piątek, 12 lipca 2013

rozdział czternasty.

Przyłożyłam głowę do poduszki i momentalnie zasnęłam. Obudziły mnie wibracje telefonu. Nie wiedziałam, która godzina, po omacku znalazłam na szafce telefon. Była 3 rano, dostałam sms’a  od Olci. Napisała, że chce mnie przeprosić i że dzisiaj przyjeżdża. Nie odpisałam jej, iż byłam nie przytomna. Wstałam, poszłam do kuchni i napiłam się wody. Znów w pewnym momencie zakręciło mi się w głowie. Cholera! Co się dzieje ? Jak wrócę z Hiszpanii pójdę do lekarza, to nie może tak być.
Wróciłam do łóżka. Przewalałam się z boku na bok nie mogąc zasnąć. Ciągle myślałam o tym wszystkim co wydarzyło się w ciągu tego zwariowanego tygodnia. Przecież to nie mogła być prawda. Dzisiaj wyjazd do Łodzi. Matko, czy jego rodzice mnie zaakceptują ? Tego nie wiem, nie jestem żadnym ideałem, nie gram w tenisa ani w siatkówkę… Te myśli ciągle krążyły mi po głowie, leżałam ta dobrą godzinę. Nie wiem o której zasnęłam ponownie. Obudził mnie Jerzy, który wstawał na poranną przebieżkę.
-Hej- uśmiechnęłam się do niego.
-Oj, przepraszam nie chciałem Cię obudzić- pocałował mnie- idę pobiegać, potem przyjdę, zjemy i pojedziemy, daleka droga przed nami.
-Pa- wyszedł, a ja padłam na łóżko i dalej spałam. Obudziłam się jakoś o dziesiątej. Jerzego nadal nie było, wstałam, poszłam do łazienki. Wyglądałam, ugh… szkoda gadać. Zmoczyłam twarz zimną wodą, wytarłam w ręcznik. Wróciłam do pokoju, poszukałam w walizce swoich ulubionych pastelowych spodenek i niebieskiej koszuli. Ubrałam się i tradycyjnie już zamówiłam kawę do pokoju. Odebrałam ją, pachnącą i gorącą. Wyszłam na balkon. Było mi tak przyjemnie. W tym momencie jak na złość zadzwonił telefon. Ola.
-Tak?
-Masz ochotę na spotkanie?- zapytała.
-Nie mogę, wyjeżdżam dzisiaj do Łodzi.
-Ale może wpadnę do Ciebie do domu, proszę , chociaż na chwilę- nalegała. Ja również chciałam się z nią spotkać, wyjaśnić sobie wszystko w cztery oczy.- To co będę za godzinę ?
-Nie, nie, nie ma mnie w domu, jestem w hotelu.
-Jak to, wyprowadziłaś się ?
-U Jerzego, dzisiaj wyjeżdżamy, jeżeli hmm…- zastanowiłam się- to wpadnij do Pajoramy, spotkamy się w hotelowej kawiarni.
- Oki, zaraz będę.
-Czekam.
Wysłałam Jerzemu sms’a, że jestem w restauracji i zeszłam na parter, zamykając pokój. Zamówiłam sobie zestaw śniadaniowy i zajęłam stolik na zewnątrz, ciesząc się z widoków i słońca. Rozkoszowałam się tym, gdy przyszedł kelner z moim omletem i sokiem. Kiedy już kończyłam jeść, zobaczyłam Olę wchodzącą do kawiarni, rozglądała się, szukając mnie. Pomachałam do niej, podeszła bliżej, a ja nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Wyglądała oszałamiająco.
Ubrała krótkie dżinsowe spodenki i żółtą koszulkę na szerokich ramiączkach. Jej ciemne włosy, tym razem były pofalowane, a oczy które zazwyczaj były nie pomalowane, dzisiaj powalały swoją tajemniczością.
Przywitała się ze mną, po chwil podeszła kelnerka, przyjęła zamówienie i miałyśmy czas swobodnie porozmawiać. Na początku rozmawiałyśmy o najnowszych wydarzeniach w Golczkowie, czyli powiedzmy sobie szczerze plotkowałyśmy. Potem przeszła do gorszych tematów.
-Słuchaj, chciałam Cię przeprosić, za to co ostatnio powiedziałam…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz