piątek, 12 lipca 2013

rozdział dwunasty.

Po pięciu minutach bezczynnego czekania, stwierdziłam, że poczytam książkę. Wyciągnęłam Klina Chmielewskiej i zatraciłam się w fabule kryminału. Jednak po chwili znów zaczęła mnie boleć głowa, nie wiem czy to za dużo stresu, emocji czy inny powód. Łyknęłam następnego ibuproma, schowałam książkę, bo wiedziałam, że już się na niej nie skupię, wygrzebałam jak zawsze poplątane słuchawki z torby. Podłączyłam to telefonu i poszukałam jednej z moich ulubionych piosenek. Trafiło akurat pechowo na Avril. Chyba przez ten przypadek, przypomniały mi się wydarzenia z wczorajszego dnia. Chcąc choć odrobinę poprawić sobie humor zaczęłam nucić piosenkę:
Never made it as a wise man
I couldn't cut it as a poor man stealing
Tired of living like a blind man
I'm sick of sight without a sense of feeling.
Zauważyłam, że nadal nikt nie przychodzi do szatni, zapewne Jerzy udziela wywiadów. Ponieważ rytmy piosenki coraz bardziej wciągały mnie, zaczęłam na głos śpiewać. Nie tak głośno, ale też nie tak cicho.
This is how you remind me
Of what I really am
It's not like you to say sorry
I was waiting on a different story
This time I'm mistaken
For handing you a heart worth breaking.
I w tym momencie umilkłam. Obróciłam się, a o drzwi opierał się Jerzy. Zrobiłam się czerwona, jeszcze nikt oprócz moich rodziców i kilku znajomych nie słyszał jak śpiewam.
-Pięknie śpiewasz- dał mi buziaka w policzek- jestem pod ogromnym wrażeniem.
-Gratulację, Kochany! Naprawdę ?
-Tak, serio. Nie jesteś na mnie zła, że wspomniałem o Tobie przy wszystkich?- zapytał, trochę zaniepokojony.
-Jestem, jestem- odparłam bardzo poważnie- jak szłam do szatni to miałam milion pytań od dziennikarzy, czy się spotykamy, czy jesteśmy razem, czy się kochamy. Powiedz mi co mam im odpowiedzieć, jeżeli jeszcze sama się nad tym nie zastanawiałam, wszystko spadło na mnie tak z dnia na dzień, nie potrafię sobie z tym poradzić. To się dzieje za szybko- wtuliłam się w jego jeszcze rozgrzane po meczu ciało. Nie mogłam sobie dać rady z tym wszystkim. Ciężko mi było. Jurek nic nie mówił, tylko mnie obejmował.
-Boję się- powiedział w końcu.- Nie wiem jak to będzie, chciałbym być z Tobą, ale nie wiem czy Ty tego chcesz- popatrzył na mnie wymownie.- Boję się moich częstych wyjazdów na turnieje, Twoich studiów i wszystkiego…
-Nie bój się, chcę być z Tobą- powiedziałam mu to co tkwiło w moich myślach już od jakiegoś czasu.- Właśnie dla tego byłam też na Ciebie zła, nazwałeś mnie swoją przyjaciółką, a jestem chyba kimś więcej. Mam rację ?
-Masz- teraz pocałował mnie jak nigdy dotąd, ten pocałunek był namiętny i długi.- Hmm, czyli oficjalnie jesteśmy parą?- zapytał.
-Jeszcze się pytasz głuptasie, jasne, że tak- uśmiechnęłam się, tylko może nie wszyscy Polacy muszą o tym wiedzieć…
-Dobrze, ale moi rodzice się dowiedzą prawda? Od zawsze marzyli o jakiejś pięknej i mądrej kobiecie dla mnie.
-Oj już nie przesadzaj.
-Wcale nie przesadzam, to co jedziemy do Ciebie? –zapytał.
-Dobrze, mam nadzieję, że mama się zgodzi.
Zebraliśmy wszystkie rzeczy i trzymając się za ręce ruszyliśmy ku wyjściu. Na szczęście reporterzy już się rozeszli, więc nie musieliśmy niczego udawać. Wsiedliśmy do taksówki, która już na nas czekała, a ja podałam adres mojego domu. W czasie jazdy poprosiłam tenisistę, żeby opowiedział jak wyglądał dzisiejszy finał z jego perspektywy. Dopiero teraz wiedziałam, że to co oglądałam w telewizji i to co się dzieje na korcie, w głowie zawodnika to dwie inne rzeczy. W pierwszym secie Jerzy naciągnął któryś mięsień, bolało go strasznie, ale postawił sobie za cel wygraną. Dokonał tego, budził mój podziw, byłam pod wrażeniem.
Znów zaczął mnie boleć brzuch, co się dzieje do cholery?! Nigdy nie miałam takich bólów. Być może to ze stresu, dopiero teraz uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie w domu jest Paweł, jak ja nie chciałam go spotkać, szczególnie w obecności Jurka.
-Może wróćmy jednak do hotelu ?- zapytałam.
-Dlaczego? Nie mów mi, że nie chcesz powiedzieć swoim rodzicom, że ze mną jesteś.
-Chcę, tylko…- zawahałam się.
-Co tylko?
-Tylko, że na meczu dzwoniła moja mama i mówiła, że Paweł przyjechał. Boję się, nie chcę do spotkać.- schowałam twarz w dłonie. On objął mnie.
-Słuchaj, popatrz na mnie. Jedziesz tam ze mną, będą Twoi rodzice, więc on nic Ci nie zrobi.
-Może i tak. Będę silna, dam radę.
-Prawidłowa postawa.- uśmiechnął się tak, że musiałam odpowiedzieć mu tym samym. Cały czas miałam mieszane uczucia, ale przecież prędzej czy później będę musiała wyjaśnić sobie pewne sprawy z moim byłym chłopakiem. To musiało nastąpić, postanowiłam, że zrobię to dzisiaj, jeżeli będę miała w sobie na tyle odwagi.
Dojechaliśmy. Wysiadłam pierwsza, nie czekając an Jerzego. Chciałam wpaść pierwsza do domu, zobaczyć jak wygląda sytuacja.
-Gdzie Ty się tak spieszysz? – Janowicz stał przed bramką.
-Chcę zobaczyć, czy pies jest zamknięty- skłamałam.- Chyba nie chcesz, żeby Cię pożarł- zaczęłam się śmiać, bo nasz pies to był miniaturowy York, który tylko potrafił głośno szczekać. Weszłam do domu, zostawiłam otwarte drzwi, pogłaskałam Pysię po głowie i weszłam do salonu. Siedzieli tam moi rodzice i… Paweł.
-Cześć- popatrzyłam z pogardą na Pawła.
-Hej, przyjechałaś z kimś ?-zapytała mama.
-Tak, pójdę po niego, tato potrzymaj Pysię- wyszłam. Wróciłam pod dom, Jerzy cierpliwie czekał.
-Co Ty taka blada?- zapytał, gdy tylko podeszłam bliżej.
-Paweł jest. Rodzice nic nie wiedzą, powiemy im później, najpierw załatwię sprawę z nim. Nie chcę tego ciągnąć w nieskończoność. Chodź…- W tym momencie Jerzy objął mnie i pocałowała w usta. Całowaliśmy się chwilę, a gdy zaczęliśmy iść w stronę domu, zobaczyłam tatę, który musiał widzieć sytuację przed chwilą, akurat się chował. Kurde, no to się porobiło. Weszliśmy do domu. Poszliśmy do pokoju.
-Jerzego już znacie. Paweł to jest Jerzy, ten tenisista.- Podali sobie dłonie, chociaż widziałam, że nie mieli na to ochoty.
-Co chcesz do picia?- zwróciłam się do Janowicza.
-Może tą Twoją dobrą kawę, hmm?
-Już się robi.- Poszłam do kuchni. Lubiłam w niej spędzać czas, potrafiłam się tutaj zrelaksować. Przez rolety wpadały promienie słońca. Podeszłam do blatu, uruchomiłam ekspres i poszłam do lodówki wyjąć mleko. Nalałam trochę do wysokiego kubka, spieniłam i włączyłam parzenie kawy. Myślałam, co powiedzieć Pawłowi. Miałam zupełną pustkę. Kawa była gotowa. Zaniosłam ją Jerzykowi, a mama rozłożyła przed nami talerzyki na ciasto.
Paweł ciągle na mnie patrzył, postanowiłam, że muszę zrobić to teraz.
-Paweł, chodź do mnie na chwilkę- zaprosiłam go i wstałam od stołu- zajmijcie się naszym gościem. Ruszyłam po schodach do mojego pokoju, a on za mną. Weszliśmy, a ja zamknęłam drzwi. Nie był wcale skrępowany, zachowywał się jakby nic nie zrobił.
-No to może zacznę- powiedział.- To co było, znaczy to co widziałaś w Kaskadzie, to nic nie znaczyło dla mnie. Liczysz się tylko Ty.- Usiadł obok mnie na łóżku. Wypatrywał się w moje oczy. Popatrzyłam na niego, czułam ukłucie w sercu.
-Nic dla Ciebie nie znaczy, do jasnej cholery całowanie się z inną kobietą i wyznawanie jej miłości?! To może dla Ciebie nic nie znaczyło też mówienie do mnie Kocham Cię? Może to są po prostu dla Ciebie takie puste słowa?- nie wytrzymałam, łzy spływały mi po policzkach.-A być może bawiłeś się mną po prostu? Czuję się wykorzystaną zabawką, która Ci się już znudziła.
- Nie, nie mów tak. Przypomnij sobie nasz ostatni spacer. Łąka, ja, Ty, obok kwitnący rzepak. Przypomnij sobie jacy byliśmy szczęśliwi. Śmialiśmy się, przytulaliśmy się, bawiliśmy się jak małe dzieci, przy Tobie zapominam o całym świecie…- popatrzył na mnie swoim słodkim wzrokiem, pod wpływem którego zawsze mu ulegałam. Ale to nie dzisiaj, od dzisiaj jestem z Jerzym.
-Paweł, nie potrafię Ci już zaufać, musi minąć trochę czasu, zrozum to, jak na razie to możemy się jedynie przyjaźnić.- W tym momencie podszedł do mnie i pocałował mnie namiętnie. Coś we mnie pękło, odwzajemniłam ten pocałunek, jestem strasznie głupia, czemu ja to zrobiłam?!
I hate everything about you
Why do I love you
I hate everything about you
Why do I love you…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz