piątek, 12 lipca 2013

rozdział czwarty.

Czas do 14.40 spędziliśmy na rozmowie. Przed wyjściem z szatni życzyłam mu powodzenia i dałam spontanicznego buziaka w policzek. Lekko się zaczerwienił, ale nic nie powiedział. Stwierdziłam jednak, że pójdę na trybuny do jego trenera. Zatopiłam się w tłumie kibiców, którzy przyszli na pewno na jego mecz jako turniejowego nr 1. Doszłam do wejścia na kort i tu czekała mnie niespodzianka. Tłumy były ogromne, na szczęście Jurek to przewidział i dostałam od niego wejściówkę dla VIP-ów. Momentalnie znalazłam się na trybunach. Rozejrzałam się i dostrzegłam mężczyznę. Domyśliłam się, że to musi być jego trener. Poszłam do boksu trenerskiego i przywitałam się z Kimem. Mówił po polsku. Cieszyłam się, chociaż byłam przygotowana na rozmowę po angielsku, która także nie sprawiłaby mi żadnej trudności. Był bardzo miłym facetem. Rozmawialiśmy o tenisie, aż do czasu, gdy Jurek nie pojawił się na korcie. Pomachałam mu nieśmiało i kontem oka zauważyłam, że Kim się uśmiecha.
Zaczynali się rozgrzewać, poczułam wibracje telefonu- to Paweł. Musiałam odebrać, bo już się o niego martwiłam.
- Halo ?
-No hej. Dopiero dojechałem, mam nadzieję, że się nie gniewasz ?
-Byłam trochę zła, ale już mi przeszło.
- ooooo
-Hahaha- zaczęłam się śmiać- okey, ja muszę kończyć, bo mecz się zaczyna.
-Jaki mecz?
-Dostałam, tzn. dostaliśmy zaproszenie na mecz tenisa, ale musiałam pójść bez Ciebie. -Buziaczki, hej- wyłączyłam telefon i schowałam do kieszeni.
Wróciłam w momencie, gdy Jerzy zaczynał mecz od swojego serwisu. Usiadałam, akurat popatrzył na mnie, jakby upewniał się czy jestem na miejscu. Pokazałam mu zaciśnięte kciuki, uśmiechnął się, a ja miałam przeczucie, że jest w wyśmienitej formie. Założyłam okulary, bo akurat przyświeciło słonko. Obserwowałam z zaciekawieniem mecz, dawno na żadnym nie byłam, więc emocje były fantastyczne.
Od początku mecz przebiegał po jego myśli, grał w swoim stylu. Rywal gubił się, nie mogąc znaleźć dla siebie optymalnego rytmu gry. Z tego powodu mecz zakończył się nie innym wynikiem, niż wygraną Jurka 6:2 6:0. Razem z Kimem szybko udaliśmy się do szatni i pogratulowaliśmy zwycięzcy świetnego meczu.
-No to teraz prysznic, konferencja i jestem wolny- powiedział wyraźnie zadowolony Jerzy.
-Chyba należy Ci się jakaś nagroda.
-Mam pomysł, najlepszą nagrodą będzie spędzenie z Tobą tego wieczoru…- uśmiechną się tak pięknie, że nie potrafiłam mu odmówić.
- Dobra, nie będę wam przeszkadzał- powiedziała trener- bawcie się dobrze. A Ty- powiedział zwracając się do Jerzyka- pamiętaj, że masz jutro mecz o 18.
-Okej, okej.
-Dobra mistrzu, leć pod prysznic, bo dziennikarze czekają. A ja zmykam.
- A co z wieczorem?
-Tu masz mój numer- powiedziałam, biorąc jego komórkę i wstukując numer- jakoś się zgadamy.
- Zadzwonię po konferencji.
- Oki, paaa- zabrałam swoją torbę i wyszłam. Kierowałam się do wyjścia, gdy podszedł do mnie jeden z dziennikarzy.
-Przepraszam Panią, możemy zamienić dwa słowa ?
- A dlaczego pan chce ze mną rozmawiać- zdziwiłam się- przecież ja jestem zwykłym kibicem, a nie jakąś tenisistką…
- Ponieważ widziałem Panią w boksie tenisowym obok trenera Janowicza. A poza tym wychodziła teraz panie z szatni Jerzego.
- A to o to panu chodzi… Nic mnie z Jerzym nie łączy, kolegujemy się tylko. Przepraszam spieszę się- ucięłam rozmowę, bo wiedziałam dokąd zmierza.
- Dziękuję za rozmowę.
Nie świadoma konsekwencji tej wymiany zdań, odeszłam. Poszłam jak najszybciej na przystanek, na szczęście, w tym samym momencie podjechał autobus. Dojechałam do domu dość szybko, korków nie było. Wpadłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Byłam już zmęczona. Sprawdziłam moją walizkę, stała spakowana, gotowa do wyjazdu.
Jadę tam zupełnie sama, nie mam we Wrocławiu nawet nikogo znajomego. Przez ten tydzień będę mieszkać w hotelu. Jeżeli dostanę się na AWF, to rodzice wynajmą mi domek. Jakoś dam radę, jak zawsze. Wyrwana z rozmyśleń przeczuciem, spojrzałam na zegarek- 17.31. Zeszłam do kuchni i zaczęłam przygotowywać sobie podwieczorek. Zrobiłam sobie moją ulubioną sałatkę caprese i usiadłam na kanapie w salonie. W tym samym momencie zadzwonił mój telefon.
- Halo
- Hej, to ja Jerzy. Jak z wieczorem?
- Przecież się zgodziłam- zaczęłam się śmiać.
- No tak, tak, ale o której mogę po Ciebie przyjechać?
-19.30 pasuje ?
-Jasne.
-A gdzie chcesz mnie zabrać?- zapytałam zaciekawiona.
-Niespodzianka. Ubierz wygodne buty- zakomunikował.
- Okey, to do zobaczenia.
-Paa.
Teraz to mnie zaciekawił… Już wiedziałam, w co się ubiorę- rurki i niebieską tunikę, a do tego moje ulubione trampki z Nike. Miałam jeszcze jakieś półtorej godziny, więc na spokojnie się przebrałam, zeszłam na dół i usiadłam przed telewizorem. Po pół godzinie wrócili rodzice.
- Hej, co tam u Gosi?
-Cześć, wszystko dobrze. Marysia trochę się smarka, ale tak to nic. Gotowa jesteś ?
-Tak, spakowałam wszystko…
- No to dobrze, czemu się tak wystroiłaś? Zamierzasz spędzić na kanapie całą noc ?
-Znajomy zaprosił mnie na spotkanie, przyjedzie po mnie.
- A Paweł? – znów… Od razu podejrzewa mnie o zdradę.
- A Paweł przyjechał, został na noc, a jak rano poszłam pobiegać i wróciłam to już go nie było bo ponoć dzwoniła pani Marysia…
- No dobrze. Mam nadzieję, że nic się jej nie stało. Mijaliśmy go po drodze…
-Aha- w tym właśnie momencie ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. To był Jerzy. Zdziwiłam się, był za wcześnie.
-Przepraszam, że tak szybko przyjechałem, ale musiałem się już z Tobą zobaczyć.
-Spoko, może wjedziesz ?- przeszliśmy do salonu, gdzie siedzieli moi rodzice. Zdziwili się trochę.
- Mamo , tato, to najlepszy polski tenisista. Jerzy Janowicz- podali sobie ręce.
- Miło mi- powiedział tata.
- Mi również.
- Cieszę się, że mogę pana poznać- uśmiechnęła się moja mama. Cieszyłam się, że go zaakceptowała.
-Dobra to my pójdziemy do mnie. Chcesz coś do picia ?
-Jeżeli to nie kłopot to poproszę wodę.
- Żaden, mamo przyniesiesz nam ?- zapytałam mamy.
-Zaraz wam doniosę- powiedziała, kierując się do kuchni
Poszliśmy do mojego pokoju, w którym zazwyczaj panuje ogromny bałagan, lecz dziś wszystko było w jak najlepszym porządku, iż spakowałam większość rzeczy do walizki. Czułam motylki w brzuchu, trochę się denerwowałam. Nie mogłam uwierzyć, że mój idol jest w moim pokoju. Musiałam dziwnie wyglądać, rozstrzygając to w głowie, bo siedzący na moim łóżku JJ zapytał:
-Coś się stało?
-Nie, nie, nic. Po prostu nadal nie mogę uwierzyć w to, że siedzisz w moim pokoju. Kiedyś to było moim marzeniem, nie realnym do spełnienia.
-To chyba nie może być aż tak ekscytujące…
- Nie czułeś tego nigdy ?- zdziwiłam się, ale postanowiłam, że wytłumaczę mu obrazowo jak się czuję.
-Nie raczej, nie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz