Niewiele myśląc stanęłam na palcach i zaczęłam go całować. To już nie
były zwykłe, przyjacielskie pocałunki, teraz stawały się coraz bardziej
namiętne, ale także delikatne. On mógł mi zastąpić Pawła, dać poczcie
bezpieczeństwa, które utraciłam. Jerzy wziął mnie na ręce i zaniósł do
sypialni, nie przestając się całować. Wiedziałam, że dzisiaj jestem
gotowa i chcę to zrobić. Byłam pewna, że przy nim jestem bezpieczna i on
nie zrobi mi krzywdy…
NASTĘPNEGO DNIA:
Obudziłam się
zawinięta w kołdrę, wtulona w tenisistę. Pamiętałam, że ta noc była
cudowna. Może byłam nieodpowiedzialna, wręcz szalona, że poszłam do
łóżka z facetem, którego znałam przez niecały tydzień. Nie, nie będę się
nad tym zastanawiać, stało się, od dzisiaj zaczynam żyć chwilą.
Złapałam za telefon i spojrzałam na zegarek. 9:02 Finał miał być o 14 z
tego co pamiętałam. Popatrzyłam na Jerzego, który spał w najlepsze.
Cieszyłam się, że jest przy mnie. Wstałam, ubrałam się i pomalowałam,
przy okazji zamówiłam kawę do pokoju. Wróciłam do sypialni. Musiałam go
obudzić, bo z pewnością miał poranny trening. Nachyliłam się nad nim i
pocałowałam w nos. Otworzył oczy, był trochę zdziwiony…
-Możesz nie przestawać- uśmiechnął się- wstawać już trzeba ? Która godzina ?
- Zaraz trening, jest gdzieś tak 9.15.
-Ale mnie pocieszyłaś… Trening już wczoraj odwołałem, jak Ty spałaś. Nie masz wyboru , zostajesz na meczu.
-No tak. Ale musisz wygrać dla mnie- zaczęłam się śmiać, podświadomie czułam, że ma dzisiaj swój dzień- wypadałoby coś zjeść.
- Może… Ale chyba należy mi się jakieś podziękowanie za wczorajsze
wyciągnięcie z doła.- Nastawił policzek, ale ja mając o wiele lepszy
humor niż wczoraj, chwyciłam go za podbródek, obróciłam jego głowę i
pocałowałam w usta.
-Wystarczy? –zapytałam, śmiejąc się
-Tak teraz mogę już wstać- uśmiechnął się, ale nie wstał- czemu mnie wcześniej nie obudziłaś?
-Bo słodko spałeś, a i tak musiałam się ubrać i pomalować.
-Oj tam, bez makijażu też ślicznie wyglądasz, dla mnie zawsze będziesz najpiękniejsza- prawił komplementy.
-Nie przesadzaj już- uśmiechnęłam się.
-Ja wcale nie przesadzam, mówię przecież prawdę- pocałował mnie w czoło, a potem zaczął łaskotać.
-Przestań !
-A co mi zrobisz?
-Ucieknę- mówiłam, ciągle się śmiejąc.
-To byłby cios poniżej pasa- w tym momencie ktoś zapukał do drzwi.- Kto
to ?- zapytał, a ja wykorzystałam chwilę, żeby się wyswobodzić.
-Hmm, kawa- poszłam odebrać. Przy okazji zamówiłam dla nas śniadanie.
Postawiłam kawy na blacie w kuchni, swoją zabrałam, usiadłam tak jak
wczoraj, na sofie w salonie.
Słońce wpadało do pokoju przez
żaluzję. Wstałam i wyszłam na balkon, widok był przecudowny. Słońce,
kwiaty, w oddali jeziorko. Cisza i spokój, nie wiedziałam, że w moim
mieście są takie miejsca… Stwierdziłam, że może się troszeczkę opalę.
Poszłam do pokoju, wskoczyłam w stanik sportowy i krótkie spodenki,
wróciłam na taras i popijając kawę, leżałam na leżaku. Zapomniałam o
całym bożym świecie i odpłynęłam do krainy Morfeusza…
Najpierw
idę drogą, drogą w Golczkowie. Jest pięknie. Słońce świeci, promienie
padają mi na twarz. Trawa jest zielona, jeszcze pachnie, przed chwilą
ktoś ją skosił. Wkładam słuchawki do uszu, zaczynam truchtać. Przebiegam
obok budynku świetlicy wiejskiej, pod nią kilka znajomych osób. Mówię
dzień dobry i biegnę dalej. NAGLE robi się strasznie ciemno, nic nie
widzę. Nie rozpoznaję miejsca, w którym się znajduję. Idę po omacku i
trafiam na ścianę, macam w poszukiwaniu włącznika. Znajduję go,
naciskam, zapala się słaba żarówka, w jej świetle dostrzegam, że jestem w
pokoju, pustym pokoju. Przeczuwam, że zaraz coś się stanie. Boję się… W
pewnym momencie drzwi się otwierają staje w nich Paweł. Wygląda tak
samo, ale to jak mówi, jak się zachowuje… Zmienił się. Odczuwam
niepokój, gdy tylko robi krok w moją stronę, nie mogę się poruszyć, a
nawet gdybym mogła, to nie miałabym gdzie uciec. Stoi już naprzeciwko
mnie, patrzymy sobie w oczy. Nie widzę w nich miłości, widzę tylko
nienawiść. Łapie mnie w pasie, trzyma bardzo mocno, podnosi mnie i
idzie. Doszliśmy do jakiegoś pokoju, stało tam tylko łóżko, nadal jestem
sparaliżowana, czuję jak oblewają mnie zimne poty, zaczynam krzyczeć,
lecz on zakleja mi usta… Rozpina mi guzik od mojej koszuli, jest
agresywny. Próbuję się wyswobodzić, ale jest silniejszy. Opadam
bezwładnie na łóżko i czekam na to co się wydarzy. Boję się…
-Słońce, halo, obudź się !- słyszę głos. Otwieram oczy i widzę stojącego nade mną Jerzyka. Jest strasznie zmartwiony.
-Co się stało?- zapytał.
-Koszmar, straszy koszmar- dopiero teraz poczułam jak pot spływa mi po plecach.
-Już spokojnie, jestem przy Tobie. Masz ochotę coś zjeść ?
-Mhm- upiłam trochę wody ze szklanki, którą przyniósł mi tenisista.
-A może zjemy na dworze ?- zaproponował.
-Bardzo chętnie.
Jerzy poszedł po śniadanie, które jak spałam przywiozła obsługa
hotelowa. Przyszedł, porozstawiał talerzyki na stoliku i zaczęliśmy
jeść.
- Co Ty na to, żeby pojechać dzisiaj po meczu lub jutro rano do Łodzi? Poznałabyś moich rodziców- uśmiechnął się.
-Czy to trochę nie za szybko?- miałam mieszane uczucia.- Przecież ja mam jutro wyjazd do Katowic.
-No tak, wiem. Ale pojechałabyś ze mną do Łodzi, a we wtorek
pojechalibyśmy do Katowic. W środę testy, a potem wycieczka ze mną do
Hiszpanii, do Madrytu na turniej.
-Hiszpaniaaa- rozmarzyłam się…-
Czemu by nie, ale moi rodzice nie mogą o tym wiedzieć, nie puścili by
mnie. Powiem, że jadę do Katowic, zostaję tydzień i tyle.
-Karola,
nie powinnaś tego robić, będą się martwili, lepiej im powiedzieć-
wiedziałam, ale nie mogłam im tego powiedzieć, nie zgodziliby się.
-Nie mogę… Co im niby powiem? Słuchajcie wyjeżdżam z moim nowym
chłopakiem- Jerzym, tym tenisistą, do Łodzi, a potem do Hiszpanii na
turniej. Z Pawłem się rozstałam wczoraj.- zacytowałam jakby to mniej
więcej brzmiało- Pomyśl co by powiedzieli.
-Trzeba im to powiedzieć na spokojnie, jak chcesz mogę z Tobą pojechać im powiedzieć.
- Jerzy dobrze wiesz, że coś do Ciebie czuję, ale nie chcę by moi
rodzice o tym wiedzieli, zobacz ile jest pomiędzy nami różnicy przede
wszystkim w wieku.- Bałam się powiedzieć mu, że go kocham, bo nie byłam
tego sama do końca pewna.
-Tyle samo ile pomiędzy Tobą a Pawłem…
-Tak, ale, ale… moja mama znała go od małego, wiedziała o nim prawie wszystko. Wiedziała, że mnie nie skrzywdzi.
-Nie skrzywdzi… Właśnie widziałem, nie dajmy się zwariować Kochanie,
pojedziemy dzisiaj do Ciebie i wszystko powiemy Twoim rodzicom.
-Niech będzie, ale nie mówię, że po tym wszystkim pozwolą mi wyjechać…
Doradź mi proszę, co mam zrobić z tą propozycją od Kima ?
-
Chciałbym grać z Tobą w jednej drużynie, ale nie chciałbym też, żeby na
przykład przez przegrany mecz popsuły się nasze relacje. Wiesz, przecież
że grasz świetnie, trochę treningów i byś sobie wszystko przypomniała.
Musisz sama sobie to przemyśleć.
-Okej, będę się nadal zastanawiać.-
Wstałam naciągnęłam na siebie koszulkę, zaczęłam zbierać talerze. Byłam
trochę zła na Janowicza, za to że chce dzisiaj porozmawiać z rodzicami.
Nie wiedziałam, co może z tego wyniknąć. Szczerze mówiąc, bałam się.
Zaniosłam talerze do kuchni i usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Pobiegłam do sypialni, złapałam go. Dzwoniła Ola.
-Halo, Kochana- odebrałam. Cieszyłam się, że dzwoni.
-Hej, Karola, jak tam u Ciebie? Nie wiesz co się dzieje z Pawłem?
-Powoli do przodu. Paweł mnie nie interesuje.
-Co się stało? Wczoraj przyszedł do mnie kompletnie pijany, myślałam,
że byli z chłopakami na wiosce, ale mówił, że pił sam. Potem zaczął
płakać, że popełnił błąd i w ogóle. Tak był pijany, że ledwo co mówił,
więc nie dowiedziałam się o co poszło. Powiesz mi o co chodzi?
-Stał, całował się z jakąś Kornelią, wyznając jej miłość … Nie mogę
powiedzieć, że się nic nie stało, ale to raczej nie jest rozmowa na
telefon.
-No to mnie teraz zatkało… Jak on mógł, zachował się jak
cham. Cholera ! Idę do niego.- W tym momencie wszedł do pokoju Jerzy i
zaczął mnie delikatnie całować po szyi, wywoływało to u mnie łaskotki.
Nie wytrzymałam i prychnęłam ze śmiechu.
-Czy ktoś u Ciebie jest?- zapytała zdziwiona Ola.
-Tak, znaczy nie. Nie ważne…- nie wiedziałam czy jej powiedzieć.
- Mów szybko kto !
-Po pierwsze i tak mi nie uwierzysz, a po drugie czy to ważne ?- Jerzy dalej mnie łaskotał, a mi ciężko było zebrać myśli.
-Dla mnie ważne, słuchaj czy Ty nadal kochasz Pawła?- zapytała strasznie poważnie.
-Nie wiem, nie wiem. Mam przy sobie kogoś, kto kocha mnie za to kim jestem, mogę być sobą i czuć się bezpiecznie.
-Już masz kogoś?!- zapytała z wyrzutem- jak mogłaś przecież on nadal
Cię kocha!- wykrzyczała jednym tchem.- Szybko się pocieszyłaś…
-To ja go zdradziłam, czy on mnie? Bo już nie jestem pewna niektórych faktów- zapytałam z ironią w głosie.
-Jak Ty tak możesz, miałam iść do niego, ogarnąć go, ustawić do pionu, ale to chyba raczej do Ciebie powinnam iść.
-Dobra, skończ. Nie mam ochoty się z Tobą dzisiaj kłócić, na dodatek
przez telefon, pa.- rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz