Po pięciu minutach bezczynnego czekania, stwierdziłam, że poczytam
książkę. Wyciągnęłam Klina Chmielewskiej i zatraciłam się w fabule
kryminału. Jednak po chwili znów zaczęła mnie boleć głowa, nie wiem czy
to za dużo stresu, emocji czy inny powód. Łyknęłam następnego ibuproma,
schowałam książkę, bo wiedziałam, że już się na niej nie skupię,
wygrzebałam jak zawsze poplątane słuchawki z torby. Podłączyłam to
telefonu i poszukałam jednej z moich ulubionych piosenek. Trafiło akurat
pechowo na Avril. Chyba przez ten przypadek, przypomniały mi się
wydarzenia z wczorajszego dnia. Chcąc choć odrobinę poprawić sobie humor
zaczęłam nucić piosenkę:
Never made it as a wise man
I couldn't cut it as a poor man stealing
Tired of living like a blind man
I'm sick of sight without a sense of feeling.
Zauważyłam,
że nadal nikt nie przychodzi do szatni, zapewne Jerzy udziela wywiadów.
Ponieważ rytmy piosenki coraz bardziej wciągały mnie, zaczęłam na głos
śpiewać. Nie tak głośno, ale też nie tak cicho.
This is how you remind me
Of what I really am
It's not like you to say sorry
I was waiting on a different story
This time I'm mistaken
For handing you a heart worth breaking.
I
w tym momencie umilkłam. Obróciłam się, a o drzwi opierał się Jerzy.
Zrobiłam się czerwona, jeszcze nikt oprócz moich rodziców i kilku
znajomych nie słyszał jak śpiewam.
-Pięknie śpiewasz- dał mi buziaka w policzek- jestem pod ogromnym wrażeniem.
-Gratulację, Kochany! Naprawdę ?
-Tak, serio. Nie jesteś na mnie zła, że wspomniałem o Tobie przy wszystkich?- zapytał, trochę zaniepokojony.
-Jestem, jestem- odparłam bardzo poważnie- jak szłam do szatni to
miałam milion pytań od dziennikarzy, czy się spotykamy, czy jesteśmy
razem, czy się kochamy. Powiedz mi co mam im odpowiedzieć, jeżeli
jeszcze sama się nad tym nie zastanawiałam, wszystko spadło na mnie tak z
dnia na dzień, nie potrafię sobie z tym poradzić. To się dzieje za
szybko- wtuliłam się w jego jeszcze rozgrzane po meczu ciało. Nie mogłam
sobie dać rady z tym wszystkim. Ciężko mi było. Jurek nic nie mówił,
tylko mnie obejmował.
-Boję się- powiedział w końcu.- Nie wiem jak
to będzie, chciałbym być z Tobą, ale nie wiem czy Ty tego chcesz-
popatrzył na mnie wymownie.- Boję się moich częstych wyjazdów na
turnieje, Twoich studiów i wszystkiego…
-Nie bój się, chcę być z
Tobą- powiedziałam mu to co tkwiło w moich myślach już od jakiegoś
czasu.- Właśnie dla tego byłam też na Ciebie zła, nazwałeś mnie swoją
przyjaciółką, a jestem chyba kimś więcej. Mam rację ?
-Masz- teraz
pocałował mnie jak nigdy dotąd, ten pocałunek był namiętny i długi.-
Hmm, czyli oficjalnie jesteśmy parą?- zapytał.
-Jeszcze się pytasz głuptasie, jasne, że tak- uśmiechnęłam się, tylko może nie wszyscy Polacy muszą o tym wiedzieć…
-Dobrze, ale moi rodzice się dowiedzą prawda? Od zawsze marzyli o jakiejś pięknej i mądrej kobiecie dla mnie.
-Oj już nie przesadzaj.
-Wcale nie przesadzam, to co jedziemy do Ciebie? –zapytał.
-Dobrze, mam nadzieję, że mama się zgodzi.
Zebraliśmy
wszystkie rzeczy i trzymając się za ręce ruszyliśmy ku wyjściu. Na
szczęście reporterzy już się rozeszli, więc nie musieliśmy niczego
udawać. Wsiedliśmy do taksówki, która już na nas czekała, a ja podałam
adres mojego domu. W czasie jazdy poprosiłam tenisistę, żeby opowiedział
jak wyglądał dzisiejszy finał z jego perspektywy. Dopiero teraz
wiedziałam, że to co oglądałam w telewizji i to co się dzieje na korcie,
w głowie zawodnika to dwie inne rzeczy. W pierwszym secie Jerzy
naciągnął któryś mięsień, bolało go strasznie, ale postawił sobie za cel
wygraną. Dokonał tego, budził mój podziw, byłam pod wrażeniem.
Znów
zaczął mnie boleć brzuch, co się dzieje do cholery?! Nigdy nie miałam
takich bólów. Być może to ze stresu, dopiero teraz uświadomiłam sobie,
że prawdopodobnie w domu jest Paweł, jak ja nie chciałam go spotkać,
szczególnie w obecności Jurka.
-Może wróćmy jednak do hotelu ?- zapytałam.
-Dlaczego? Nie mów mi, że nie chcesz powiedzieć swoim rodzicom, że ze mną jesteś.
-Chcę, tylko…- zawahałam się.
-Co tylko?
-Tylko, że na meczu dzwoniła moja mama i mówiła, że Paweł przyjechał.
Boję się, nie chcę do spotkać.- schowałam twarz w dłonie. On objął mnie.
-Słuchaj, popatrz na mnie. Jedziesz tam ze mną, będą Twoi rodzice, więc on nic Ci nie zrobi.
-Może i tak. Będę silna, dam radę.
-Prawidłowa postawa.- uśmiechnął się tak, że musiałam odpowiedzieć mu
tym samym. Cały czas miałam mieszane uczucia, ale przecież prędzej czy
później będę musiała wyjaśnić sobie pewne sprawy z moim byłym
chłopakiem. To musiało nastąpić, postanowiłam, że zrobię to dzisiaj,
jeżeli będę miała w sobie na tyle odwagi.
Dojechaliśmy. Wysiadłam pierwsza, nie czekając an Jerzego. Chciałam wpaść pierwsza do domu, zobaczyć jak wygląda sytuacja.
-Gdzie Ty się tak spieszysz? – Janowicz stał przed bramką.
-Chcę zobaczyć, czy pies jest zamknięty- skłamałam.- Chyba nie chcesz,
żeby Cię pożarł- zaczęłam się śmiać, bo nasz pies to był miniaturowy
York, który tylko potrafił głośno szczekać. Weszłam do domu, zostawiłam
otwarte drzwi, pogłaskałam Pysię po głowie i weszłam do salonu.
Siedzieli tam moi rodzice i… Paweł.
-Cześć- popatrzyłam z pogardą na Pawła.
-Hej, przyjechałaś z kimś ?-zapytała mama.
-Tak, pójdę po niego, tato potrzymaj Pysię- wyszłam. Wróciłam pod dom, Jerzy cierpliwie czekał.
-Co Ty taka blada?- zapytał, gdy tylko podeszłam bliżej.
-Paweł jest. Rodzice nic nie wiedzą, powiemy im później, najpierw
załatwię sprawę z nim. Nie chcę tego ciągnąć w nieskończoność. Chodź…- W
tym momencie Jerzy objął mnie i pocałowała w usta. Całowaliśmy się
chwilę, a gdy zaczęliśmy iść w stronę domu, zobaczyłam tatę, który
musiał widzieć sytuację przed chwilą, akurat się chował. Kurde, no to
się porobiło. Weszliśmy do domu. Poszliśmy do pokoju.
-Jerzego już znacie. Paweł to jest Jerzy, ten tenisista.- Podali sobie dłonie, chociaż widziałam, że nie mieli na to ochoty.
-Co chcesz do picia?- zwróciłam się do Janowicza.
-Może tą Twoją dobrą kawę, hmm?
-Już się robi.- Poszłam do kuchni. Lubiłam w niej spędzać czas,
potrafiłam się tutaj zrelaksować. Przez rolety wpadały promienie słońca.
Podeszłam do blatu, uruchomiłam ekspres i poszłam do lodówki wyjąć
mleko. Nalałam trochę do wysokiego kubka, spieniłam i włączyłam parzenie
kawy. Myślałam, co powiedzieć Pawłowi. Miałam zupełną pustkę. Kawa była
gotowa. Zaniosłam ją Jerzykowi, a mama rozłożyła przed nami talerzyki
na ciasto.
Paweł ciągle na mnie patrzył, postanowiłam, że muszę zrobić to teraz.
-Paweł, chodź do mnie na chwilkę- zaprosiłam go i wstałam od stołu-
zajmijcie się naszym gościem. Ruszyłam po schodach do mojego pokoju, a
on za mną. Weszliśmy, a ja zamknęłam drzwi. Nie był wcale skrępowany,
zachowywał się jakby nic nie zrobił.
-No to może zacznę-
powiedział.- To co było, znaczy to co widziałaś w Kaskadzie, to nic nie
znaczyło dla mnie. Liczysz się tylko Ty.- Usiadł obok mnie na łóżku.
Wypatrywał się w moje oczy. Popatrzyłam na niego, czułam ukłucie w
sercu.
-Nic dla Ciebie nie znaczy, do jasnej cholery całowanie się z
inną kobietą i wyznawanie jej miłości?! To może dla Ciebie nic nie
znaczyło też mówienie do mnie Kocham Cię? Może to są po prostu dla
Ciebie takie puste słowa?- nie wytrzymałam, łzy spływały mi po
policzkach.-A być może bawiłeś się mną po prostu? Czuję się wykorzystaną
zabawką, która Ci się już znudziła.
- Nie, nie mów tak. Przypomnij
sobie nasz ostatni spacer. Łąka, ja, Ty, obok kwitnący rzepak.
Przypomnij sobie jacy byliśmy szczęśliwi. Śmialiśmy się, przytulaliśmy
się, bawiliśmy się jak małe dzieci, przy Tobie zapominam o całym
świecie…- popatrzył na mnie swoim słodkim wzrokiem, pod wpływem którego
zawsze mu ulegałam. Ale to nie dzisiaj, od dzisiaj jestem z Jerzym.
-Paweł, nie potrafię Ci już zaufać, musi minąć trochę czasu, zrozum to,
jak na razie to możemy się jedynie przyjaźnić.- W tym momencie podszedł
do mnie i pocałował mnie namiętnie. Coś we mnie pękło, odwzajemniłam ten
pocałunek, jestem strasznie głupia, czemu ja to zrobiłam?!
I hate everything about you
Why do I love you
I hate everything about you
Why do I love you…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz