piątek, 12 lipca 2013

rozdział czternasty.

Przyłożyłam głowę do poduszki i momentalnie zasnęłam. Obudziły mnie wibracje telefonu. Nie wiedziałam, która godzina, po omacku znalazłam na szafce telefon. Była 3 rano, dostałam sms’a  od Olci. Napisała, że chce mnie przeprosić i że dzisiaj przyjeżdża. Nie odpisałam jej, iż byłam nie przytomna. Wstałam, poszłam do kuchni i napiłam się wody. Znów w pewnym momencie zakręciło mi się w głowie. Cholera! Co się dzieje ? Jak wrócę z Hiszpanii pójdę do lekarza, to nie może tak być.
Wróciłam do łóżka. Przewalałam się z boku na bok nie mogąc zasnąć. Ciągle myślałam o tym wszystkim co wydarzyło się w ciągu tego zwariowanego tygodnia. Przecież to nie mogła być prawda. Dzisiaj wyjazd do Łodzi. Matko, czy jego rodzice mnie zaakceptują ? Tego nie wiem, nie jestem żadnym ideałem, nie gram w tenisa ani w siatkówkę… Te myśli ciągle krążyły mi po głowie, leżałam ta dobrą godzinę. Nie wiem o której zasnęłam ponownie. Obudził mnie Jerzy, który wstawał na poranną przebieżkę.
-Hej- uśmiechnęłam się do niego.
-Oj, przepraszam nie chciałem Cię obudzić- pocałował mnie- idę pobiegać, potem przyjdę, zjemy i pojedziemy, daleka droga przed nami.
-Pa- wyszedł, a ja padłam na łóżko i dalej spałam. Obudziłam się jakoś o dziesiątej. Jerzego nadal nie było, wstałam, poszłam do łazienki. Wyglądałam, ugh… szkoda gadać. Zmoczyłam twarz zimną wodą, wytarłam w ręcznik. Wróciłam do pokoju, poszukałam w walizce swoich ulubionych pastelowych spodenek i niebieskiej koszuli. Ubrałam się i tradycyjnie już zamówiłam kawę do pokoju. Odebrałam ją, pachnącą i gorącą. Wyszłam na balkon. Było mi tak przyjemnie. W tym momencie jak na złość zadzwonił telefon. Ola.
-Tak?
-Masz ochotę na spotkanie?- zapytała.
-Nie mogę, wyjeżdżam dzisiaj do Łodzi.
-Ale może wpadnę do Ciebie do domu, proszę , chociaż na chwilę- nalegała. Ja również chciałam się z nią spotkać, wyjaśnić sobie wszystko w cztery oczy.- To co będę za godzinę ?
-Nie, nie, nie ma mnie w domu, jestem w hotelu.
-Jak to, wyprowadziłaś się ?
-U Jerzego, dzisiaj wyjeżdżamy, jeżeli hmm…- zastanowiłam się- to wpadnij do Pajoramy, spotkamy się w hotelowej kawiarni.
- Oki, zaraz będę.
-Czekam.
Wysłałam Jerzemu sms’a, że jestem w restauracji i zeszłam na parter, zamykając pokój. Zamówiłam sobie zestaw śniadaniowy i zajęłam stolik na zewnątrz, ciesząc się z widoków i słońca. Rozkoszowałam się tym, gdy przyszedł kelner z moim omletem i sokiem. Kiedy już kończyłam jeść, zobaczyłam Olę wchodzącą do kawiarni, rozglądała się, szukając mnie. Pomachałam do niej, podeszła bliżej, a ja nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Wyglądała oszałamiająco.
Ubrała krótkie dżinsowe spodenki i żółtą koszulkę na szerokich ramiączkach. Jej ciemne włosy, tym razem były pofalowane, a oczy które zazwyczaj były nie pomalowane, dzisiaj powalały swoją tajemniczością.
Przywitała się ze mną, po chwil podeszła kelnerka, przyjęła zamówienie i miałyśmy czas swobodnie porozmawiać. Na początku rozmawiałyśmy o najnowszych wydarzeniach w Golczkowie, czyli powiedzmy sobie szczerze plotkowałyśmy. Potem przeszła do gorszych tematów.
-Słuchaj, chciałam Cię przeprosić, za to co ostatnio powiedziałam…

rozdział trzynasty.

Gdy już się od siebie odsunęliśmy, żeby złapać oddech, zaczęłam płakać. Płakałam z bezsilności, nie wiem co mam zrobić… Nienawidzę go, ale jednocześnie nadal go kocham.
-Może ja już pójdę- powiedział.
-Poczekaj zejdę z Tobą na dół. Tylko się lekko ogarnę.- Wytarłam oczy, nałożyłam trochę pudru, żeby nie było widać moich zapłakanych oczu. Wyszliśmy z pokoju, zamknęłam drzwi. Przytulił mnie i szepnął na ucho: Pamiętaj, kocham Cię, jestem gotowy poczekać, bo wiem ile straciłem.
Zeszliśmy na dół.
-Ja już idę, dowidzenia pani Kasiu- podał rękę mojemu tacie i Jerzemu. Wyszedł. Kamień spadł mi z serca, chociaż miałam ciągle w pamięci to co zdarzyło się w pokoju. Usiadłam przy stole obok Jerzego i zbierałam myśli, aby zapytać się rodziców o wyjazd do Łodzi.
-Mogę wyjechać z Jurkiem do Łodzi ?-zapytałam bez owijania w bawełnę.
- Ale jak to ? A testy ?- zapytał tata.
-Wyjechalibyśmy jutro do Łodzi, pobyli przez dwa dni i pojechali do Katowic- wyjaśnił Jerzy.
-A potem pojechałabym z Nim do Hiszpanii na turniej- rodzice patrzyli na nas i nie odzywali się, jeszcze nie wiedzieli, że nie jestem z Pawłem.- Mamo, tato…
-Spotykamy się- przerwał mi Janowicz. Mama nie mogła w to uwierzyć.
-Ale przecież Ty jesteś z Pawłem…- powiedziała zaskoczona.
-Nie, nie jestem, nie chcę o tym mówić, po prostu zerwał ze mną- nagięłam prawdę.
- Moje gratulację, witaj- powiedział mój tata, wyraźnie zadowolony, ponieważ do zawsze nie tolerował Pawła. Twierdził, że zasługuję na kogoś lepszego.
-To co Wy na to z tym wyjazdem?- zapytałam.
-Karolina, jesteś dorosła, dobrze wiesz co możesz robić.
-To znaczy, że się zgadzasz ?
-Mhm.- podeszłam do niej i przytuliłam się. Szepnęłam dziękuję.  Jurek był zadowolony. Zjedliśmy po kawałku ciasta. Poszliśmy do mojego pokoju po walizki, posiedzieliśmy chwilę u mnie w pokoju i zeszliśmy na dół.
Zaczęłam żegnać się z rodzicami. Mama płakała, ja z resztą też, tacie zaszklił się oczy. Pierwszy raz wyjeżdżam sama na tak długo i tak daleko. Jerzy stał cierpliwie i obserwował nasze czułości. Na samym końcu, gdy po raz kolejny przytulałam się z mamą, mój tata podszedł do Jurka i szepnął mu coś na ucho, potem podali sobie ręce i udawali jakby nic się nie stało. Byłam strasznie ciekawa co sobie szeptali. Wzięłam torbę z laptopem i swoją torebkę, pogłaskałam psa i zaczęliśmy wychodzić. Jejku, już tęskniłam za domem. Jerzy załadował moją walizkę do bagażnika i wsiadł do taksówki. Pomachaliśmy moim rodzicom. Poczułam jak łza spływa mi po policzku. Muszę być silna. Całą drogę przegadałam z Jerzym o meczu.
Wpadliśmy do pokoju szczęśliwi i jedno po drugim poszliśmy pod prysznic. Ja w tym czasie zamówiłam kolację do pokoju. Cieszyłam się, że jesteśmy razem, że wygrał mecz i rodzice zgodzili się na wyjazd, czuję, iż zaczynam nowy rozdział w swoim życiu. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.
Z moich rozmyślań wyrwało mnie wyjście Jerzego z łazienki. Byłam oczarowana jego umięśnionym brzuchem, miałam na tym punkcie ogromnego hopla. Zjedliśmy kolacje, potem pooglądaliśmy telewizję, wywiad z Jurkiem. Jakoś o 23 stwierdziłam, że pójdę spać, zaraz za mną poszedł Jerzyk. Zanim jednak się położyłam musiałam zadać mu jedno pytanie.
-Co Ci powiedział mój tata ?- zapytałam.
-Hmm, tajemnica- puścił mi oczko.
- No powiedz- zrobiłam słodkie oczka.
-No dobrze. Kazał mi się Tobą jak najlepiej zaopiekować, zadowolona?
-Tak…- w tym momencie poczułam jak kręci mi się w głowie. Szybko usiadłam na łóżku.
-Co Ci jest? Jesteś strasznie blada.- zmartwił się.
-Nie nic mi nie jest, to pewnie z tego zmęczenia. Położę się już. Dobranoc- pocałowałam go.
-Słodkich snów, Kochanie.

rozdział dwunasty.

Po pięciu minutach bezczynnego czekania, stwierdziłam, że poczytam książkę. Wyciągnęłam Klina Chmielewskiej i zatraciłam się w fabule kryminału. Jednak po chwili znów zaczęła mnie boleć głowa, nie wiem czy to za dużo stresu, emocji czy inny powód. Łyknęłam następnego ibuproma, schowałam książkę, bo wiedziałam, że już się na niej nie skupię, wygrzebałam jak zawsze poplątane słuchawki z torby. Podłączyłam to telefonu i poszukałam jednej z moich ulubionych piosenek. Trafiło akurat pechowo na Avril. Chyba przez ten przypadek, przypomniały mi się wydarzenia z wczorajszego dnia. Chcąc choć odrobinę poprawić sobie humor zaczęłam nucić piosenkę:
Never made it as a wise man
I couldn't cut it as a poor man stealing
Tired of living like a blind man
I'm sick of sight without a sense of feeling.
Zauważyłam, że nadal nikt nie przychodzi do szatni, zapewne Jerzy udziela wywiadów. Ponieważ rytmy piosenki coraz bardziej wciągały mnie, zaczęłam na głos śpiewać. Nie tak głośno, ale też nie tak cicho.
This is how you remind me
Of what I really am
It's not like you to say sorry
I was waiting on a different story
This time I'm mistaken
For handing you a heart worth breaking.
I w tym momencie umilkłam. Obróciłam się, a o drzwi opierał się Jerzy. Zrobiłam się czerwona, jeszcze nikt oprócz moich rodziców i kilku znajomych nie słyszał jak śpiewam.
-Pięknie śpiewasz- dał mi buziaka w policzek- jestem pod ogromnym wrażeniem.
-Gratulację, Kochany! Naprawdę ?
-Tak, serio. Nie jesteś na mnie zła, że wspomniałem o Tobie przy wszystkich?- zapytał, trochę zaniepokojony.
-Jestem, jestem- odparłam bardzo poważnie- jak szłam do szatni to miałam milion pytań od dziennikarzy, czy się spotykamy, czy jesteśmy razem, czy się kochamy. Powiedz mi co mam im odpowiedzieć, jeżeli jeszcze sama się nad tym nie zastanawiałam, wszystko spadło na mnie tak z dnia na dzień, nie potrafię sobie z tym poradzić. To się dzieje za szybko- wtuliłam się w jego jeszcze rozgrzane po meczu ciało. Nie mogłam sobie dać rady z tym wszystkim. Ciężko mi było. Jurek nic nie mówił, tylko mnie obejmował.
-Boję się- powiedział w końcu.- Nie wiem jak to będzie, chciałbym być z Tobą, ale nie wiem czy Ty tego chcesz- popatrzył na mnie wymownie.- Boję się moich częstych wyjazdów na turnieje, Twoich studiów i wszystkiego…
-Nie bój się, chcę być z Tobą- powiedziałam mu to co tkwiło w moich myślach już od jakiegoś czasu.- Właśnie dla tego byłam też na Ciebie zła, nazwałeś mnie swoją przyjaciółką, a jestem chyba kimś więcej. Mam rację ?
-Masz- teraz pocałował mnie jak nigdy dotąd, ten pocałunek był namiętny i długi.- Hmm, czyli oficjalnie jesteśmy parą?- zapytał.
-Jeszcze się pytasz głuptasie, jasne, że tak- uśmiechnęłam się, tylko może nie wszyscy Polacy muszą o tym wiedzieć…
-Dobrze, ale moi rodzice się dowiedzą prawda? Od zawsze marzyli o jakiejś pięknej i mądrej kobiecie dla mnie.
-Oj już nie przesadzaj.
-Wcale nie przesadzam, to co jedziemy do Ciebie? –zapytał.
-Dobrze, mam nadzieję, że mama się zgodzi.
Zebraliśmy wszystkie rzeczy i trzymając się za ręce ruszyliśmy ku wyjściu. Na szczęście reporterzy już się rozeszli, więc nie musieliśmy niczego udawać. Wsiedliśmy do taksówki, która już na nas czekała, a ja podałam adres mojego domu. W czasie jazdy poprosiłam tenisistę, żeby opowiedział jak wyglądał dzisiejszy finał z jego perspektywy. Dopiero teraz wiedziałam, że to co oglądałam w telewizji i to co się dzieje na korcie, w głowie zawodnika to dwie inne rzeczy. W pierwszym secie Jerzy naciągnął któryś mięsień, bolało go strasznie, ale postawił sobie za cel wygraną. Dokonał tego, budził mój podziw, byłam pod wrażeniem.
Znów zaczął mnie boleć brzuch, co się dzieje do cholery?! Nigdy nie miałam takich bólów. Być może to ze stresu, dopiero teraz uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie w domu jest Paweł, jak ja nie chciałam go spotkać, szczególnie w obecności Jurka.
-Może wróćmy jednak do hotelu ?- zapytałam.
-Dlaczego? Nie mów mi, że nie chcesz powiedzieć swoim rodzicom, że ze mną jesteś.
-Chcę, tylko…- zawahałam się.
-Co tylko?
-Tylko, że na meczu dzwoniła moja mama i mówiła, że Paweł przyjechał. Boję się, nie chcę do spotkać.- schowałam twarz w dłonie. On objął mnie.
-Słuchaj, popatrz na mnie. Jedziesz tam ze mną, będą Twoi rodzice, więc on nic Ci nie zrobi.
-Może i tak. Będę silna, dam radę.
-Prawidłowa postawa.- uśmiechnął się tak, że musiałam odpowiedzieć mu tym samym. Cały czas miałam mieszane uczucia, ale przecież prędzej czy później będę musiała wyjaśnić sobie pewne sprawy z moim byłym chłopakiem. To musiało nastąpić, postanowiłam, że zrobię to dzisiaj, jeżeli będę miała w sobie na tyle odwagi.
Dojechaliśmy. Wysiadłam pierwsza, nie czekając an Jerzego. Chciałam wpaść pierwsza do domu, zobaczyć jak wygląda sytuacja.
-Gdzie Ty się tak spieszysz? – Janowicz stał przed bramką.
-Chcę zobaczyć, czy pies jest zamknięty- skłamałam.- Chyba nie chcesz, żeby Cię pożarł- zaczęłam się śmiać, bo nasz pies to był miniaturowy York, który tylko potrafił głośno szczekać. Weszłam do domu, zostawiłam otwarte drzwi, pogłaskałam Pysię po głowie i weszłam do salonu. Siedzieli tam moi rodzice i… Paweł.
-Cześć- popatrzyłam z pogardą na Pawła.
-Hej, przyjechałaś z kimś ?-zapytała mama.
-Tak, pójdę po niego, tato potrzymaj Pysię- wyszłam. Wróciłam pod dom, Jerzy cierpliwie czekał.
-Co Ty taka blada?- zapytał, gdy tylko podeszłam bliżej.
-Paweł jest. Rodzice nic nie wiedzą, powiemy im później, najpierw załatwię sprawę z nim. Nie chcę tego ciągnąć w nieskończoność. Chodź…- W tym momencie Jerzy objął mnie i pocałowała w usta. Całowaliśmy się chwilę, a gdy zaczęliśmy iść w stronę domu, zobaczyłam tatę, który musiał widzieć sytuację przed chwilą, akurat się chował. Kurde, no to się porobiło. Weszliśmy do domu. Poszliśmy do pokoju.
-Jerzego już znacie. Paweł to jest Jerzy, ten tenisista.- Podali sobie dłonie, chociaż widziałam, że nie mieli na to ochoty.
-Co chcesz do picia?- zwróciłam się do Janowicza.
-Może tą Twoją dobrą kawę, hmm?
-Już się robi.- Poszłam do kuchni. Lubiłam w niej spędzać czas, potrafiłam się tutaj zrelaksować. Przez rolety wpadały promienie słońca. Podeszłam do blatu, uruchomiłam ekspres i poszłam do lodówki wyjąć mleko. Nalałam trochę do wysokiego kubka, spieniłam i włączyłam parzenie kawy. Myślałam, co powiedzieć Pawłowi. Miałam zupełną pustkę. Kawa była gotowa. Zaniosłam ją Jerzykowi, a mama rozłożyła przed nami talerzyki na ciasto.
Paweł ciągle na mnie patrzył, postanowiłam, że muszę zrobić to teraz.
-Paweł, chodź do mnie na chwilkę- zaprosiłam go i wstałam od stołu- zajmijcie się naszym gościem. Ruszyłam po schodach do mojego pokoju, a on za mną. Weszliśmy, a ja zamknęłam drzwi. Nie był wcale skrępowany, zachowywał się jakby nic nie zrobił.
-No to może zacznę- powiedział.- To co było, znaczy to co widziałaś w Kaskadzie, to nic nie znaczyło dla mnie. Liczysz się tylko Ty.- Usiadł obok mnie na łóżku. Wypatrywał się w moje oczy. Popatrzyłam na niego, czułam ukłucie w sercu.
-Nic dla Ciebie nie znaczy, do jasnej cholery całowanie się z inną kobietą i wyznawanie jej miłości?! To może dla Ciebie nic nie znaczyło też mówienie do mnie Kocham Cię? Może to są po prostu dla Ciebie takie puste słowa?- nie wytrzymałam, łzy spływały mi po policzkach.-A być może bawiłeś się mną po prostu? Czuję się wykorzystaną zabawką, która Ci się już znudziła.
- Nie, nie mów tak. Przypomnij sobie nasz ostatni spacer. Łąka, ja, Ty, obok kwitnący rzepak. Przypomnij sobie jacy byliśmy szczęśliwi. Śmialiśmy się, przytulaliśmy się, bawiliśmy się jak małe dzieci, przy Tobie zapominam o całym świecie…- popatrzył na mnie swoim słodkim wzrokiem, pod wpływem którego zawsze mu ulegałam. Ale to nie dzisiaj, od dzisiaj jestem z Jerzym.
-Paweł, nie potrafię Ci już zaufać, musi minąć trochę czasu, zrozum to, jak na razie to możemy się jedynie przyjaźnić.- W tym momencie podszedł do mnie i pocałował mnie namiętnie. Coś we mnie pękło, odwzajemniłam ten pocałunek, jestem strasznie głupia, czemu ja to zrobiłam?!
I hate everything about you
Why do I love you
I hate everything about you
Why do I love you…

rozdział jedenasty.

-Kto to dzwonił? Paweł ?- zapytał Jerzy.
-Nie, Ola, może kiedyś ją poznasz, chociaż pokłóciłam się z nią właśnie, bo uważa, że powinnam nadal być z Pawłem.
-Och, nie martw się- pocałował mnie w nos, spojrzałam na zegarek.- Jest 12.30. Idziemy już na kort ?
-Jasne, przecież musisz się przygotować. – wstałam, poszłam do korytarzyka, ubrałam balerinki i czekałam na Jerzego. Latał po całym pokoju i zbierał ostatnie rzeczy na mecz, nowe rakiety, zapasową koszulkę, drugą parę butów… Był gotowy po 5 minutach. Wyszliśmy z hotelu i poszliśmy w stronę parkingu, gdzie stała już taksówka. Wsiedliśmy pojechaliśmy i po chwili byliśmy przy kortach, ja poszłam już na trybuny, a Jerzyk ruszył do szatni.
-Już tęsknię za Tobą.
-Ja za Tobą też- zaczęłam się śmiać i zatopiłam się w tłumie.
Szłam przed siebie cięgle myśląc o tym co dzisiaj usłyszałam od Oli. Może mówiła prawdę? Może za szybko się pocieszyłam? Kurde, czy ja mam wyrzuty sumienia ? Nie, nie mogę. Mam Jerzego, Paweł mnie skrzywdził, bardzo mocno. Nadal mnie to kuje, boli. Być może gdyby nie Jurek, siedziałabym teraz w domu, załamana z brakiem jakich kol wiek chęci do życia… Doszłam do kortu i znalazłam naszą lożę, jak na tyle przed meczem, było dużo fotoreporterów. Gdy tylko usiadłam, prawie każdy z nich robił mi zdjęcia. Udawałam, że ich nie widzę. Kort był przygotowany do gry, bił po oczach swoim pomarańczowym kolorem, kąpał się w słońcu. Założyłam okulary przeciw słoneczne i czekałam na mecz, czytając książkę. Byłam nią tak pochłonięta, że nawet nie zauważyłam, że trener już przyszedł i siedzi obok.
-Cześć- powiedziałam, uśmiechając się.
- Cześć, cześć jak tam u Was ? Słyszałam, że coś nie tak?- moja mina musiała mówić wszystko- Przepraszam za to, że jestem taki wścibski, jeżeli nie chcesz o tym rozmawiać, to zrozumiem.
-Nie, spokojnie, nie masz za co przepraszać. Byłam u Jurka w hotelu, bo pokłóciłam się z chłopakiem.
-A to o to chodzi. Nie wnikam. Szczerze mówiąc, pasowalibyście z Jerzykiem do siebie. Nie sądzisz?
-On też jest uparty jak ja. Nie wiem, czy byśmy ze sobą wytrzymali- zaczęłam się śmiać.
- Zauważyłem, że jak o Tobie mówi, to bije od niego pozytywna energia.
-No to chyba dobrze- uśmiechnęłam się.
-Wiesz, że on jest w Tobie zakochany ?- zapytał, był strasznie bezpośredni, nie wiedziałam co mu odpowiedzieć…
-Chyba…- w tym momencie z opresji wyrwał mnie telefon- Czy oni dzisiaj poszaleli?!- popatrzyłam na wyświetlacz MAMA- Przepraszam Kim, zaraz wracam.
Odebrałam.
-Tak, mamo?
- Gdzie Ty jesteś? Martwimy się z ojcem.- Była zdenerwowana. Zupełnie o nich zapomniałam, bawiłam się z Jerzym, a oni odchodzili od zmysłów. Postanowiłam dalej kłamać. Tylko po co ?
-Jestem, hmm… na meczu. Meczu tenisa.
-Gdzie? Bo tutaj Paweł na Ciebie czeka.
-Co ?! Paweł? Powiedz mu, że nie przyjadę dzisiaj, że mnie nie ma. Nie chcę go widzieć!- Wykrzyczałam do telefonu.
-Córeczko co się stało?- zapytała innym tonem, zmartwiła się, że tak reaguję na swojego ukochanego chłopaka, z którym przecież tak szalałam.
-Nie chcę o tym teraz rozmawiać, pogadamy wieczorem jak przyjadę, odwiedzę was z gościem. Proszę powiedz Pawłowi, że mnie nie będzie.
-Postaram się go pozbyć, ale jest zdeterminowany. Zobaczymy.
-Okej, mamo idę, bo mecz się zaczyna, pogadamy poważnie w domu. Papa- rozłączyłam się. Zrobiło mi się słabo, więc szybko wróciłam na miejsce w boksie trenerskim.
-Co Ci się stało, czemu taka blada jesteś ?
-Nie nic, nic. Oglądajmy mecz.- Ucięłam rozmowę.
Przez cały mecz nie mogłam się skupić. Moje myśli krążyły wokół tego, co może się wydarzyć w domu. Czy rodzice się zgodzą na wyjazd? Czy Paweł będzie ? Strasznie się denerwowałam, zaczął mnie boleć brzuch. Wygrzebałam z torebki tabletki przeciwbólowe i szybko wzięłam dwie. Zapiłam dużym łykiem wody. Rzuciłam okiem na wynik. Tie- break. 5-5. Serwuje Jerzy. Zacisnęłam mocno kciuki, as serwisowy, jeszcze jeden punkt i po secie. Serwis, nie trafił. Modliłam się, żeby nie popełnił podwójnego błędu. Ufff, udało się.
Trafił drugim podaniem, wyrzucający serwis, otwarty kort i skrót do którego przeciwnik nie dobiegł. Pierwszy set dla mojego mężczyzny, jeżeli mogę tak pomyśleć. W drugim secie, Jerzy przełamał na samym początku, wygrał swoje podanie i przełamał na 3:0. Potem wygrywał swój serwis i mecz zakończył się po półtorej godziny. Dekoracja, wywiady… Właśnie wywiady. Janowicz dziękował wszystkim kibicom, organizatorom, sponsorom i oczywiście trenerowi za przygotowanie. Kiedy myślałam, że już skończył, dodał:
-Dziękuję, także mojej wspaniałej przyjaciółce, za ogromne wsparcie psychiczne…- Poczułam jak robię się czerwona, zawstydził mnie. Wszystkie kamery zwróciły się w moją stronę, posłałam buziaka w stronę Jerzego, a on udał, że go złapał. Usłyszałam z trybun głośne: oOOOOOo! Uśmiechnęłam się i pomachałam do kamery.
Zaczęłam zbierać rzeczy, żeby wyjść przed wszystkim kibicami. Machnęłam Jurkowi, że idę i ruszyłam w kierunku wyjścia. Udało się wyjść bez żadnych problemów. Poszłam w stronę szatni, lecz po drodze, cały czas słyszałam pytania dziennikarzy o to czy jesteśmy razem z Janowiczem, czy spotykamy się itd. Szłam udając, że ich nie słyszę, doszłam do wejścia do szatni. Stał ochroniarz. Pokazałam mu akredytację, ale powiedział, że mu nie wolno mnie wpuszczać, bo nigdy mnie tu nie widział. Próbowałam się wślizgnąć, ale się nie udało. W pewnym momencie zauważyłam ochroniarza, który wielokrotnie wpuszczał mnie razem z tenisistą. Zapytałam czy może mnie wpuścić.
-Jasne, tak pięknej kobiecie naszego Mistrza się nie odmawia. Władek, wpuść ta miłą panią.
-Już się robi szefie.
-Dziękuję panu bardzo- krzyknęłam do niego, gdy odchodził.
Szłam przyciemnionym korytarzem i trafiłam pod drzwi z napisem kort centralny- szatnia.
Zapukałam, ale nikogo tam jeszcze nie było. Weszłam do środka i czekałam na Jerzego…

rozdział dziesiąty.

Niewiele myśląc stanęłam na palcach i zaczęłam go całować. To już nie były zwykłe, przyjacielskie pocałunki, teraz stawały się coraz bardziej namiętne, ale także delikatne. On mógł mi zastąpić Pawła, dać poczcie bezpieczeństwa, które utraciłam. Jerzy wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni, nie przestając się całować. Wiedziałam, że dzisiaj jestem gotowa i chcę to zrobić. Byłam pewna, że przy nim jestem bezpieczna i on nie zrobi mi krzywdy…
NASTĘPNEGO DNIA:
Obudziłam się zawinięta w kołdrę, wtulona w tenisistę. Pamiętałam, że ta noc była cudowna. Może byłam nieodpowiedzialna, wręcz szalona, że poszłam do łóżka z facetem, którego znałam przez niecały tydzień. Nie, nie będę się nad tym zastanawiać, stało się, od dzisiaj zaczynam żyć chwilą. Złapałam za telefon i spojrzałam na zegarek. 9:02 Finał miał być o 14 z tego co pamiętałam. Popatrzyłam na Jerzego, który spał w najlepsze. Cieszyłam się, że jest przy mnie. Wstałam, ubrałam się i pomalowałam, przy okazji zamówiłam kawę do pokoju. Wróciłam do sypialni. Musiałam go obudzić, bo z pewnością miał poranny trening. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam w nos. Otworzył oczy, był trochę zdziwiony…
-Możesz nie przestawać- uśmiechnął się- wstawać już trzeba ? Która godzina ?
- Zaraz trening, jest gdzieś tak 9.15.
-Ale mnie pocieszyłaś… Trening już wczoraj odwołałem, jak Ty spałaś. Nie masz wyboru , zostajesz na meczu.
-No tak. Ale musisz wygrać dla mnie- zaczęłam się śmiać, podświadomie czułam, że ma dzisiaj swój dzień- wypadałoby coś zjeść.
- Może… Ale chyba należy mi się jakieś podziękowanie za wczorajsze wyciągnięcie z doła.- Nastawił policzek, ale ja mając o wiele lepszy humor niż wczoraj, chwyciłam go za podbródek, obróciłam jego głowę i pocałowałam w usta.
-Wystarczy? –zapytałam, śmiejąc się
-Tak teraz mogę już wstać- uśmiechnął się, ale nie wstał- czemu mnie wcześniej nie obudziłaś?
-Bo słodko spałeś, a i tak musiałam się ubrać i pomalować.
-Oj tam, bez makijażu też ślicznie wyglądasz, dla mnie zawsze będziesz najpiękniejsza- prawił komplementy.
-Nie przesadzaj już- uśmiechnęłam się.
-Ja wcale nie przesadzam, mówię przecież prawdę- pocałował mnie w czoło, a potem zaczął łaskotać.
-Przestań !
-A co mi zrobisz?
-Ucieknę- mówiłam, ciągle się śmiejąc.
-To byłby cios poniżej pasa- w tym momencie ktoś zapukał do drzwi.- Kto to ?- zapytał, a ja wykorzystałam chwilę, żeby się wyswobodzić.
-Hmm, kawa- poszłam odebrać. Przy okazji zamówiłam dla nas śniadanie. Postawiłam kawy na blacie w kuchni, swoją zabrałam, usiadłam tak jak wczoraj, na sofie w salonie.
Słońce wpadało do pokoju przez żaluzję. Wstałam i wyszłam na balkon, widok był przecudowny. Słońce, kwiaty, w oddali jeziorko. Cisza i spokój, nie wiedziałam, że w moim mieście są takie miejsca… Stwierdziłam, że może się troszeczkę opalę. Poszłam do pokoju, wskoczyłam w stanik sportowy i krótkie spodenki, wróciłam na taras i popijając kawę, leżałam na leżaku. Zapomniałam o całym bożym świecie i odpłynęłam do krainy Morfeusza…
Najpierw idę drogą, drogą w Golczkowie. Jest pięknie. Słońce świeci, promienie padają mi na twarz. Trawa jest zielona, jeszcze pachnie, przed chwilą ktoś ją skosił. Wkładam słuchawki do uszu, zaczynam truchtać. Przebiegam obok budynku świetlicy wiejskiej, pod nią kilka znajomych osób. Mówię dzień dobry i biegnę dalej. NAGLE robi się strasznie ciemno, nic nie widzę. Nie rozpoznaję miejsca, w którym się znajduję. Idę po omacku i trafiam na ścianę, macam w poszukiwaniu włącznika. Znajduję go, naciskam, zapala się słaba żarówka, w jej świetle dostrzegam, że jestem w pokoju, pustym pokoju. Przeczuwam, że zaraz coś się stanie. Boję się… W pewnym momencie drzwi się otwierają staje w nich Paweł. Wygląda tak samo, ale to jak mówi, jak się zachowuje… Zmienił się. Odczuwam niepokój, gdy tylko robi krok w moją stronę, nie mogę się poruszyć, a nawet gdybym mogła, to nie miałabym gdzie uciec. Stoi już naprzeciwko mnie, patrzymy sobie w oczy. Nie widzę w nich miłości, widzę tylko nienawiść. Łapie mnie w pasie, trzyma bardzo mocno, podnosi mnie i idzie. Doszliśmy do jakiegoś pokoju, stało tam tylko łóżko, nadal jestem sparaliżowana, czuję jak oblewają mnie zimne poty, zaczynam krzyczeć, lecz on zakleja mi usta… Rozpina mi guzik od mojej koszuli, jest agresywny. Próbuję się wyswobodzić, ale jest silniejszy. Opadam bezwładnie na łóżko i czekam na to co się wydarzy. Boję się…
-Słońce, halo, obudź się !- słyszę głos. Otwieram oczy i widzę stojącego nade mną Jerzyka. Jest strasznie zmartwiony.
-Co się stało?- zapytał.
-Koszmar, straszy koszmar- dopiero teraz poczułam jak pot spływa mi po plecach.
-Już spokojnie, jestem przy Tobie. Masz ochotę coś zjeść ?
-Mhm- upiłam trochę wody ze szklanki, którą przyniósł mi tenisista.
-A może zjemy na dworze ?- zaproponował.
-Bardzo chętnie.
Jerzy poszedł po śniadanie, które jak spałam przywiozła obsługa hotelowa. Przyszedł, porozstawiał talerzyki na stoliku i zaczęliśmy jeść.
- Co Ty na to, żeby pojechać dzisiaj po meczu lub jutro rano do Łodzi? Poznałabyś moich rodziców- uśmiechnął się.
-Czy to trochę nie za szybko?- miałam mieszane uczucia.- Przecież ja mam jutro wyjazd do Katowic.
-No tak, wiem. Ale pojechałabyś ze mną do Łodzi, a we wtorek pojechalibyśmy do Katowic. W środę testy, a potem wycieczka ze mną do Hiszpanii, do Madrytu na turniej.
-Hiszpaniaaa- rozmarzyłam się…- Czemu by nie, ale moi rodzice nie mogą o tym wiedzieć, nie puścili by mnie. Powiem, że jadę do Katowic, zostaję tydzień i tyle.
-Karola, nie powinnaś tego robić, będą się martwili, lepiej im powiedzieć- wiedziałam, ale nie mogłam im tego powiedzieć, nie zgodziliby się.
-Nie mogę… Co im niby powiem? Słuchajcie wyjeżdżam z moim nowym chłopakiem- Jerzym, tym tenisistą, do Łodzi, a potem do Hiszpanii na turniej. Z Pawłem się rozstałam wczoraj.- zacytowałam jakby to mniej więcej brzmiało- Pomyśl co by powiedzieli.
-Trzeba im to powiedzieć na spokojnie, jak chcesz mogę z Tobą pojechać im powiedzieć.
- Jerzy dobrze wiesz, że coś do Ciebie czuję, ale nie chcę by moi rodzice o tym wiedzieli, zobacz ile jest pomiędzy nami różnicy przede wszystkim w wieku.- Bałam się powiedzieć mu, że go kocham, bo nie byłam tego sama do końca pewna.
-Tyle samo ile pomiędzy Tobą a Pawłem…
-Tak, ale, ale… moja mama znała go od małego, wiedziała o nim prawie wszystko. Wiedziała, że mnie nie skrzywdzi.
-Nie skrzywdzi… Właśnie widziałem, nie dajmy się zwariować Kochanie, pojedziemy dzisiaj do Ciebie i wszystko powiemy Twoim rodzicom.
-Niech będzie, ale nie mówię, że po tym wszystkim pozwolą mi wyjechać… Doradź mi proszę, co mam zrobić z tą propozycją od Kima ?
- Chciałbym grać z Tobą w jednej drużynie, ale nie chciałbym też, żeby na przykład przez przegrany mecz popsuły się nasze relacje. Wiesz, przecież że grasz świetnie, trochę treningów i byś sobie wszystko przypomniała. Musisz sama sobie to przemyśleć.
-Okej, będę się nadal zastanawiać.- Wstałam naciągnęłam na siebie koszulkę, zaczęłam zbierać talerze. Byłam trochę zła na Janowicza, za to że chce dzisiaj porozmawiać z rodzicami. Nie wiedziałam, co może z tego wyniknąć. Szczerze mówiąc, bałam się.
Zaniosłam talerze do kuchni i usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Pobiegłam do sypialni, złapałam go. Dzwoniła Ola.
-Halo, Kochana- odebrałam. Cieszyłam się, że dzwoni.
-Hej, Karola, jak tam u Ciebie? Nie wiesz co się dzieje z Pawłem?
-Powoli do przodu. Paweł mnie nie interesuje.
-Co się stało? Wczoraj przyszedł do mnie kompletnie pijany, myślałam, że byli z chłopakami na wiosce, ale mówił, że pił sam. Potem zaczął płakać, że popełnił błąd i w ogóle. Tak był pijany, że ledwo co mówił, więc nie dowiedziałam się o co poszło. Powiesz mi o co chodzi?
-Stał, całował się z jakąś Kornelią, wyznając jej miłość … Nie mogę powiedzieć, że się nic nie stało, ale to raczej nie jest rozmowa na telefon.
-No to mnie teraz zatkało… Jak on mógł, zachował się jak cham. Cholera ! Idę do niego.- W tym momencie wszedł do pokoju Jerzy i zaczął mnie delikatnie całować po szyi, wywoływało to u mnie łaskotki. Nie wytrzymałam i prychnęłam ze śmiechu.
-Czy ktoś u Ciebie jest?- zapytała zdziwiona Ola.
-Tak, znaczy nie. Nie ważne…- nie wiedziałam czy jej powiedzieć.
- Mów szybko kto !
-Po pierwsze i tak mi nie uwierzysz, a po drugie czy to ważne ?- Jerzy dalej mnie łaskotał, a mi ciężko było zebrać myśli.
-Dla mnie ważne, słuchaj czy Ty nadal kochasz Pawła?- zapytała strasznie poważnie.
-Nie wiem, nie wiem. Mam przy sobie kogoś, kto kocha mnie za to kim jestem, mogę być sobą i czuć się bezpiecznie.
-Już masz kogoś?!- zapytała z wyrzutem- jak mogłaś przecież on nadal Cię kocha!- wykrzyczała jednym tchem.- Szybko się pocieszyłaś…
-To ja go zdradziłam, czy on mnie? Bo już nie jestem pewna niektórych faktów- zapytałam z ironią w głosie.
-Jak Ty tak możesz, miałam iść do niego, ogarnąć go, ustawić do pionu, ale to chyba raczej do Ciebie powinnam iść.
-Dobra, skończ. Nie mam ochoty się z Tobą dzisiaj kłócić, na dodatek przez telefon, pa.- rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko…

rozdział dziewiąty.

Akurat podjechała winda. Niewiele myśląc podbiegałam do niego, zobaczyłam te oczy, które kochałam od lat. Stanęłam naprzeciwko niego twarzą w twarz. Byłam wściekła, zdenerwowana, a z oczu leciały mi łzy. Wzięłam zamach i uderzyłam go w twarz. Po mojej ręce został tylko czerwony ślad. Paweł stał bez słowa, był totalnie zaskoczony. Pobiegłam do windy i czym prędzej zamknęłam drzwi. W głowie miałam jego twarz, nie spodziewał się mnie tutaj.
Nie mogłam teraz pomóc Michałowi, nie byłam w stanie. Próbowałam ukryć łzy, wysiadłam z windy. Pobiegłam do szatni, zabrałam wszystkie rzeczy i uciekając z siłowni, rzuciłam Michałowi krótkie: Nie mogę, wybacz, cześć. Jeszcze zdążyłam usłyszeć: co się stało?. Nie odpowiedziałam. Gdy wyszłam już z galerii, usłyszałam telefon. Rzuciłam okiem na wyświetlacz. To Paweł… Odrzuć.
Otwórz oczy już za późno,
nie szukaj mnie na próżno.
Teraz tylko tracisz swój czas.
Czy tak wiele wymagałam
ślepo w miłość zaplątana…
Wybrałam numer do Jerzego. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć.
- Halo?
- Cześć, przyjedziesz po mnie pod Kaskadę?- mój głos nie był zbyt pewny, powoli się łamał.
-Coś się stało?- zmartwił się.
-Powiem Ci jak przyjedziesz- czułam jak kolejna łza spływa mi po policzku.
-Dobra, będę za jakieś 10 minut.
-Pa.- teraz już płakałam, czułam tą cholerną bezsilność. Miałam ochotę się upić, zapomnieć. Usiadłam na ławce, zastanawiałam się, jak on mógł mi to zrobić, takie świństwo. Po wszystkich, ale nie po nim, nie spodziewałam się. Był ze mną i z nią jednocześnie. Jednej i drugie wyznawał miłość. Tylko z jedną różnicą, ja byłam zabawką, ona wiedziała o mnie i o wszystkim, ja nie. Ciekawe ile udawał. Dwa lata razem, planowaliśmy wspólne życie po moich studiach. Wszystko posypało się w ciągu tych kilku sekund, jak domek z kart i to przez niego! Kochałam go, z resztą nadal go kocham, po mimo tego co zrobił przed chwilą, to chore… Z moich rozmyślań wyrwał mnie Michał, zostawił klienta i wybiegł za mną, zachował się jak prawdziwy przyjaciel.
-Karola, co się stało, mi możesz powiedzieć.
-Paweł- nie mogłam tego dłużej dusić w sobie, zapłakana wtuliłam się w niego. Nigdy tego nie robiłam, ale teraz potrzebowałam tego, chciałam się choć przez chwilę czuć bezpieczna, tak jak niegdyś w ramionach Pawła.
-Co Ci zrobił Paweł?
-On… On mnie zdradził, zdradza. Ściskał się z jakąś…
-Gdzie on jest? Zaraz z nim pogadam…
-Nie wiem, Michał, nie wiem… Ale nie chcę żeby mu się coś stało.- Zobaczyłam, że Jerzy przyjechał i idzie w nasza stronę. Odsunęłam się od Michała.
JERZY:
Widziałem, że obejmuje ją jakiś facet, powoli byłem wkurzony, a może raczej zazdrosny ? Na początku myślałem, że to ten jej Paweł, lecz gdy byłem już bliżej, zobaczyłem, że to inny mężczyzna niż ten którego widziałem na zdjęciu u niej w pokoju.
- Cześć, jestem Michał, trener Karoliny- nieznajomy podał mi rękę.
-Jerzy- uścisnąłem dłoń- co się stało?
-Coś z Pawłem.
-Okej
- Ja lecę, bo mam klienta. Cześć- pobiegł do galerii.
Podszedłem do Karoliny, przytuliłem ją, wiem, że tego teraz potrzebowała. Czułem jak cała się trzęsie ze zdenerwowania. Była w złym stanie psychicznym. Postanowiłem ją zabrać ze sobą. Wziąłem jej torbę na ramię, a ją objąłem w pasie i pomogłem wstać. Poszliśmy do taksówki, którą przyjechałem. Podałem kierowcy adres mojego hotelu. Całą drogę siedzieliśmy w milczeniu z tyłu, w tle grało radio. Ona wtuliła się we mnie, z zamkniętymi oczami, z których wciąż kapały łzy. Wytarłem je dłonią. Niechciałem o nic pytać, stwierdziłem, że powie mi we właściwym momencie. Dojechaliśmy, szybko zaprowadziłem ją do recepcji, ponieważ powoli zaczynało padać, a dokładniej to lać. Posadziłem na sofie w holu i poszedłem zapłacić. Spieszyłem się, podbiegłem do niej i zaniosłem do mojego apartamentu. Gdy ją niosłem czułem jej zapach, ten który oczarowywał mnie od naszego pierwszego spotkania w parku. Była taka delikatna…
Tak, teraz byłem tego pewien, kocham ją! Nie chciałem się wcześniej do tego przyznać, ale to jest ode mnie silniejsze. Kochałem ją od naszego pocałunku na łące. Położyłem ją na łóżku i przykryłem kocem, zasnęła. W tym czasie wyszedłem do kuchni, wstawiłem wodę na herbatę i zadzwoniłem do Kima z prośbą o odwołanie porannego treningu, przedstawiłem mu sytuację i o dziwo się zgodził.
Zauważyłem pewną rzecz w charakterze Karoliny, z pozoru udawała silną kobietę, a w środku skrywała się delikatna, wrażliwa i przejmująca się każdym słowem osóbka. Wróciłem do pokoju, usiadłem obok na łóżku i głaskałem jej włosy. W śnie była spokojna, bezpieczna. Posiedziałem chwilkę i poszedłem pod prysznic…
KAROLA:
Obudziłam się w jakimś obcym pokoju, okryłam się kocem. Powoli przypominałam sobie co się stało. Domyśliłam się, że Jerzy zabrał mnie do hotelu i teraz bierze prysznic. Wstałam, znalazłam lustro, przejrzałam się, wyglądałam strasznie… Znalazłam swoją torbę przy łóżku. Wygrzebałam kosmetyczkę i szybko zmyłam z twarzy resztki makijażu. Poszłam do kuchni, ponieważ byłam bardzo spragniona. Gdy weszłam do kuchni, na blacie stały herbaty, jeszcze gorące. Usiadłam na kanapie, podkuliłam nogi i czekałam na mojego wybawiciela, popijając herbatę. Rozmyślałam o tym co się wydarzyło. Napisałam do mamy sms’a, że jestem u koleżanki i wszystko w porządku.
Wiedziałam co zrobię ze swoim życiem, nie pozwolę, by zdrada załamała mój świat. Czułam, że tam na łące, jakieś uczucie zrodziło się pomiędzy mną a Jerzym, nie wiedziałam, czy to już miłość czy może tylko zauroczenie…
Wyszedł z łazienki, podeszłam do niego. Był w samych spodniach dresowych, bez koszulki, bez loga sponsora. Był normalnym mężczyzną. Takim, którego powoli kochałam. Zarzuciłam swoje ręce na jego szyję. Szepnął mi do ucha:
-Kocham Cię, bardzo mocno- widziałam błysk w oku- nie mogę tego dłużej ukrywać. Myślę o Tobie codziennie, a dzisiejsze wydarzenie tylko mi uświadomiło to co czuję.

rozdział ósmy.

- Tak, więc chciałem Ci zaproponować, coś na kształt stażu. Pomagałabyś mi w treningach . Na X-Intro i jako trenerka personalna. Podszkoliłabyś swoje umiejętności. Lubisz ćwiczyć, kiedyś widziałem jak zmotywowałaś jakiegoś faceta do ćwiczeń, teraz jest u nas codziennie :). Zaraziłabyś innych swoją pasją. Co Ty na to ?
-Bardzo kusząca propozycja… Od kiedy miałabym zacząć ?
-Nawet od dzisiaj, za dwadzieścia minut mam kolejny trening.
-Hmm, to skaczę od prysznic, będę za 15 minut .
-Okej, możesz być nawet trochę później, po rozgrzewce.
-Spoko, to ja polecę jeszcze po kawę.
-Widzimy się tam gdzie zawsze.
Podekscytowana zeszłam z ergometru, poszłam do szatni, znalazłam swoją szafkę, przyłożyłam kartę- klucz, ale ona się nie otworzyła. Byłam pewna, że to ta, właściwa. Stałam nad nią jakieś 5 minut, gdy nagle, jakimś cudem otworzyła się. Chodząc na siłownię od kilku lat nie miałam nigdy takie sytuacji. Szybko wyciągnęłam ręcznik i klapki i znalazłam się pod chłodnym strumieniem wody. Umyłam się, przebrałam drugie dresy, w których przyszłam, zabrałam kartę i zeszłam na dół. Miałam jakieś 10 minut, więc powiedziałam dziewczyną z recepcji, że zaraz wracam. Zjechałam windą n dół, pognałam na poziom -1, kupiłam moją ulubioną średnią mochę i wracałam na siłownię.
Popatrzyłam po raz kolejny na zegarek, byłam idealnie… W droga do windy jest dosyć długa, gdy szłam, zobaczyłam jaką znajomą sylwetkę. Po cichu podeszłam bliżej. Zobaczyłam, że z kimś rozmawia. Nie, to raczej była kłótnia. Chociaż nigdy w życiu nie podsłuchiwałam, tym razem musiałam. Już wiedziałam, kto to jest… Nie, nie mogłam w to uwierzyć. To był on! Stał i kłócił się z jakąś atrakcyjną kobietą. Posłyszałam:
- Miałeś z nią zerwać, już dawno, dlaczego muszę na to tak strasznie długo czekać?
-Kornelia, uspokój się, to wszystko nie jest takie łatwe. Dobrze wiesz, że ja kocham tylko ciebie.- pocałował ją.
Tego było za wiele, stałam jak wryta…