętałam czasy dzieciństwa i wykorzystałam stary sposób. Ku zaskoczeniu mojego idola dobiegłam do tej piłki i posłałam ją wysokim lobem. Odpowiedział mi wolejem i to było kończące uderzenie. Graliśmy przez jakieś 40 minut. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy i wszystko co możliwe.
-Karolka, ja muszę iść przygotować się do meczu. Jak chcesz możesz pójść ze mną. I tak przecież wybierasz się do szatni.
-Skoro nalegasz- wystawiłam język. Jerzy rozbawiony pociągnął mnie za rękę.
-Chodź już, bo się spóźnię- nie stawiając oporu poszłam z nim do szatni. Podczas naszej drogi, rozmowa stopniowo przeradzała się w flirt, zapomniałam o całym świecie. Śmiejąc się zapytał.
-Zostaniesz na meczu, to dla mnie ważne.
- Nie mam innych planów...


rozdział drugi.

-Paweł zaczekaj, nie jestem gotowa…- wstałam dałam mu buziaka w nos, ubrałam się w szlafrok, poleciałam pod prysznic. Wiem, że nie był zadowolony. Wróciłam po jakiś 15 minutach i położyłam się spać. Paweł poszedł do łazienki, wrócił i poczułam jego ciepło obok. Wtuliłam się w niego, a on objął mnie swoimi silnym ramionami. Zasnęłam…

Obudziłam się o 10, Paweł spał. Zeszłam do kuchni i wstawiłam wodę na herbatę. Zastanowiłam się czy dobrze zrobiłam wieczorem. Postanowiłam zadzwonić do Oli. Odebrała natychmiast.
- Cześć, co tam? Słyszałam, że Paweł do Ciebie przyjechał.
-Hej… Tak, jest od wczoraj. Chciał się wczoraj ze mną przespać, ale dla mnie to jeszcze za szybko. Nie wiem czy jest na mnie zły czy nie, ale jutro wyjeżdżam i nie wiem już…
- Ojć, myślę, żebyś dała spokój, Paweł jest wyrozumiały. Przemyślisz to we Wrocławiu i wszystko będzie dobrze.
-Dzięki Olcia. Oki, ja muszę kończyć, bo ja idę pobiegać.
-Papa- rozłączyłam się, wypiłam herbatę, wskoczyłam w adidasy i dresy. Napisałam karteczkę dla Pawła i wyszłam. Pobiegłam w stronę mojego ulubionego parku. Często spotykałam tam biegaczy. Dzisiaj byłam sama. Zrobiłam rozgrzewkę i zaczęłam truchtać znajomymi ścieżkami. W pewnym momencie ujrzałam bardzo wysokiego mężczyznę. Nigdy wcześniej go tu nie spotkałam ani nie widziałam. Podbiegłam do niego i zagadałam.
- Hej Kolego, jak tam jogging?- zapytałam...

rozdział pierwszy.

Poleciałam szybko do pokoju i wykopałam z szafy niebieską sukienkę. Uczesałam włosy w kocza i zrobiłam makijaż. Wyglądałam świetnie. Ubrałam buty i poszłam powoli do naszej ulubionej kawiarni. Usiadłam przy stoliku i zamówiłam kawkę. Czekałam na niego, wiedziałam, że jedzie do mnie, więc byłam spokojna. Zauważyłam go w drzwiach. Zaszedł mnie od tyłu i zakrył oczy.
-Paweł !- wykrzyknęłam
- Hej Kociaku- powiedział i dał mi całusa- stęskniłem się za Tobą.
- No hej, ja za Tobą też :)- odpowiedziałam- musze powiedzieć Ci coś… jak wiesz skończyłam liceum i chcę studiować…
- Wiem, ale co to ma wspólnego ze mną ?
- Bo chcę wyjechać, właściwie to już zostałam przyjęta, teraz tylko pozostało kilka testów sprawnościowych i studiuję we Wrocławiu…
- Wiesz, że trzymam za Ciebie kciuki, ale ciężko będzie się rozstać :(
- Ale ja się martwię o nasz związek- powiedziałam spuszczając wzrok.
- Skarbie, zobacz, teraz Ty dramatyzujesz… Mieszkasz w Szczecinie, a ja w Golczkowie, po mimo tego jesteśmy już razem 2 lata.
- Ale teraz będzie dzielić nas dużo, dużo więcej kilometrów…
- Damy radę, nie panikuj, będę Cię odwiedzał. Będzie dobrze.
- Jak Twoja podróż ?- zmieniłam temat.
-Nawet, trochę korków było, bo jakiś wypadek, ale tak to spokojnie.
-To jak dzisiaj robimy? Zostajesz u mnie prawda?
-Jeżeli tylko chcesz :)
-Chcę spędzić z Tobą ten ostatni dzień.
-No to może chodźmy pochodzić po parku- Paweł poszedł zapłacić, a ja zaczęłam się zbierać.

Wyszłam na dwór. Świeciło słoneczko, lato w pełni. Paweł dogonił mnie, złapał mnie za rękę i szliśmy przez dłuższy czas w milczeniu, ciesząc się sobą. Potem poszliśmy do mnie. Rodziców nie było w domu, ale postanowiliśmy obejrzeć film u mnie w pokoju. Wzięłam sok i ciastka i ruszyliśmy do mnie. Była już jakaś 22.00, gdy dostałam sms’a od mamy, że jadą do Gosi i wrócą dopiero przed moim wyjazdem.
-Więc mamy cały dom dla siebie- uśmiechnęłam się do Pawła
-Miło, ale chodź, dokończymy oglądać film, bo ciekawie się zaczyna- złapał mnie w pół i zaniósł po schodach do góry. Śmiałam się i uderzałam go po plecach, aby mnie puścił. Oczywiście nic to nie dało. Położył mnie na łóżko, włączył filmy i położył się obok. Oparłam swoją głowę na jego brzuch. Był przyjemnie umięśniony. Pracował nad tym od 3 lat.
Byłam zmęczona, więc w połowie filmu zaczęłam przysypiać. Paweł to zauważył i pocałował mnie namiętnie.
-Kocham Cię, bardzo- powiedział szeptem
Odpowiedziałam mu pocałunkiem, bo wiedziałam, że mu to wystarczy. Nie potrzebował więcej czasu. Zaczął mnie całować po szyji. Wiedziałam, co chce zrobić. Nie chciałam tego…