piątek, 12 lipca 2013

rozdział siódmy.

-Biegam po parku, tam gdzie wczoraj.
-Poczekaj na mnie, zaraz tam będę.
-Czekam.
-Biegam po parku, tam gdzie wczoraj.
-Poczekaj na mnie, zaraz tam będę.
-Czekam.
Przebrałam się w dres i wyszłam z domu. Przebiegając obok kiosku, stanęłam jak wryta. Na pierwszej stronie w Fakcie, było zdjęcie Jurka z podpisem: CZYŻBY NOWA MIŁOŚĆ JERZEGO?!. Od razu kupiłam gazetę, otworzyłam  i zobaczyłam moje zdjęcie, dokładnie to nawet kilka. Jak siedziałam w boksie Jerzego, jak wychodziłam z szatni, jak graliśmy i jak obejmowałam go po meczu. Pod spodem moje słowa, które rzekomo wypowiedziałam po meczu, że jesteśmy parą. Biegłam do parku zdenerwowana. Zobaczyłam Jurka, który od razu się zatrzymał.
-Co się stało?- zapytał.
- To- rzuciłam mu gazetę. Jego wyraz twarzy zmienił się diametralnie. Ze zmartwienia w wściekłość.
-Ty z nim rozmawiałaś ?!
-Nie, znaczy powiedziałam, że się tylko kolegujemy.
-Nie potrzebnie w ogóle z nim rozmawiałaś.
-Nie wiedziałam przecież kim on jest...
- Dobrze, nic takiego się nie będzie. Napiszemy do nich i zażądamy sprostowania. Uspokoiłam się trochę, ale w głębi duszy modliłam się, żeby tylko Paweł tego nie zobaczył…
- Słuchaj, zostałam przeniesiona do Katowic na AWF, strasznie się cieszę!  Wyjeżdżam w poniedziałek.
-A to dlatego nie jesteś w pociągu- zaczął się śmiać- no dobrze, ale skoro dzisiaj nie jedziesz, to przyjdziesz na mój mecz prawda ?
-Jasne, skoro mnie zapraszasz. Pobiegajmy- i ruszyłam powoli.
Biegaliśmy przez jakieś 40 minut. Było pięknie, słonecznie i przyjemnie. Pod koniec odprowadził mnie do domu i umówiliśmy się na mecz. Akredytację już miałam. Miałam przyjść godzinkę przed meczem. Przytuliłam się do jego gorącego ciała i weszłam do domu, skoczyłam tradycyjnie do łazienki, odświeżona poszłam do kuchni. Przygotowałam sobie obiad- naleśniki ze szpinakiem, przy okazji usmażyłam kilka dla rodziców. Pewnie wrócą zmęczeni z pracy to będę mieli gotowe. Zjadłam, pozmywałam i stwierdziłam, że mogę usiąść na trochę do laptopa. Włączyłam facebooka i twittera. Po pierwsze dostałam zaproszenie na imprezę integracyjną przyszłych studentów. Zapraszają z osobą towarzyszącą, więc muszę zadzwonić do Pawełka. A po drugie, tysiące wiadomości od znajomych pytających o co chodzi z Jerzym i dlaczego rozstałam się z Pawłem. Odpisałam tylko najbliższym znajomym, a potem dodałam długi post, jako sprostowanie. Miałam nadzieję, że to wystarczy. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer mojego Misia.
-Hej, co tam porabiasz ?
- Właśnie kopię mamie ogródek, a Ty?
-Ja zbieram się na mecz- po chwili jednak, stwierdziłam, że popełniłam błąd mówiąc mu o tym…
-Jaki znowu mecz?  Przecież jesteś we Wrocławiu…- wyczuwałam, że jeszcze trochę i wybuchnie kolejna kłótnia. Coś ostatnio między nami się nie układało. Coś się psuło, oddalaliśmy się od siebie, dlatego bałam się tego wyjazdu.
-Nie jestem, ponieważ jakieś 3 godziny temu dowiedziałam się, że zostałam przeniesiona do Katowic. Mecz Jerzego, mówiłam Ci wczoraj.
-A tak, znów Jerzy… To kiedy teraz wyjeżdżasz ? Idziesz dzisiaj na siłownię?- zazdrosny był, wiedziałam to.
-W poniedziałek, chyba już nie dam rady na nią wpaść- zastanowiło mnie to, dlaczego  pytał się o siłkę, zazwyczaj nawet nie wiedział w jakie dni na niej jestem.- Słuchaj, mam sprawę. Po testach sprawnościowych jest impreza, dostałam zaproszenie z osobą towarzyszącą, a kto inny jak nie Ty pójdzie ze mną?
-I to by było w Katowicach?
-Tak…
-Wybacz Kochanie, ale nie mam czasu na wyjazdy. Wiesz praca te sprawy…- mówił powoli jakby czekał na moją reakcję. A ja czułam w sobie jakąś gorycz.
-Okej, pójdę sama. Pa
-Pa.
Rzuciłam telefonem i rozpłakałam się. Czułam, że mężczyzna, którego kocham oddala się, tracę go bezpowrotnie… Później zasnęłam, obudziłam się jakoś o 16.30. Wstałam, a właściwe to zerwałam się z łóżka. Poleciałam do lustra. Wyglądałam koszmarnie, zapuchnięte od płaczu oczy, roztrzepane włosy… Szybko przemyłam twarz zimną wodą, a włosy spięłam w kitkę. Przebrałam się w poranny strój, w którym miałam jechać do Wrocławia. Byłam gotowa do wyjścia. Złapałam torebkę i poszłam na półfinał. Jerzy już był dla mnie mistrzem, ale to zostawiłam dla siebie. Pomimo korków, dotarłam lekko spóźniona, tylko 5 minut. Zadzwoniłam do Janowicza.
- Hej gdzie jesteś? W szatni?
-Tak szatnia przy korcie centralnym. Nie wpuszczą Cię tam. Poczekaj wyjdę oki ?- szłam powoli w stronę kortu.
-Jasne, już jestem pod szatnią- gdy to powiedziałam zobaczyłam jak tenisista do mnie macha. Uśmiechnęłam się do niego pomimo mojego podłego humoru. Rozłączyłam się i poszłam w jego stronę. W tym właśnie momencie wszyscy paparzzi zwrócili na nas uwagę, więc gdy byłam już obok niego postanowiliśmy zagrać, podałam mu rękę, on mnie grzecznie w nią ucałował. Wyglądało to tak jakbym przyszła przeprowadzić z nim wywiad, a nie jako przyjaciółka albo dziewczyna. Kiedy weszliśmy do szatni, mogliśmy przestać udawać, przytuliłam się do niego mocno, tego potrzebowałam.
-Co się stało młoda?
-Czuję, że po między mną a Pawłem powstaje mur, jakaś niewidzialna ściana… Ale nie chcę o tym na razie rozmawiać. Słuchaj mnie, mam do Ciebie pytanie, nie zechciałbyś pójść ze mną imprezę integracyjną na AWF- ie ?- zaproponowałam mu to, bo nie chciałam tam być całkiem sama.
-Jasne, cieszę się, że chcesz ze mną pójść. Czemu nie pójdziesz z Pawłem?
-Dzwoniłam do niego, ale powiedział, że ma dużo pracy i nie będzie marnował czasu na bezcelowe wyjazdy do Katowic- wbiłam wzrok w podłogę, próbując opanować łzy.
-Nie wiem jak on mógł coś takiego powiedzieć- popatrz na mnie- Zapamiętaj jedno. Ja zawsze będę miał czas dla Ciebie. Nawet gdy będę na turnieju, na drugim końcu świata- delikatnie musnął mnie w policzek, jego oczy błyszczały. To wystarczyło, żebym wiedziała, że mówi to co czuje. Odsunęłam się od niego.
-Nie możemy, wiesz o tym…
-Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.
-Idę na trybuny. Wierzę, że wygrasz ten mecz.
Uśmiechnęłam się i wyszłam. Tym razem łatwo trafiłam na kort centralny. Kim już tam był. Rozmawialiśmy.
-Jak tam wieczór się udał?
-Aaa miło było- uśmiechnęłam się. Kim pokiwał głową. Po chwili ciszy trener Jerzego zaproponował mi współpracę. Chciał, żebym zagrała z Janowiczem miksta na US Open. On by mnie trenował. A gdybym chciała to po studiach mogłabym być fizjoterapeutką Jurka. Widział jak dobrze się z nim dogaduję, a do tego jak gram. Stwierdziłam, że to przemyślę.
Na kort wyszli zawodnicy. Cały mecz w głowie plątały mi się myśli o propozycji zespołu, o Pawle i o Jerzym. Dopiero po chwili ocknęłam się i zwróciłam uwagę na wynik… Było 6:5 dla przeciwnika, ale Jerzy miał szansę na przełamanie i doprowadzenie do tie- breaku. Popatrzył na mnie, delikatnie się uśmiechnęłam.  Rywal zaserwował, Polak pięknym returnem posłał piłkę na drugą stronę kortu. Nadszedł czas tie- breaku, który osłabił rywala. Janowicz wygrał go 7:1. Następny set poszedł gładko. Polski  tenisista wygrał go 6:3 pewnie rozstrzygając większość gemów na swoja korzyść.
Po meczu Jerzy wbiegł do nas na trybuny i cieszył się jak dziecko, ponieważ w końcu udało mu się w tym roku dojść do finału. Przytuliłam go i stwierdziłam, że pójdę do domu. Jerzy uparcie chciał mnie odprowadzić, ale przypomniałam mu o jego zobowiązaniach wobec organizatora- konferencja, autografy, wywiady dla telewizji… Zasmucił się i poszedł do szatni. Wysłałam mu buziaka i ruszyłam wolnym krokiem. Postanowiłam, ze wpadnę na siłownię, bo skoro jeszcze nie wyjechałam to pójdę do mojego małego świata, odreaguję wszystko i przemyślę. Spokojnie szłam drogą do domu, ciesząc się słońcem. Weszłam do domu, spakowałam krótkie spodenki dresowe i topik do ćwiczeń. Znów wyszłam z domu, coraz rzadziej w nim przebywałam. Po drodze wstąpiłam do Salad Story, zjadłam sałatkę- taki mój obiad. W głowie układałam sobie dzisiejszy plan ćwiczeń.
Zeszłam na parter galerii Kaskady, wsiadłam do windy i wcisnęłam poziom 4. Dojechałam, weszłam do siłowni. Kupiłam wodę i izotonik. Po tym jak przywitałam się ze wszystkim i wytłumaczyłam im, dlaczego nie jestem we Wrocławiu, poszłam do szatni. Następnie, już na sali zrobiłam rozgrzewkę na orbiter ku, szybkie wymachy rąk, skipy i byłam gotowa do ćwiczeń. Przeszłam na bieżnię i postawiłam na długie wybieganie.
Gdy skończyłam, poszłam trenować mięśnie brzucha. Czułam jak powoli zaczynają mnie palić. Byłam do tego przez wyczajona. Na samym końcu zeszłam na dół. Znalazłam swój ulubiony ergometr i zaczęłam ‘’pływać ‘’. Podszedł do mnie Michał, mój trener.
-Hej, jak ćwiczenia?
-Powoli, ale do przodu- oczywiście, zaczęliśmy się śmiać.
-Słuchaj mam dla Ciebie propozycję…
-Słucham Cię uważnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz