piątek, 12 lipca 2013

rozdział piąty.

-To kto jest Twoim największym idolem?
-Hmm… Może Nadal i Federer za styl, technikę i umiejętność poruszania się na korcie…
- To wyobraź sobie, że spotykasz przypadkiem Nadala biegającego po parku, spędzasz z nim cały dzień, a potem zapraszasz go do siebie. Wchodzi do twojego pokoju i rozmawiacie, o niczym, tak jakbyście znali się od lat- zauważyłam, że Jerzy zamknął oczy i próbował sobie to wyobrazić-pomogło?
-Chyba zaczynam czuć to.
- No to moje umiejętności tworzenia bajek w końcu na coś się zdały. Wiesz co? Cieszę się że Cię spotkałam.
-Ja też i to bardzo. Mówiłem Ci już jak świetnie grasz w tenisa ? Dlaczego nie trenujesz?
- Jak miałam 10 lat, byłam na kilku turniejach, trenowałam 3 razy w tygodniu, ale rodzice widzieli, że mnie to męczy, że robię to z przymusu. Nie było to wtedy moją pasją i uznali, że trzeba mnie wypisać. Potem, gdy już do tego dorosłam, nie chcieli znów marnować pieniędzy, bo bali się, że postąpię tak jak poprzednio.
- Ale dziewczyno, Ty masz ogromny talent, nawet Kim mi to przyznał dzisiaj w szatni. Masz talent- myślisz na korcie, przewidujesz lot piłki i świetnie poruszasz się pomimo tego, że tak jak ja jesteś dosyć wysoka.
-Niestety. Wygrałam kilka małych turnieji amatorskich. To wszystko, wystarczy mi, że jestem mistrzynią zachodniopomorskiego – mówiąc to pokazałam mu moje najcenniejsze trofeum, które stało na zaszczytnym miejscu.
-Łał. Gratulacje, widzę, że to z tego roku.
-Tak, udało mi się.
W tym momencie do pokoju weszła mama i postawiła na biurku tacę z dzbankiem wody z cytryną i dwie szklanki. Szybko się ulotniła, że nie zdążyłam jej nawet powiedzieć dziękuję. Jerzy podszedł do mojej komody, a tam stało moje zdjęcie z Pawłem, z okazji naszej 1. rocznicy.
- To Twój chłopak?- zapytał
- Tak, Paweł.
- Mhm, długo razem jesteście ?
-Zależy jak kto na to patrzy. Dwa lata- uśmiechnęłam się do swoich wspomnień, tak długo się starałam, aby w końcu mnie zauważył…
-No to według mnie długo, jak on z Tobą tyle wytrzymał?- zaczął się śmiać, a ja nie wiele myśląc złapałam poduszkę z łóżka i w niego rzuciłam.
-Dobra, kończymy mój temat. Opowiesz mi coś o sobie?
- Może- uśmiechnął się tajemniczo- co byś chciała wiedzieć?
-Hmm… Jak trenujesz, jak wygląda Twój jeden zwykły, niezwykły dzień?
-No to najczęściej wychodzę gdzieś tak 6-7 rano na jogging, biegam jakąś godzinę, potem siłownia albo kort, zależy co trener ma w planach, obiad i kort. Na korcie trenuję uderzenia różnego rodzaju albo poprawiam serwis itd.
- OOO Ty musisz serwis poprawiać?
- Kilka niuansów, nic wielkiego. Ostatnio nie wychodzi mi w kluczowych momentach meczu. Tak jak np. ostatnio w Monte Carlo.
-Nie oglądałam meczu, ale pamiętam, że wygrywałeś 5:1 w tie-breaku…
-Tak, nie wiem co się ze mną wtedy stało.
-Może potrzebujesz popracować trochę z psychologiem- zaproponowałam.
- Tak, szukamy odpowiedniego kandydata. Ale w przyszłości będę też potrzebował fizjoterapeuty…
-Och, kurcze, musisz na mnie poczekać 3 lata :)
-Mam nadzieję, że przez ten czas będziemy utrzymywać ze sobą kontakt.
- Liczę na to.
Zerknęłam na zegarek. Przesiedzieliśmy już dwie godziny rozmawiając o tych różnych rzeczach. Chciałam to zrobić dyskretnie, ale niestety nie udało mi się i Jerzy to zauważył. Postanowił, że zamówi taksówkę i zabierze w to tajemnicze miejsce. Ubraliśmy się i wyszliśmy na dwór. Transport przyjechał szybciej niż się spodziewaliśmy. Wsiedliśmy, a Jerzy podał karteczkę kierowcy, domyśliłam się, że na niej jest zapisany adres. Jechaliśmy przez dobre pój godziny, a może i nawet dłużej. Gdy dotarliśmy nie wiedziałam, gdzie jestem.
-Dokąd przyjechaliśmy ?- zapytałam i wpatrzyłam się w otaczający mnie wspaniały krajobraz.
-Niespodzianka słonko- pokazał mi język i pociągnął za rękę. Powiedział do mnie słonko, czy mi się tylko zdawało… Stwierdziłam jednak, że podejmę tą słowną gierkę, co jak co, ale z Pawłem nie miałam na to za często okazji. Obudziło się we mnie coś… Było to uczucie dawno zapomniane, takie które prawdopodobnie już dawno wygasło. Poczułam przyjemne ciepło, jakie dawniej czułam tylko przy Pawle… Nie, nie, nie mogłam zakochać się w Jerzym, to by nie było fair.
- O czym tak intensywnie myślisz?- dopiero teraz zauważyłam, że przygląda mi się z zainteresowaniem.
-A o niczym, kocie- puściłam oczko.
-Powiedzmy, że Ci wierzę.
-Jak można mi nie wierzyć ?- zapytałam z pretensją.
-Tobie zawsze- i musnął mnie z zaskoczenia po policzku....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz